Wywiad z Kornelią Marek.
W Przeglądzie Sportowym pojawił się obszerny i interesujący wywiad z Kornelią Marek. Całość rozmowy przeprowadzonej przez Kamila Wolnickiego można przeczytać TUTAJ. Poniżej prezentujemy najciekawsze fragmenty.Kornelia Marek wróciła do startów w świetnym stylu, zdobywając trzy złote i jeden brązowy medal mistrzostw Polski. - Przez dwa lata zrobiłam swoje - mówi Kornelia Marek.
Przegląd Sportowy: Trudno było wrócić do sportu po dwuletniej dyskwalifikacji?
Kornelia Marek: Na pewno nie było łatwo. Trzeba się uprzeć i strasznie mobilizować. Przychodziły momenty, kiedy chciałam sobie dać spokój, ale to wynikało także z kolejnych kontuzji. Jedna, później druga zakończona operacją, a na koniec wypadek. Ten ostatni spowodował prawdziwy kryzys. Od kwietnia poddawałam się rehabilitacji po osiem godzin, w maju wróciłam do ostrych treningów, a cztery miesiące później... założyłam kołnierz ortopedyczny na trzy tygodnie, bo wszystkie kręgi się poprzestawiały. To był horror.
Wypadek wydarzył się w czasie dyskwalifikacji, więc prawie nikt nic o nim nie wie.
KM: Ostatnie, co pamiętam, to jak wyciągnęłam rękę sygnalizując, że skręcam. Jechałam rowerem, sto metrów za mną był samochód, widziałam go i dojechałam do osi jezdni, zostawiając całą prawą stronę wolną. Auto za mną przejechało obok, następnego nie widziałam. Kierowca wykonał coś, co każdy by pewnie zrobił widząc zwalniający przed sobą pojazd – minął go z lewej i zmiótł mnie z powierzchni ziemi. Obudziłam się, gdy stała nade mną sanitariuszka. Kask uratował mi życie.
Wróciła pani i została z miejsca biegaczką numer dwa w Polsce.
KM:...
Pani taka mocna, czy reszta kadry tak słaba?
KM: Zrobiłam swoje przez te dwa lata. O kadrze trudno mi coś mówić. Nie wiem, co robią. Agnieszka Szymańczak zrobiła postępy. Ja pracowałam według planów Wiesława Cempy. Zawsze dobrze mi się z nim trenowało. Kadrowiczki mają słabsze wyniki, ale nie wiem dlaczego... Może atmosfera nie jest taka, jak dwa lata temu? Nie mam kontaktu z nikim, poza Sylwią Jaśkowiec i Justyną (Kowalczyk). Tym najmłodszym nie zrobiłam nic złego, żeby przepraszać, a traktują mnie jak powietrze.
Justyna Kowalczyk mówiła, że pani powrót jest potrzebny, bo wreszcie ktoś pociągnie tę kadrę do przodu. Powiedziała też wprost, że Paulina Maciuszek nie dała rady sprostać pozycji liderki grupy.
KM: Nie wiem, czy nie dała. Dwa lata temu byłyśmy najlepszymi koleżankami, dzisiaj nie mamy żadnego kontaktu. Przed sezonem wydawało mi się jednak, że jest mocna. Widziałam ją często na siłowni, bo trenujemy w tej samej. Sądziłam, że pomoże Justynie, ale później... Dla mnie to, że biegała tak słabo, było rozczarowaniem.
Wcześniej za główne postaci w reprezentacji – poza Justyną – uważano panią i Sylwię Jaśkowiec. Panią ukarano, Sylwia ma problemy zdrowotne. Wszystko się rozsypało.
KM: Może dlatego dziewczyny nie potrafią się dogadać? Paulina (Maciuszek) ma specyficzny charakter, ale z Agnieszką Szymańczak można znaleźć wspólny język. Martyna Galewicz jeździła z kadrą krótko, a Eweliny Marcisz w ogóle nie znam.
Pamiętam mistrzostwa świata w Oslo, gdzie dziewczyny głośno i publicznie krytykowały jedna drugą.
KM: Ja też tego nie rozumiem, ale wtedy chyba zaczęło się wszystko sypać.
Czuje się pani na siłach, aby być liderką?
KM: Chcę walczyć o to, by pomóc drużynie. Indywidualnie trudno o wynik, ale razem możemy dojść do wysokiego poziomu. Nie wiem, jak po moim powrocie zachowają się dziewczyny, ale nie będę się przejmować, tylko robić swoje. Nikomu nic nie zabieram i nikt mi nic nie daje. Uprawiamy sport indywidualny. Przez dwa lata brakowało mi kogoś, kto by mnie wspierał, bo biegać samemu po górach przez kilka godzin jest trudno. Pewnego razu, w czasie dyskwalifikacji, mówię do mojej przyszłej szwagierki, że mocno leje i nie chce mi się iść trenować. A ona na to, że na pewno by poszła. Była w siódmym miesiącu ciąży... Nie miałam wyjścia, nie odpuściłam.
A jeśli dziewczyny w kadrze powiedzą, że im się nie chce?
KM: Dużo zależy od trenera. Chciałabym, by pozostał nim Wiesław Cempa. Mnie się dobrze z nim pracowało, przez cztery lata przed igrzyskami robiłam postępy. Przez ostatnie dwa lata nie widzieliśmy się ani razu, ale kiedy wysłałam mu prośbę o pomoc w przygotowaniu planów, mogłam na niego liczyć. Pierwszy raz na żywo zobaczyliśmy się podczas mistrzostw Polski. Wcześniej nie chciałam zawracać nikomu głowy.
Ostatnio sporo ciepłych słów powiedziała o pani Justyna Kowalczyk.
KM: Na początku sezonu przysłała mi SMS-a: „Widzisz w jakim stylu Matwiejewa wróciła po dwuletniej karze? Głowa do góry i do roboty!". Bardzo mnie to ucieszyło i zmobilizowało. Z Justyną zawsze miałam chyba lepszy kontakt niż reszta dziewczyn. Traktowałam ją tak, jakby była w naszej drużynie, tylko że na wyższym pułapie, bo jest lepszą zawodniczką. Podczas mojej dyskwalifikacji wysyłałam jej SMS-y z gratulacjami. Chyba widziała, że naprawdę chcę wrócić. Mnie pomagało, że najlepsza biegaczka świata wspiera kogoś zdyskwalifikowanego za doping. Jej dobre słowo wiele dla mnie znaczyło. Powiedziałam sobie, że jeśli wrócę do kadry, to dam z siebie wszystko.
Słyszałem, że reszta dziewczyn czasem skarżyła się na warunki.
KM: Ja nie narzekałam siedząc sama w domu. W kadrze wszystko jest podane i jeszcze zarabiasz pieniądze. Dostałam szkołę życia i się z niej cieszę. Przez te dwa lata nauczyłam się szanować to, co mam. Ten czas pomoże mi w przyszłości.


