Jacek Staroń dla Skipola: „I trzeci wyścig bym jeszcze pobiegł!”

Najwyżej sklasyfikowany Polak w zakończonych w ubiegły weekend Mistrzostwach Europy w maratonach narciarskich szybko wrócił do domu. - Chętnie bym jeszcze miesiąc tam został – mówi Jacek Staroń w rozmowie ze Skipolem.
W zakończonych w ubiegły weekend Mistrzostwach Europy w maratonach narciarskich reprezentujący KrosSki Briko Maplus Jacek Staroń zajął znakomite 32. miejsce. Ponadto w niemieckim Skadi Loppet udało mu się otrzeć się o podium w klasyfikacji wiekowej M36. Dwa dni, ponad osiemdziesiąt kilometrów i ogromne zmęczenie to cechy wyróżniające organizowane przez Euroloppet wydarzenie.
- A dziś już jestem w pracy, wróciliśmy w nocy – mówi z uśmiechem biegacz, dla którego minione dni wcale trudne nie były. Jak przyznaje, czuje satysfakcję i osiągnięte wyniki dają mu dowód, że zmęczenie, które czuje, ma sens. - Jakby była potrzeba, i trzeci bieg bym jeszcze poleciał. Jest duża adrenalina i radość, że się udało, chociaż były momenty, w których nie wszystko było pod kontrolą – mówi Staroń o przewyższeniu, które zaskoczyło większość ekipy. Polacy dotarli do Bodenmais (Bawaria) w piątek i nie mieli czasu na rekonesans tras. Tymczasem linię startu zaplanowano na ponad tysiącu metrów, a zaraz za nią zawodników czekała wspinaczka na 1300 m.n.p.m. - Trochę mnie przytkało w klatce piersiowej, chwilę to trwało – mówi Jacek, ale dodaje, że w niedzielnym wyścigu klasykiem wszystko było już w porządku. Jedynym mankamentem były słabo trzymające w końcówce narty, przez które ponad dziesięć kilometrów trzeba było pokonać jedynie na rękach.
Czempionat kontynentu składa się z dwóch wyścigów w dwa weekendowe dni. Jeden z nich musi mieć co najmniej 42, drugi co najmniej 30 kilometrów. To dużo, więc trening do takiego wysiłku do łatwych nie należy. - Bywały i takie okresy, że na jeden tydzień przypadało mi nawet dziewięć jednostek treningowych. W całym roku zrobiłem ich łącznie ok. 340, więc to naprawdę niezła dawka zmęczenia. Tylko tak da się doprowadzić organizm do odpowiedniej dyspozycji i przyznam, że czuję poprawę względem ubiegłych lat. Wprowadziłem się od kilku sezonów na intensywny tryb i nie zamierzam odpuszczać – zapewnia Jacek i za punkt odniesienia przytacza polski Bieg Piastów. - Kiedyś po tylko jednych zawodach ciało odmawiało posłuszeństwa i swoje musiałem odchorować. Teraz pokonałem 15, 50 i 26 kilometrów pod rząd i czułem się normalnie.
Staroń: - Jestem zadowolony i z tego czwartego miejsca, i z 32. pozycji open, która znaczy dla mnie chyba jeszcze więcej. Taki rezultat widać już w statystykach, to miłe uczucie stanowić czołówkę. Kiedyś się zastanawiałem nad sensem biegania przez Justynę Kowalczyk kilka godzin dziennie po górach, skoro w PŚ i tak ma do pokonania zaledwie dziesięć, czasem dwadzieścia kilometrów. Ale teraz wiem, że aby robić to na takim poziomie, należy mieć w zanadrzu o wiele więcej energii. Słabsi nie mają szans.
W przyszłym sezonie gospodarzem zawodów będzie hiszpański Marxa Beret, jednak Staroń nie jest pewny swojego udziału. - To jest dużo dalej i pewnie potrzebny byłby dobry sponsor. Nie rozważaliśmy jeszcze wyjazdu tam, przemyślimy wszystko i policzymy. Chociaż prawdą jest, że zawody zlokalizowane w takim miejscu byłyby pewnie nieco słabiej obsadzone i podium stawałoby się dużo bardziej możliwe. Teraz do trzeciego stopnia w swojej kategorii zabrakło mi po dwóch wyścigach ośmiu minut. To dużo, ale może i na to – kończy Staroń - przyjdzie jeszcze czas.
Rozmawiał Michał Chmielewski


