Marcisz z Kubińską walczyły z prostymi. „To było dzisiaj nasze Mördarbacken”
Startujące z dalszymi numerami Ewelina Marcisz i Kornelia Kubińska nie miały szans na dobry rezultat we wtorkowym biegu na 10 km dowolną techniką. - Chyba nikt nie spodziewał się takiego koszmaru – przyznały zgodnie tuż po biegu.
Polki dystans dziesięciu kilometrów pokonywały w gęstym, mokrym śniegu, którego nie przewidział nawet sztab serwisowy. - Nie wspominali nam o tym, że ma sypać gęsty i mokry śnieg – dziwiła się na mecie Kornelia Kubińska, która w szalonym wyścigu zajęła dziś 41. lokatę. Urodzona w Marklowicach zawodniczka wie jednak, że niewielu się to udało i nie ma do nikogo pretensji. - To była loteria, widać to po wynikach – zauważyła.
Kubińska: - Serwismeni testują smary minimum na godzinę przed startem i wtedy już mniej więcej wiedzą, co pojedzie. Dzisiaj to się odwróciło tak szybko, że nie było szans na jakąś zmianę. Po tym jak na trasę ruszyła Sylwia, zaczął się armagedon i momentalnie się wszystko pozmieniało. To najlepiej widać po dziewczynach z Norwegii, które ruszały z dalszymi numerami i były bez szans na wynik.
- Nie było mowy o taktyce, chciałam po prostu pobiec i wystartować. Po biegu łączonym zaczął mnie męczyć bardzo mocny kaszel i zastanawiałam się, czy w ogóle iść dzisiaj na start. Ale bardzo chciałam, ostatecznie zdecydowałam się, pobiegłam i cieszę się, że to zrobiłam – podkreśla trzydziestolatka dodając, że mam nadzieję, że przed sztafetą dzisiejsze przetarcie wyjdzie jej na zdrowie. - Jest jeszcze półtora dnia, więc powinno być okej – uspokoiła po biegu narciarka, która – jak zresztą cała stawka wtorkowej rywalizacji – wspinała się pod słynne Mördarbacken. Ale o dziwo nie wzgórze ją dziś „zabiło”, a tzw. prostki. Kubińska stwierdziła nawet, że na podbiegach czuła się dziś o wiele lepiej.
W gorszym nastroju przez mixed zonę przechodziła po biegu Ewelina Marcisz, dla której udział w biegu na 10 km był najważniejszym podczas całego czempionatu.
- Mam żal do siebie. Na ten start nastawiałam się najbardziej, a okazało się, że w moim wykonaniu był najgorszy w całych mistrzostwach. Ale co zrobić, zapominam o tym i układam już sobie w głowie wszystko pod sztafetę. Jak będę się przygotowywać? Do pojutrza nie patrzeć na narty – powiedziała i potwierdziła słowa starszej koleżanki. - Dzisiaj moim Moerdarbacken były wszystkie prostki. Brakuje mi siły, żeby biegać krokiem 1 na 1 i wszędzie biegam „kulawym”. Taką mam piętę achillesową i muszę nad nią mocno pracować – mówiła smutna.
Marcisz: - Nie możemy zwalać winy na warunki, bo wszystkie miałyśmy takie same. Rzeczywiście było ciężko, ale nie zawsze świeci słońce i jest szybka trasa. Trzeba biegać na tym, co się ma, a ja dzisiaj po prostu nie pobiegłam tak, jak bym sobie tego życzyła.
Dla sympatycznej narciarki szokiem były dzisiejsze pozycje Norweżek. - W ogóle to, co się dzieje na podium. Kto by się spodziewał, że wylądują na nim dwie Amerykanki, a Bjoergen z Johaug zginą gdzieś w środku stawki? Wiadomo, że ta druga część trasy była już masakryczna, było miękko i mokro, ale Charlotte sobie i z tym poradziła. Jest niesamowita – zakończyła zawodniczka klubu MKS Halicz Ustrzyki Dolne.
Z Falun, Michał Chmielewski


