O fabryce krzyształowych kul pisze Łucja Łukaszczyk

W marcu 17 najlepszych zawodników ze wszystkich dyscyplin FIS podniesie w geście tryumfu Kryształową Kulę. Postawione na szarym papierze nie wyglądają imponująco. Są jeszcze gołe, bez ornamentyki, bez wykończeń i połysku.
Uwagę bardziej przyciągają czarne kalosze i szare tenisówki, rozrzucone pod stołem. Tymczasem to właśnie przy nich zatrzymuje się Alois Adam, dyrektor zarządzający fabryką Joska Kristall w niemieckim Bodenmais, głównym ośrodku narciarstwa biegowego w Lesie Bawarskim. To będą przyszłoroczne kryształowe kule – mówi. Na jednej z nich wymalowane są flamastrem czarne linie, niczym siatka równoleżników i południków na globusie. Na innej czyjaś ręka niedbale napisała niebieskim flamastrem cyfry. Wpatruję się i nie bardzo wiem, czy w kółku na dole to 1 czy 2. Ale pracownicy niemal na pamięć wiedzą, jak mają wyglądać kryształowe kule. W końcu Joska robi je dla Międzynarodowej Narciarskiej Federacji FIS od ponad 25 lat. Zawsze takie same.
Zaczęło się od faksu
FIS przesłał pytanie, czy moglibyśmy zrobić dla nich kulę, która będzie przyznawana za zwycięstwo zawodnikom, którzy w ciągu całego sezonu zgromadzą największą liczbę punktów w pucharach świata. Po dwóch miesiącach pojechaliśmy do ówczesnej siedziby FIS w Bernie z prototypem – wspomina Alois.Był rok 1987. Projekt się spodobał i dwa lata później najlepsi skoczkowie, narciarze zjazdowi i freestylowi, biegacze oraz kombinatorzy norwescy otrzymali duże kryształowe kule za zwycięstwo w klasyfikacji generalnej oraz małe kryształowe kule za zwycięstwa w poszczególnych konkurencjach. Dziś o trofeum walczą także snowbordziści. Wszyscy otrzymują identyczne kule, różni się jedynie wygrawerowana na masywnej nóżce nazwa dyscypliny. I sponsorzy.
Siła w płucach
Trzeba mieć siłę, by kryształową kulę podnieść. Mała waży ok 5 kg, zaś duża dwa razy więcej. Dlatego większość zawodników na ceremonii wręczenia po prostu tuli je do siebie. Trzeba też mieć siłę w płucach, by taką kulę wydmuchać. Szkło kryształowe z domieszką tlenku ołowiu jest bardzo twarde i grube. Zanim jednak na czołach dmuchaczy pojawią się kropelki potu, masa szklana nabiera odpowiedniej konsystencji w specjalnym piecu w temperaturze 1200 stopni C. Po wyjęciu z pieca czegoś, co przypomina lepki cukierek, mężczyźni dmą w długą rurkę, jednocześnie obracając ją jednostajnym, wprawnym ruchem palców. Na drugim końcu powoli formułuje się kula. Wydmuchanie jednej zajmuje około 30 minut. W ciągu dnia w fabryce Joska maksymalnie robi się pięć. Wszystkie muszą być doskonałe, dlatego z wyprodukowanych ponad trzydziestu dużych kul, tylko te bez żadnej skazy idą do dalszej obróbki: przycinania, polerowania, grawerowania. Tydzień trwa zrobienie dwóch dużych i czterech małych kul dla najlepszych biegaczy narciarskich. Przygotowanie wszystkich kul dla FIS zajmuje 2 miesiące.
Jak u dentysty
Na drugim piętrze fabryki jest znacznie cieplej. I ciszej. Takie same, jak u dentysty – Alois pokazuje wiertła, którymi graweruje się charakterystyczną sześcioramienną śnieżynkę z literami FIS w środku oraz podpisy na każdej kuli. W długiej sali unosi się lekko drażniący zapach srebra, złota i platyny. To od malowania medali dla FIS, bo prócz kryształowych kul, fabryka Joski odpowiada także za to. Na stoliku pełno małych słoiczków, pędzelków, ściereczek, a na parapecie zielone paprotki. Młoda dziewczyna jedną ręką obraca podstawkę, na której leży kryształowy medal, drugą pewnie przykłada pędzel z farbą. Gotowy odkłada na tacę wyłożoną papierem, zupełnie jak ciasteczko przed włożeniem do piekarnika. Medale są później wypalane, dołącza się wstążkę i już: gotowe, by zawisnąć na szyi zwycięzców. Te akurat będą dla narciarzy, którzy biją rekordy prędkości w zjeździe na nartach.
Na wyłączność FIS
Zanim jednak dmuchacze wydobędą dech aż gdzieś z przepony, zanim odpryski zachlapią okulary wąsatego grawera, lnianowłosa Bilmaia projektuje na ekranie komputera wszystkie szczegóły. Jako główny grafik przygotowuje dla klientów propozycje pucharów i medali. Na ścianach jej biura wiszą plakaty z projektami trofeów dla prawie każdej dyscypliny sportu. Wszystkie jak małe dzieła sztuki. Wielu jest takich, którzy chcieliby taką samą kryształową kulę jak ta FIS-owska. To niemożliwe – Bilmaia i Alois za każdym razem kręcą głowami. Gdy kilka dni później w nowym budynku Nordic Center w Planicy patrzę na kryształową kulę Primoža Peterki, uśmiecham się jak do dobrego znajomego. Może od czasu do czasu z uśmiechem albo z zadumą spoglądają na swoje kryształowe kule nasi polscy mistrzowie: Adam Małysz, Justyna Kowalczyk i Kamil Stoch.
dla skipola: Łucja Łukaszczyk
Udostępnij
Komentarze (3)
- kk2016-03-16 19:19:07czy można znaleźć gdzieś wyniki biegu pod górę w snow arenie w druskienikach?
- Kuba_skipol2016-03-16 19:54:01Przepraszamy będą jutro.
- kk2016-03-16 20:08:52dzięki


