Jaka kara dla Johaug? Na pewno nie rychła… pisze szwedzki Dagenns Nyheter

- „Wyobraźcie sobie, że jutro rozpoczynają się mistrzostwa świata, albo igrzyska. Co wtedy by zrobili?” – stawia niewygodne pytanie były dyrektor Światowej Agencji Antydopingowej Harri Syväsalmi. Fin zastanawia się, dlaczego wciąż nie zostały podjęte decyzje o zawieszeniu Therese Johaug.
- „Norweskie narciarstwo biegowe testuje granice i być może znajduje się już w szarej strefie” – stwierdza bez ogródek Harri Syväsalmi. Zdaniem Fina zachowanie norweskiej federacji nie jest przypadkowe. Jego zdaniem natychmiastowe ukaranie Martina Johnsrud Sundby’ego za przewinienie – jego zdaniem dużo mniejszego kalibru – powinno być zastosowane i tym razem. Jednak Norwegowie czekają i obserwują: na co mogą sobie jeszcze pozwolić.
Syväsalmi nie ma jednak wątpliwości co do profesjonalizmu norweskiej komisji ds. dopingu – „Ufam im, wiem, że są bardzo profesjonalni. Gwarantują najwyższy standard dochodzenia” – stwierdza pewnie. To właśnie Antidoping Norge (ADN) po rozpoznaniu sprawy ma przedstawić związkowi wymiar kary dla Johaug. Teoretycznie może nawet zamknąć dochodzenie, bez wymierzania kary, jednak taką decyzję skutecznie zaskarżyć mogą FIS oraz Światowa Agencja Antydopingowa – Wada.
Komentarz: Sygnały docierające do nas niemal każdego dnia potwierdzają tezę Harri Syväsalmi’ego. Norwegowie systematycznie testują i przesuwają granicę akceptacji i przyzwoitości. Testują cierpliwość środowiska biegowego, kibiców, jak i sponsorów, dla których metka partnera zawodniczki oskarżonej o doping bardziej uwiera niż dodaje blasku. Paradoksalnie im dłużej Norwegowie będą testować granice wspomnianej przyzwoitości, tym bardziej drastyczne decyzje będą musieli podjąć. Odsunięcie na boczny tor – jak najdalej od sportowej rywalizacji, plączącej się w zeznaniach Johaug – może Norwegom wyjść tylko na zdrowie.
KrzyZak
Źr: Dagens Nyheter


