Przejdź do treści
skipol.plNumer jeden w biegach narciarskich
Skoki narciarskie27 listopada 2014

Jakub Janda szczerze dla Skipola: „Upadek ze szczytu jest bolesny”

Jakub Janda

Zwycięzca Turnieju Czterech Skoczni, medalista Mistrzostw Świata, zdobywca Kryształowej Kuli. Po prostu Kuba Janda. Przesympatyczny skoczek przy okazji inauguracji sezonu w Klingenthal opowiedział m.in. o kulisach wielkich sukcesów, przyczynach wielkiego kryzysu i stanie czeskich skoków narciarskich.

 

Michał Chmielewski: Czujesz się spełniony jako skoczek?

 

Jakub Janda: Nie było mi dane stanąć na olimpijskim podium, złota mistrzostw świata też nie mam. Mój dorobek raczej nie wystarcza, by czuć się spełnionym i tym bardziej uważanym za legendę. Może kiedyś, po latach ktoś tak o mnie pomyśli, ale ja jestem normalnym człowiekiem, po prostu sportowcem z kilkoma sukcesami.

 

Ale Małysz, Ammann, Ahonen też nie mają wszystkiego.

 

Nie mają, ale ich pozostałe sukcesy są olbrzymie. Ja pod tym względem jestem trochę jak Ahonen, bo on też nie ma medalu z igrzysk. W ogóle trudno jest w skokach zgarnąć wszystko. Niewielu się to udawało.

 

Zamieniłbyś coś na jeden medal z pięcioma kółkami?

 

Każdy sukces ma swoją wartość. Pytasz o wymianę na medal igrzysk, a po moim zwycięstwie w generalce Pucharu Świata spotkałem się z mistrzem z Salt Lake City Alešem Valentą, który powiedział mi zupełnie coś odwrotnego: że krążek olimpijski oddałby za Kryształową Kulę. Taka jest prawda, że myśli się o tym, czego brakuje, a za mało docenia to, co już ma.

 

Kilka miesięcy temu miałeś oddać ostatni skok w karierze. Miłość do skoków jest aż tak silna?

 

Kasai mnie zmobilizował! Oczywiście na tę decyzję złożyło się jeszcze kilka innych czynników, ale... ten człowiek jest niesamowity, niepowtarzalny, fenomenalny. Ponad czterdzieści lat i ciągle w czołówce. Noriaki to najlepsza motywacja. Jak wygrywał w Bad Mitterndorf, jak prawie został mistrzem olimpijskim, dawał mi wiele do myślenia. I jestem tutaj. Górne granice wieku w zawodowym sporcie zacierają się.

 

Mówisz o Kasaim, o medalu igrzysk. Pyeongchang Twoje?

 

Nie wiem, to jeszcze mnóstwo czasu, cztery lata. Może skończę za rok, może za dwa, a może dotrwam do kolejnych igrzysk. Dużo zależy od tego sezonu. Jak będzie dobry, moje samopoczucie, zdrowie i wyniki będą wystarczające, może się uda. Naprawdę nie wiem. Mając trzydzieści sześć lat trzeba planować na bieżąco.

 

Dekadę temu zawojowałeś świat. Vasja Bajc jak czarodziej odmienił „czeskiego Funakiego”. Jak?

 

Faktycznie czasem tak na mnie mówią. To dlatego, że moja sylwetka w locie kojarzy się trochę z tą Kazuyoshiego. Ale tylko kojarzy, bo ja jestem złamany w biodrach, a on był wyprostowany. Zresztą Vasja wcześniej był jego trenerem, może stąd te skojarzenia.

 

Jak przyszedł do kadry, wszystko zagrało: mieliśmy dobrą atmosferę, dobre narty, materiał do kombinezonów, warunki treningu. Czuło się, że jesteśmy drużyną, że sprawy układają się po naszej myśli. Byliśmy teamem, który dzięki wyznaczonym rolom funkcjonował prawidłowo.

 

Spodziewałeś się tej eksplozji formy?

 

Jak przyszedł Vasja, już w lecie pokazałem się z dobrej strony, potem powoli rozpędzałem się na śniegu i wszedłem do czołówki. Stawałem na drugim, trzecim stopniu podium, ale nie wygrywałem. W końcu udało się w Titisee-Neustadt i sezon zakończyłem na dobrej, szóstej pozycji. Zimy 2005/06 nie zapomnę nigdy. Była wspaniała. Marzyłem o takich rezultatach, jak każdy skoczek, ale jakby mi ktoś o tym wcześniej powiedział, nie uwierzyłbym.

 

Pamiętasz jakieś szczegóły, wydarzenia z wygranego Turnieju?

 

Jak przez mgłę. Wszystko działo się wtedy bardzo szybko.

 

Przeszedłeś do historii. Ty i Janne. Stałeś się w kraju gwiazdą?

 

Można tak powiedzieć. Były media, zgiełk, zainteresowanie, wywiady, rozmowy... Dużo i intensywnie. Ale jesteśmy takim narodem, że głośno jest o Tobie tylko, gdy jesteś na szczycie. A spróbuj z niego tylko trochę spaść, a momentalnie stajesz się nikim, nie ma cię. To nie to, co u was, że przyjeżdżamy na zawody i jesteśmy traktowani jak supergwiazdy. Wygrywasz – wszyscy poklepują po ramieniu. Przegrywasz – koniec.

 

To łatwo nie miałeś, gdy przyszedł kryzys?

 

Nie miałem. Nadszedł wtedy czas zmian. Zmieniły się przepisy dotyczące wagi, były jakieś nieporozumienia u nas w związku narciarskim, za Vasję przyszedł „Richi” Schallert i wprowadził wówczas zupełnie inny trening. A dalej było wokół nas głośno, kibice – zresztą słusznie - mieli rozbudzone apetyty. Coś się zepsuło i popadliśmy w kryzys. Wszyscy zainteresowani sprawą, czyli ja, związek i trener nie mogliśmy dojść do porozumienia.

 

Po czasie Schallert znów jest trenerem. Zaufaliście sobie?

 

Usiedliśmy do szczerej rozmowy, ustaliliśmy kilka rzeczy i jest dobrze. Respektujemy się.

 

Czeskie skoki to ostatnio Janda, Matura i teraz Koudelka. A reszta? O młodzieży cicho, następców nie widać, a kiedyś ta era się skończy.

 

Mamy młodzież, ale ich wyniki dalekie są od ideału. Brakuje sprawnego systemu, który wyłoniłby tych najzdolniejszych. Nie ma też nowoczesnych, zachęcających do treningu obiektów. Dzięki Małyszowi w Polsce baza treningowa rozwinęła się, u nas to już konstrukcje starej generacji. Do drzwi reprezentacji nie pukają juniorzy, a przez to my z Jankiem czujemy się niezagrożeni. Dla poziomu sportowego to bardzo źle.

 

Co z Harrachovem?

 

Mieli tam utworzyć Park Olimpijski dla sportowców, o planach słyszeliśmy, ale kiedy to powstanie i czy w ogóle powstanie? Tego nikt nie wie. Na pewno byłaby to dla czeskiego sportu nowa jakość.

 

Wróćmy do samych skoków. Jakie są różnice w treningu trzydziestosześciolatka a juniora? Nie wierzę, że pracujesz dziś na tych samych obciążeniach, co dekadę temu.

 

Fizycznie czuję się silny, ale na pewno organizm nie wytrzymałby dziś treningów, które robiłem przed laty, na przykład u Raški. Mocniej koncentruję się na dynamice, ale przede wszystkim na regeneracji. Ciało z wiekiem potrzebuje więcej czasu na odpoczynek. Przekroczenie norm mogłoby się źle skończyć.

 

Wierzysz, że możesz jeszcze wrócić na szczyt?

 

To są skoki. Tu wszystko jest możliwe.

 

 

W KLINGENTHAL ROZMAWIAŁ MICHAŁ CHMIELEWSKI | @CHMIIELEWSKI

sklep XC-SKI.PL narty biegowe, nartorolki

Udostępnij

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Komentarze są anonimowe. Redakcja nie odpowiada za treści czytelników.