Przejdź do treści
skipol.plNumer jeden w biegach narciarskich
Wywiady12 października 2015

Kontrole sprzętu do skoków bezwzględne, ale był czas na dostosowanie się do zmian [ROZMOWA Z AGNIESZKĄ BACZKOWSKĄ]

baczkowska

Nie wszyscy zawodnicy będą miło wspominali jesienne Mistrzostwa Polski w skokach i kombinacji w Szczyrku. Szczególnie w piątek mieliśmy do czynienia z prawdziwym wysypem dyskwalifikacji. Co było ich przyczyną i dlaczego FIS zdecydowała się na tak rewolucyjną zmianę procedur kontroli? Jeszcze w Szczyrku zapytaliśmy o to Agnieszkę Baczkowską – głównego kontrolera podczas imprezy i członka Federacji.

 

Michał Chmielewski: Mocno się wczoraj gotowało w szatniach kombinatorów norweskich. Prawie jedna trzecia zawodników nie ukończyła mistrzostw i nie do końca zgadzała się z decyzją kontrolera. Dlaczego tak ostro?

 

Agnieszka Baczkowska: Rzeczywiście mieliśmy w piątek mały wysyp dyskwalifikacji zarówno w kombinacji, jak i kwalifikacjach do konkursu skoków mężczyzn. Wszystkie na starcie. Dwie, o ile dobrze pamiętam, z powodu nieprzepisowej wysokości kroku, pozostała niestety zabrała ze sobą zbyt długie narty. Z perspektywy kontrolera wcale ostro nie było, a na pewno nie ostrzej niż zazwyczaj. Przepisy są jednak przepisami i należy ich przestrzegać.

 

Zawodnicy narzekali głównie na nowe zasady pomiaru. Sprzęt, który wcześniej pasował, nagle stał się nieprzepisowy. Na czym dokładnie polegają różnice względem lat ubiegłych?

 

W zasadzie najważniejszą zmianą jest to, że od 1 lipca pojawiły się dodatkowe, restrykcyjne kontrole na górze skoczni. Zawodnik ma przed swoją próbą mierzone wzrost i krok równocześnie, a poza tym – i chyba to zaważyło o dyskwalifikacjach – staje w rozkroku o dziesięć centymetrów szerszym niż dotychczas. Według nowych wytycznych ma to być dokładnie 40 centymetrów. Wcześniej – 30. W związku z takim regulaminem siłą rzeczy pomiar pokazuje wyniki odrobinę niższe. I chociaż rzeczywisty wzrost skoczka nie zmienia się, ten dodatkowy dystans między stopami robi różnicę in minus. A jeśli liczba jest niższa, to i narty powinny być krótsze.

 

Skoczkowie liczyli w Szczyrku na łagodniejsze traktowanie czy przymknięcie oka?

 

Trudno powiedzieć i nie powinnam tego oceniać, jednak faktem jest, że pomiary wykonywane w dniu konkursu dają niewielkie możliwości manewru. Odnoszę też wrażenie, że część zawodników i trenerów po prostu zlekceważyła zmiany, a może po prostu nie zdawała sobie z nich sprawy. I stąd ten efekt.

 

Rzeczywiście po kilku chłopakach widać było zdezorientowanie. Coś na zasadzie „kiedyś narty były dobre, więc czemu teraz jest inaczej?” Wygląda na to, że wszyscy muszą zaopatrzyć się w nowy sprzęt?

 

Na naszym krajowym podwórku chyba nie do wszystkich na bieżąco docierają te nowe informacje z FIS. Że są zmiany, i że te zmiany wymagają u części zawodników „zaktualizowania” swojego sprzętu. Dotyczy to zwłaszcza tych, którzy balansują na krawędzi limitu i wybierają narty o maksymalnej dozwolonej dla nich długości (przypomnijmy, że to max. 145% długości ciała skoczka – przyp. M.Ch.). Faktycznym wyjściem z sytuacji jest niestety albo nabycie nowych par nart, albo modyfikacje tych już posiadanych.

 

A jak jest na świecie? FIS zauważyła już pozytywne skutki zmian w procedurze?

 

Jak najbardziej. Jesteśmy po zakończeniu sezonu letniego, a także po jego podsumowaniu i mimo początkowego zamieszania zdecydowana większość uważa, że zmiany były potrzebne. Liczba manipulacji i manipulantów zmniejszyła się i na pewno tę zasadę będziemy kontynuować również zimą. Generalnie w skokach nie zaplanowano ostatnio żadnych zmian – jakie było lato, taka będzie zima. Bardzo ważną zaletą nowej formy kontroli jest to, iż przed skokiem możemy pomierzyć w zasadzie wszystkich, nikt się nie przemknie. Dotychczasowa metoda wyrywkowych łapanek na dole tego nie umożliwiała.

 

Gierki między poszczególnymi ekipami a FIS przypominają trochę pogoń agencji antydopingowych za sportowcami. Dzięki temu, co wprowadzono w lipcu, Federacja zablokowała na jakiś czas dalsze próby kombinowania?

 

Na chwilę. Ale prawda jest taka, że nasze zmiany przepisów są zawsze reakcją na to, co dzieje się w środowisku. Oni zawsze będą krok przed nami. I pewnie do zimy wymyślą coś nowego.

 

W Szczyrku rozmawiał Michał Chmielewski

fot. Facebook/Tatra Sport Zakopane

 

sklep XC-SKI.PL narty biegowe, nartorolki

Udostępnij

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Komentarze są anonimowe. Redakcja nie odpowiada za treści czytelników.