Armatki śnieżne. Jak wspomaga się zimę?

- W Jakuszycach brakuje sztucznego naśnieżania – mówią zgodnie polscy narciarze. Ale jak właściwie działa taki system?
Śnieg nawet czterokrotnie trwalszy od naturalnego, a w dodatku bardziej dostępny w czasach notorycznego braku zim. Odkąd pojawiły się w ośrodkach narciarskich, setki tysięcy miłośników sportów zimowych nie musi modlić się już o odpowiednie chmury - opad załatwiany jest w zasadzie na zawołanie. Ale czy na pewno? Aby armatka śnieżna mogła zostać uruchomiona, temperatura i tak musi spaść poniżej zera. Choć nie za mało i nie za dużo. Mówi się, że idealne warunki dla jej wydajności to przedział od -3 do -5 stopni Celsjusza, choć są i modele takie, które zabielają teren i przy „plusie”. To jeszcze nie wszystko. Jeżeli wilgotność powietrza jest zbyt duża, dysza zamiast świeżego śniegu wyrzuci z siebie mokrą, bezużyteczną breję.
Według różnych wyliczeń i informacji producentów, do wytworzenia piętnastu centymetrów sztucznego śniegu na szerokiej na 10 metrów trasie biegowej o długości 360 metrów, potrzeba aż 285 tys. litrów wody. To gigantyczne zasoby, które najczęściej pozyskiwane są z naturalnych zbiorników zbudowanych w pobliżu ośrodków. Jeżeli w pobliżu płynie odpowiednio wartki strumień, oprócz kosztów wybudowania zbiornika jest to całkowicie darmowe. Gorzej, jeśli właściciele ośrodka zdają się tylko na opady deszczu.
Woda, której używa się do produkcji śniegu powinna mieć temperaturę nieznacznie przekraczającą zero stopni. Współcześnie producenci instalują w swoich konstrukcjach systemy kontrolujące jej temperaturę, co umożliwia pracę nawet w bardzo niekorzystnych warunkach. Wodę, aby ułatwić przebieg całego procesu powstawania śniegu, wzbogaca się również o naturalne białka, które wspomagają krystalizację wyrzucanych w powietrze cząsteczek.
Czego potrzeba do produkcji śniegu? Typowe maszyny składają się z czterech podstawowych elementów. Rolą wentylatora jest wytworzenie strumienia powietrza, który wyrzuci drobinki wodyna zewnątrz. Te drugie wytwarzają specjalne pierścienie. Im silniejszy będzie podmuch, tym więcej śniegu w danej jednostce czasu powstanie. Siłę i moc zazwyczaj kontroluje komputer, który analizując warunki oblicza najlepsze ustawienia. Strumień wyrzucany przez armatkę wylatuje przez dyszę. Całość może być stacjonarna lub mobilna. To dlatego maszyny umieszcza się na wózkach tak, by łatwo można je było przetransportować. Najczęściej używanymi typami armatek są:
- lance - wymagają dostarczenia im wody pod ciśnieniem oraz sprężonego powietrza. Pracują od ok. -4 stopniach Celsjusza
- lance z kompresorem - wymagają dostarczenia im prądu i wody pod wysokim ciśnieniem. W praktyce pracują od -5 stopni Celsjusza
- wentylatorowe - wymagające dostarczenia im prądu i wody pod ciśnieniem. Są droższe od lanc, jednak wydajniejsze. Produkują śnieg w temperaturze od ok. -2 stopni Celsjusza

Ile to kosztuje? Instalacja całego systemu naśnieżania na stoku zjazdowym to wydatek rzędu nawet miliona złotych i więcej. - Tylko jedna armatka wentylatorowa kosztuje ok. 100 tys. złotych. Ale sama w sobie jest bezużyteczna. Trzeba do niej podprowadzić prąd (przy każdym hydrancie wymagana jest osobna szafa energetyczna), wodę ze zbiorników, ułożyć specjalne rury, które zakończą hydranty. Łatwiej jest naśnieżyć trasę zjazdową od biegowej – mówi przedstawiciel firmy Lenko, Lech Dyk. I zauważa, że nawet ustawienie dwóch-trzech armatek w jednym miejscu, które wyprodukują śnieg, a ten następnie rozwiozą na trasach ratraki, to duży wydatek. W modernizowanym nie tak dawno ośrodku biegowym na Jamrozowej Polanie w Dusznikach Zdroju rachunek wyniósł ok. miliona złotych, a mogący pomieścić ok. 35 kubików wody zbiornik jest co najmniej trzykrotnie za mały na potrzeby, które dyktuje w ostatnich latach niesprzyjająca aura.
Michał Chmielewski
źródło: focus.pl/lenko.pl/inf. własna


