Przejdź do treści
skipol.plNumer jeden w biegach narciarskich
Skoki narciarskie10 listopada 2014

Załamane kariery skoczków cz. 1

Harri Olli

Sukces, sława, wielkie pieniądze i jeszcze większe oczekiwania. W efekcie alkohol i narkotyki. Taka konfiguracja przerywa znakomite kariery, odciska piętno, z którym trzeba sobie radzić do końca życia. Obszar największego ryzyka? Sportowcy. W tym skoczkowie narciarscy.

 

Na każdym kroku spotykamy ludzi, którym raczej się nie udało. Smutne twarzy zwykłych ludzi często zdają się jednak krzyczeć, bo gdzieś wewnątrz wciąż pali się jeszcze cząstka ognia, która kiedyś pozwalała wzniecić potężny płomień. Nie udało się, życie potoczyło się inaczej, gdzieś popełniony został błąd, który na stałe przekreślił szanse na rozwój i zdobywanie szczytów. Obraz znany z każdej dziedziny życia, czyż nie? Niestety podobnie jest w skokach narciarskich. Tu także, bez większego problemu i sięgania pamięcią, tam gdzie wzrok nie sięga, jesteśmy w stanie wskazać kilka karier, które z dnia na dzień zostały nie tyle przerwane, co drastycznie zakończone. Powodów zwykle jest wiele, a dramat, który rozgrywa się w głowie takiego człowieka zwykle zostaje niezauważony, bo... sam się o to prosił.

 

Modelowym wręcz przykładem przerwania kariery ze względów pozasportowych jest Harri Olli. Fiński skoczek już od najmłodszych lat uznawany był za zawodnika o niepokornym charakterze, a jego przebojowość nie raz sprawiał kłopoty jego trenerom podczas obozów przygotowawczych. W wyjściu z opresji pomagał mu zwykle talent, dzięki któremu trenerzy bardzo często ciągnęli go za uszy i nie pozwalali ugrzęznąć w bagnie. Miarka przebrała się jednak podczas Mistrzostw Świata w lotach w roku 2008. Po pierwszym dniu rywalizacji w Oberstdorfie Olli postanowił odprężyć się w towarzystwie dwóch wynajętych kobiet i kilkunastu butelek alkoholu. Skakanie… na kacu okazało się korzystne, a Harri awansował na 6 miejsce. Sprawa jednak bardzo szybko wyszła na jaw, a sam zawodnik dolał sporo wysokooktanowej benzyny do ognia twierdząc, że Prezes Norweskiego Związku Narciarskiego, w ‘’tych sprawach’’ jest już po drugiej stronie rzeki, dlatego postanowił zemścić się na młodym ogierze skoczku. Fin bez większego żalu został wyrzucony z reprezentacji. Po dość długiej banicji wydawało się, że Olli dostanie szanse powrotu, skoczek rozpoczął współpracę z byłym znakomitym kombinatorem norweskim - Jarim Mantilą, wszystko runęło jednak jak domek z kart w październiku 2012 roku. Harri Olli został zatrzymany przez policję, a jego stan był daleki od idealnego. W efekcie skoczek został skazany na 4,5 miesiąca więzienia za spowodowanie niebezpieczeństwa w ruchu drogowym. W sezonie 2013/14 pojawił się w kilku konkursach Pucharu Kontynentalnego. Niestety jego wyniki nie zasługują na publikację.

 


 

Zawodnikiem lubiącym łamać wszelkie przepisy był Lars Bystoel. Norweski skoczek z problemy alkoholem przejawiał już od roku 2003, gdy podczas posezonowej imprezy na jachcie wdał się w bójkę, w wyniku której wypadł za burtę i doznał złamania żuchwy. Pomocną dłoń wyciągnął do niego Mika Kojonkoski przygarniając pod swoje skrzydła niepokornego skoczka. Ten odpłacił mu się w sposób najlepszy z możliwych, zdobywając dwa indywidualne medale na Igrzyskach Olimpijskich w Turynie, w tym złoto na skoczni normalnej! Był to jednak dopiero początek ekscesów związanych z Larsem. Niedługo potem, w czasie Świąt Bożego Narodzenia w roku 2006, wszczął awanturę i jakże by inaczej… Wylądował na Izbie Wytrzeźwień. W tej sytuacji także mógł liczyć na ówczesnego trenera kadry, który przejawiał niesamowitą słabość do Larsa. Bardzo cienka granica została przekroczona dopiero w roku 2009, wówczas w jego organizmie znaleziono pozostałości po marihuanie, co wiązało się z 4-miesięczną dyskwalifikacją. Tuż po jej zakończeniu Bystoel zdecydował się na zakończenie sportowej kariery. Niestety jego charakter nie pozwolił mu na zagrzanie miejsca w zwyczajnej pracy, mimo kilku prób jej podjęcia. Skuteczną terapią wstrząsową okazała się decyzja Norweskiego Urzędu Emigracyjnego, który odmówił Lisie Wortman - amerykańskiej żonie mistrza olimpijskiego przyznania wizy na stały pobyt w Norwegii, ze względu na zbyt małe zarobki. Dopiero ten zimny prysznic zadziałał na Bystoela, który od dwóch lat wiedzie (w miarę) spokojne życie… Coś mi się jednak wydaje, że ta historia może napisać kolejne rozdziały.

 

Chyba najbardziej drastyczny przykład przerwania kariery przez załamanie psychiczne i problemy z alkoholem dotyczy naszego podwórka. Pogromca Thomasa Morgensterna z Mistrzostw Świata Juniorów w roku 2003 Mateusz Rutkowski to prawdopodobnie największa klęska naszego szkolenia w historii polskich skoków narciarskich. Odkąd tylko Rutkowski pojawił się na horyzoncie skoków, przylgnęła do niego łatka niesfornego. Nie podobało się to również ówczesnemu trenerowi naszej drużyny Apoloniuszowi Tajnerowi, który z dystansem podchodził do młodego zawodnika z Porońca. Jego problemy zaczęły się tak naprawdę od spowodowania wypadku samochodowego, za który stracił prawo jazdy. Jakby tego było mało, w charakterze Mateusza objawiło się olbrzymie lenistwo i skłonność do nabierania sporej liczby zbędnych kilogramów, a Mistrz Świata Juniorów coraz częściej postrzegany był przez pryzmat niespełnionego talentu.

 

Mateusz lubił także ściągać na siebie kłopoty, znajdując się często w niewłaściwym momencie i czasie. Jak wtedy, gdy podczas zagranicznego zgrupowania będący mówiąc delikatnie, w nie najlepszej dyspozycji Wojciech Tajner zapomniał o odkręconej wodzie w łazience. (Nie pytajcie dlaczego odpływ był zatkany). W efekcie po paru godzinach pokój hotelowy zamienił w basen, a kara za niedopilnowanie bratanka Apoloniusza Tajnera spłynęła właśnie na Rutkowskiego. Chłopak spod złej gwiazdy? W przeciwieństwie do Larsa Bystoela, w przypadku Rutkowskiego nikt pomocnej ręki nie wyciągnął. Został zostawiony sam sobie i kompletnie sobie z tym nie poradził. Jego kariera zakończyła się w roku 2007. Mateusz stracił sponsora, gdyż firma Wagraf, co zrozumiałe, nie chciała finansować skoczka, który nie występującego na arenie międzynarodowej. Wola utrzymania rodziny zmusiła skoczka do podjęcia pracy w budowlance... Pytany dzisiaj o swoją historie odpowiada, że w życiu popełnił wiele błędów, ale do skoków chętnie by wrócił, jednak sprawy ekonomiczne w tym momencie są dla niego ważniejsze.

 

Przypadek Mateusza, choć drastyczny, nie miał takich konsekwencji jak problemy Svena Hannavalda. Niemiec, który w 2002 roku wygrał Turniej Czterech Skoczni, wygrywając wszystkie 4 konkursy, a miesiąc później do swoich osiągnięć dorzucił dwa medale Igrzysk Olimpijskich w Salt Lake City przyznał, że po tych sukcesach popularność jaka na niego spłynęła bardzo go przytłoczyła. Blask fleszy, pojawianie się na salonach, które dziś moglibyśmy nazwać ''celebryctwem'' sprawiły, że skoczek poczuł się wypalony. Tuż po zakończeniu sezonu czuł się tragicznie a przez pierwsze dwa tygodnie nie wychodził z łóżka! Po kilku tygodniach sytuacja wcale się nie poprawiła, Sven podejrzewał u siebie nowotwór, jednak badania nic nie wykazały. Lekarze się jednak mylili, bo niemieckiego skoczka zaatakował cichy zabójca - depresja. Chęć przekraczania własnych możliwości doprowadziła go również do anoreksji, która kompletnie wycieńczyła jego organizm. Sven poddał się terapii, która pozwoliła mu wyjść z poważnych opresji, do skoków jednak nie dał rady wrócić. Jego życie wypełniły rajdy samochodowe i piłka nożna. Z dala od dziennikarzy, telewizji i presji na sukces, z którą nie dał sobie rady będąc na szczycie jego macierzystej dyscypliny.

 

Jak widać granica między niebem a piekłem jest bardzo cienka, wystarczy tylko niewielki błąd, a efekt kuli śnieżnej sam dokona dzieła zniszczenia. Życie po sportowym życiu zawsze jest olbrzymim wyzwaniem dla człowieka kończącego karierę, a poziom trudności szybuje jeszcze mocniej w górę, w przypadku kariery zakończonej w sposób nagły i kompletnie niespodziewany.

 

fot. Flickr

Piotr Majchrzak

 

sklep XC-SKI.PL narty biegowe, nartorolki

Udostępnij

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Komentarze są anonimowe. Redakcja nie odpowiada za treści czytelników.