klimko

Trener polskich kombinatorów norweskich dostrzega plusy minionego sezonu. - Uniwersjada udała nam się znakomicie – mówi w rozmowie z Michałem Chmielewskim.

 

Sezon z blaskami i cieniami, plusami i minusami, ale ogólnie rzecz ujmując, chyba nie do końca satysfakcjonujący?

 

Końcówka zimy nam zupełnie wypaczyła patrzenie na cały okres startów. Bo to prawda, że mieliśmy w tym roku te lepsze chwile, i te zupełnie katastrofalne. Chcieliśmy zadomowić się na dłużej w Pucharze Świata, bo chłopcy nie tylko spełniają już warunki, by brać w nim udział, ale też zaczęli powoli prezentować adekwatny poziom sportowy. Punktowali w Pucharze Kontynentalnym, czasem bardzo dobrze, więc postanowiliśmy sprawdzać ich potencjał w walce z najlepszymi. Ale na początku zawody nie udały się nam w Skandynawii, bo albo warunki, albo jakieś błędy decydowały o słabych wynikach. Środek sezonu był już lepszy, żeby nie powiedzieć dobry. Adam (Cieślar – red.) zapunktował w końcówce grudnia w Ramsau, Po Uniwersjadzie też mieliśmy bardzo dobre humory i aż chciało się jechać do Falun...

 

A w Falun jak było, dobrze pamiętamy.

 

Zdrowotny koszmar, na samą myśl o tym robi się smutno. No nie dało się walczyć w mistrzostwach świata będąc na antybiotyku. Najpierw choroba rozłożyła Adama, później przeszło też na Szczepana Kupczaka. A ten w konkursie na normalnej skoczni prezentował się super, ładnie skoczył, w treningach też mu dobre próby wychodziły. I co z tego, skoro resztę imprezy przeleżał w łóżku.

 

Przed Szwecją wyglądało to naprawdę nieźle. Forma zwyżkowała?

 

Przed mistrzostwami dyspozycja chłopaków szła wyraźnie w górę, na co dowodem były chociażby wyniki z Pucharu Kontynentalnego w Ramsau, ale i wcześniejsze, te ze Słowacji. Bardzo chcieliśmy wystąpić na podobnym poziomie w Falun, ale po stronie sukcesów Szczyrbskie Pleso zapisujemy chyba największymi literami. Cztery medale, Cieślar się ozłocił – to był bardzo miły czas.

 

Takie sukcesy budują pewność siebie u zawodnika?

 

Oczywiście. Po Uniwersjadzie chłopcy dostali smaku na dobre wyniki. Że mogą walczyć o satysfakcjonujące ich rezultaty. Ostatnie dni przygotowań przed imprezą docelową przebiegały pomyślnie. I znów wracamy do tej nieszczęsnej Szwecji...

 

Czego brakuje chłopakom, żeby zacząć liczyć się w Pucharze Świata?

 

Trochę tego jest, ale najbardziej to chyba obycia i doświadczenia. To młody zespół, młodzi chłopcy, którzy mają jeszcze kilka lat, by dołączyć do czołówki. Proszę zwrócić uwagę, że teraz zawody wygrywają doświadczeni wyjadacze. Tacy, którzy znają trasy, przeciwnika, wiedzą gdzie uciekać, gdzie najlepiej nadgonić. To im stwarza przewagę, choć nie ma co kryć, że są też dużo lepiej wytrenowani pod względem siłowym i technicznym. Ale gonimy ich, mimo że mamy zaledwie czterech zawodników w kwocie startowej na Puchar Kontynentalny i dwóch na Puchar Świata. To niedużo, żeby się oskakiwać wśród najlepszych.

 

Oskakiwać to jedno, a trzeba jeszcze biegać.

 

I to chyba we współczesnej kombinacji jest nawet ważniejsze. Skok traktuje się teraz jako dodatek albo rozgrzewkę. Taki wstęp. Najciekawsze przetasowania i tak mają miejsce na trasie biegowej. Ile to już razy mieliśmy sytuację, że zawodnik z trzeciej, a nawet czwartej dziesiątki awansował do pierwszej? Kombinacja poszła w stronę biegów, to widać wyraźnie po czołowych zawodnikach. Czy to dobrze? Nie wiem.

 

Gdzie jest teraz polska kombinacja norweska?

 

Za światową czołówką, ale wcale nie w dołku, z którego nie ma wyjścia. Oczywiście nie pali się do jej trenowania tysiące młodych chłopaków i prędzej czy później dziecko wybierze biegi lub skoki. Albo w ogóle zrezygnuje ze sportu. My wyników wcale nie mamy najgorszych, bo przecież z Uniwersjady przywieźliśmy ich więcej nawet niż skoczkowie, biegacze czy alpejczycy. Sporym problemem są pieniądze, których po prostu w kombinacji nie ma. Nie interesują się nami sponsorzy i nawet po zawodach w Szczyrbskim Plesie było bardzo trudno o ich pozyskanie. A dobre zabezpieczenie z domu to nie każdy ma. Ludzie się wykruszają, rezygnują. Nic dziwnego, bo z czegoś trzeba żyć. A z kombinacji, jeśli nie jest się czołowym narciarzem, jest bardzo trudno.

 

Rozmawiał Michał Chmielewski