Przejdź do treści
skipol.plNumer jeden w biegach narciarskich
Blog5 marca 2014

Jeden z powodów powolnego upadku polskich biegów narciarskich

kubalonka

Ostatnio na portalu pojawiło się wiele felietonów, wpisów, wypowiedzi, na temat powolnego upadku polskich biegów narciarskich. Chciałbym się troszkę do tego odnieść i pokazać być może jeden z powodów takiego stanu rzeczy.


Oczywiście przeciętny kibic nie interesujący się za bardzo tym co dzieje się w środku dyscypliny, śledzący wszystko z boku może stwierdzić: „Justyna przywozi medal z kolejnych Igrzysk, Sylwia ma świetne biegi w PŚ, Maciek regularnie punktuje w PŚ, mamy 10 olimpijczyków w biegach narciarskich, sztafety pań wypadły naprawdę przyzwoicie. Polskie narciarstwo biegowe idzie ku lepszemu!” Nic bardziej mylnego. Moim zdaniem te wyniki tylko zaciemniają, i zamazują stan Polskich biegów.

Nie wiem do końca czym to jest spowodowane. Mam oczywiście jakieś swoje zdanie na ten temat, ale pewnie takie samo jak większość chcących lepiej dla naszej dyscypliny. Zgadzam się prawie w stu procentach z tym o czym pisze Ania, z tym o czym mówi pan Kuba Cieślar, z połową komentarzy na Skipol-u. Brak funduszy i pieniędzy, coraz mniej zawodników, to faktycznie jest problem, ale chciałbym Wam w skrócie przybliżyć jak wygląda droga, i jak my to górnolotnie nazywamy „system szkolenia” naszych zawodników. Od małego dziecka marzącego gdzieś pewnie o byciu świetnym zawodowcem, do dojrzałego zawodnika. Będzie to pisane na przykładzie moim, moich znajomych, kolegów. Tego co zdążyłem zaobserwować w krótkiej przygodzie z narciarstwem.

Piszę to przede wszystkim do zawodników amatorów. których przybywa nam coraz więcej, a nie do końca wiedzą jak to wygląda i że to nie jest wcale takie proste. Do byłych zawodników starszego pokolenia aby podzielili się tym co było kiedyś, czy coś się w tym względzie zmieniło. Miałem okazje „szkolić” się w kilku klubach, w dwóch szkołach sportowych. Jeździłem na obozy, zawody z innymi klubami, przebyłem setki godzin z innymi zawodnikami na rozmowach: jak się dzieje, co się robi i jak jest w większości klubów w Polsce. Będzie to opisane ogólnie, bez większych szczegółów, bo zajęło by to pewnie z pół dnia. Z pewnością nie będzie się to tyczyć wszystkich narciarzy i są wyjątki, aczkolwiek większość z Was pewnie przeżyła to samo.

Szkolenie i kształcenie się zawodnika widziane w skrócie moimi oczami. Każdy zawodnik musi gdzieś rozpocząć swoją przygodę. Więc albo zostaje zarażony przez rodziców, albo zaobserwował gdzieś w szkole, albo po prostu przez przypadek gdzieś dorwał narty i zapisuje się do klubu. Tam powiedzmy spotyka 20 chłopców ze swojego rocznika (plus 20 z innych roczników) chcących bawić się wspólnie na nartach. Klubów jest w Polsce kilkadziesiąt, więc mniej więcej mamy pogląd ilu zawodników mamy na starcie. Każdy doskonale wie, że na tym poziomie dziecko potrzebuje szczególnej pomocy! Zachęty do sportu, do lekkiego wysiłku, wytłumaczenia, pokazania. Ja np. spotykałem się z podejściem: masz narty, idź i biegaj, kilku pewnie trafiło lepiej, kilku miało podobnie. Nie wynika to do końca z braku chęci opiekunów. Raczej z braku czasu i z braku ilości profesjonalnych trenerów mogących zająć się różnymi grupami. Jeden lub dwóch opiekunów nie jest w stanie ogarnąć takiej ilości zawodników wraz z ich sprzętem. Brakuje ludzi, którzy dostawali by za to godne wynagrodzenie, a nie będącymi jednocześnie: dyrektorami, nauczycielami WFu, trenerami biegów, piłki każdego rodzaju jaka istnieje, siedmioboju, szachów, muzyki… i ogarniających 40 zawodników prezesami i trenerami klubu. Tak więc musimy wziąć pod uwagę, że co najmniej połowie zawodników z różnych względów biegi narciarskie nie przypadną do gustu. Albo wybiorą inny sport, albo zajmą się np. sklejaniem samolotów lub puszczaniem latawców. A to trener krzyknął, a to się nie zajął, a to zimno w nogi, a to ktoś jest lepszy, a to ktoś ma lepsze narty… każdy był dzieckiem.

Załóżmy zostaje dziesięciu śmiałków do wieku gimnazjalnego. Tam już wiadome, większa rywalizacja, pierwsze ważniejsze zawody, pierwsze dalsze wyjazdy, obozy. Już nie jest się dzieckiem tylko młodzieńcem, i to w wieku najbardziej przyswajającym „głupotę‘’. Ja miałem szczęście być już w gimnazjum o profilu narciarskim, lecz wiemy, że o takie w Polsce baaardzo ciężko, i większość zawodników musi dzielić codzienną naukę i treningi ze średnio nastawioną na sport dzisiejszą młodzieżą. Trenerzy już powoli przywiązują dużą wagę do wyników, do punktów… tak więc na zawody biorą nawet najgorsze łamagi byle się poruszały do przodu na nartach, byle coś tam zapunktowały lepiej od innych, pewnie ze względu na lepsze pieniądze dla klubu. Tak więc na ogólnopolskich zawodach mamy około 70 zawodników w owej kategorii wiekowej. Z dziesięciu zawodników dwóch odpadło na starcie, jeden postawił na naukę, jeden zaczął palić, sześciu się zastanawia co to robić w przyszłości jak idzie całkiem nieźle… Koniec sezonu, czas na ranking PZN, dwóch poza pierwszą piętnastką, małe nadzieje na przyszłość, trener już powoli stawia na nich „krzyżyk” więc kończą krótką przygodę, jeden w piętnastce ale mama nie pozwala dalej trenować bo trzeba w przyszłości zostać lekarzem… również kończy. Dwóch zostaję i trenuje w klubie bo boi się wyjechać gdzieś dalej i stwierdzają że będą rywalizować w klubie. Jeden, niekoniecznie najlepszy, wybiera szkołę Szkołę Mistrzostwa Sportowego.

W tej chwili mamy takie bodajże trzy. W każdej po trzy roczniki. W jednej około dwudziestu zawodników na niezłym jak na Polskie warunki poziomie. Tam się zaczyna jazda. Większość zawodników nie ma najmniejszego pojęcia o podstawowych błędach technicznych, większość nieprzygotowana do takiego wysiłku fizycznego, a tu trzeba „rąbać” bo trenerzy twierdzą że jest 1000 zawodników na twoje miejsce…

Tu już liczy się tylko wynik, punkty dla szkoły, medale olimpiady młodzieży… powiem szczerze, że nie wiem czy trenerzy myślą o przyszłości zawodników, ale zawodnik ma nadzieje, że tak. Twierdzą, że podopieczny technicznie i fizycznie musi być już przygotowany do treningu na najwyższym poziomie, nie biorąc pod uwagę to co robił wcześniej w klubie, na jakich obciążeniach trenował. Więc jeden zrezygnuje po roku bo za ciężko, drugi ma gdzieś i byle przetrwać w szkole, trzeci sobie odpuszcza bo twierdzi, że trenuje za ciężko… Ludzie są różni i różne podejścia, a w wieku liceum myśli się niekiedy, że o biegach wszystko wie się najlepiej. Trenerzy też nie pomagają w większości podejściem do zawodnika względem psychologicznym, bo często twierdzą, że przeżyli już takich jak my tysiące. Każdy wie, że ci trenerzy, odkąd najstarsi górale pamiętają, zawsze są w tych szkołach, i będą dopóki nie pójdą na emeryturę, a ich motywacja też z biegiem czasu jest różna.

Dochodzimy do trzeciego rocznika liceum, żartobliwie powiem, decydującego o przyszłości Polskich biegów. Ci którzy dotrwali i dostają się do kadry narodowej, są szkoleni już tam. Ci którzy mają jeszcze nadzieje trenują sami aby się tam w przyszłości dostać, lecz zdecydowana większość kończy biegać, wybierają studia o innym kierunku, zaczynają pracę, bo już ten wiek… za darmo nikt już nic nie robi, a biegi to nie piłka nożna że pójdziesz trzy razy w tygodniu wieczorem kopnąć piłkę w czwartej lidze i dostaniesz za to 1500zł. Trzeba poświęcenia, sumienności, czasu i wyrzeczeń.

Koniec sezonu. Zebranie wielkiego brata. Komisja biegów. Tam w większości decyduje się komu będzie dane jeszcze chwile pobiegać. Zbierają się nasi „baronowie” województw i wykłócają się komu należy się szkolenie w kadrze. Jakby to miało jakiekolwiek znaczenie. Czasami twierdzą, że ten się nie nadaje bo za gruby, drugi nie bo ma dziewczynę, a trzeciego nie lubi trener i się za nim nie wstawi… Jasne, że według każdego z nich najlepszy zawodnik jest z jego województwa, jak na lokalnego patriotę przystało. Ale tego krytykować nie będę ponieważ ich wybór dla zawodników ma bardzo duże znaczenie, ponieważ decyduje o jego przyszłości, aczkolwiek dla przyszłości biegów znikome. Rosjanie, Norwegowie, Szwedzi wybierają czy wezmą najnowsze Ferrari czy Porsche, a nasz wybór graniczy się do wyboru koloru pomiędzy Daewoo Tico. Tak w przenośni wygląda powoływanie naszych zawodników do kadr narodowych…

Wystarczy przeglądnąć ostatnie wyniki Olimpiady Młodzieży… widzimy chłopców, juniorzy, siedemnastu zawodników, siedmiu ze szkół sportowych w tym kilku z kadry, kilku dobijających się, a reszta niedobitki, których ciągną ze sobą trenerzy prosząc o start, i mający nadzieje, że przy takiej ilości startujących ktoś zejdzie z trasy i uda się zrobić jak cenne dla klubów punkty. Dziewczyny to samo, tylko jeszcze mniejsza ilość startujących. Wychodzi po 6 zawodników prezentujących jakikolwiek poziom, z czego tak naprawdę nie wiemy czy mają talent czy po prostu wytrwali w naszym wielkim systemie. I z czego ci nasi szefowie mają wybrać? Kolejno składy kadr zatwierdzi prezes i wszystko już wiemy. Znamy kadrę narodową na kolejny rok, ponieważ za rok ten sam cyrk., i gdzie tu ciągłość pracy? Następnie MŚJ i bolesna weryfikacja… Później PŚ i jeśli ktoś przegra poniżej dwóch minut na dystansach to sukces, a poniżej 10 sekund w sprincie to wielki bieg…

Nie chcę się wymądrzać bo sam chciałbym osiągnąć tyle ile większość z tych zawodników. Nie krytykujmy ich i nie dołujmy bo są to najlepsi w tej chwili zawodnicy w kraju. Bardzo im kibicuje i doceniam ich wysiłek, poświecenie, wiem, że dają z siebie wszystko w każdym biegu i chcą być jak najwyżej. Znam ich doskonale i wiem, że mają wielkie ambicje! Lecz oni sami również doskonale wiedzą, że nie wszystko zależne jest od nich. W kadrach już szkolenie naprawdę jest coraz lepsze, i oni mogą to potwierdzić. Zapomina się jednak o szkoleniu u podstaw i o tym też chciałem wyżej napisać. Oczywiście wyjątki takie jak Justyna, Maciek, Sylwia i pozostali członkowie kadry będą się zdarzać, lecz bardzo rzadko i nigdy nie dorównamy krajom z tradycjami i prawdziwymi systemami szkolenia…

Piotr Fundanicz

sklep XC-SKI.PL narty biegowe, nartorolki

Udostępnij

Komentarze (25)

  • Kuba_skipol2014-03-05 11:44:07
    Myślę, że właśnie takiego spojrzenia (okiem zawodnika) na sprawę brakowało. Bardzo ciekawy tekst, polecam.
  • KIKO2014-03-05 12:20:21
    Prawda i tylko prawda bo właśnie tak to wygląda od kuchni niestety. Pozdrawiam
  • Albertoo2014-03-05 13:02:11
    Nic dodać,nic ująć.Dobry art Budrys.pozdro
  • kesiu2014-03-05 13:32:50
    Dobre spojrzenie na sprawę. ! Dobry artykuł.
  • Byczek2014-03-05 13:54:18
    Czysta brudna prawda o naszych niby trenerach , działaczach itp ! Świetny artykuł Budrys !Pozdrawiam
  • Raku2014-03-05 14:15:20
    Fajnie napisane, ale mam trzy kwestie do poruszenia.

    1. Pisząc w skrócie - w kadrze są słabi zawodnicy bo nie dość że mało dzieci w Polsce biega, to mało też dociąga do wieku seniorskiego, a Ci co są to po prostu są? tak to chyba można interpretować, a to dosyć brutalne stwierdzenie.

    2. Mam alergię na porównywanie do piłki. Czwarta klasa rozgrywkowa (3 liga), to jest jednak organizacyjnie poważna klasa (a i górna część tabeli w piątej też). Treningi są często i gra też jest na poważnie. Można mieć pretensję do gmin, że za dużo dają na piłkę, ale to często wchodzą bogaci sponsorzy (Limanovia, Nieciecza, dawniej Kolejarz, Heko itd. itp.) i to oni dają ogromną kasę. A co nam do tego co robią se swoimi pieniądzmi bogaci ludzie?

    3. I trzecia zasadnicza kwestia. Interesuje się wieloma sportami i zawsze kibicuje Polakom i nie potrafię myśleć w kategoriach "rozwijamy tylko jeden sport, a reszta mnie nie interesuje". Amatorskie biegi są potrzebne dla "zdrowia społeczeństwa" jak każdy sport na poziomie amatorskim. Ale co broni biegi zawodowe? Na MP czy OOM praktycznie nie ma postronnych osób, tylko ludzie związani z biegami - rodziny, zawodnicy, trenerzy i działacze. W TV ze względu na Kowalczyk oglądalność jest duża, ale nie tak duża jak skoki. A ta 4 liga Polska w piłce czasem generuje kilkutysięczną publiczność, a wiadomo jaki jest poziom kopanej w kraju. Jak to ma się do zasadniczej kwestii czyli do tego, że sport jest dla kibiców, a nie kibice dla sportu? No i w tym roku doszedł argument pogodowy. Jest wiele sportów w Polsce, które są bo są, ale po prostu się w nie bardzo nie inwestuje bo nie ma zainteresowania. Ja się interesuje wieloma sportami, którymi nikt się nie interesuje (np. podnoszenie ciężarów, kombinacja czy trochę bardziej popularne pływanie, lekkoatletyka), ale zdaje sobie sprawę, że rozwijanie wielu sportów jest nieekonomiczne i jak przekonać takiego Kowalskiego, że trzeba inwestować w biegi, jeśli u niego gra klubik w A klasie i na mecze przychodzi trzysta osób i dobrze się bawią?

    PS. Jeszcze bym mógł sporo dorzucić, ale ciężko mi się pisze jedną ręką po zabiegu, więc przepraszam za jakieś błędy. Meritum chyba zawarłem.
  • Raku2014-03-05 14:16:23
    A no i świetny fragment o "zebraniu komisji biegów" - właśnie tak to sobie wyobrażam.
  • kibic2014-03-05 14:46:54
    A najgorsze jest skreślanie zawodników którzy w wieku juniora są gdzieś tam z tyłu z różnych przyczyn! Nawet Ci nazwani niedobitkami w tym artykule, czy to u juniorów czy juniorek,za pare lat mogą wyskoczyć,wygrywać i znaczyć coś w światowych biegach seniorskich w kolejnych latach, a daj Bóg żeby w przyszłym roku już ktokolwiek lub którakolwiek z tych niedobitków zaczął/zaczęła się pokazywać to się piszącemu ten artykuł zrobi głupio w tej kwestii. Chcemy wielkich sukcesów tak? Do tego się dąrzy prawda? Do Medali MŚ, IO, Pucharów Swiata...Kiedy taka Justyna zaczęła odnosić sukcesy? miała 24 lata. Marcus Hellner? 24 lata. Martin Sundby? 28lat. Jespersen który w tym roku się pokazuje? Ma 30 lat, co dalej zobaczymy. Angerer? 26 lat. Poltoranin też najmłodszy nie jest. Nie każdy to Northug, czy Cologna żeby mieć 22lata i wojować. Nie możemy mieć wiecznie mistrzów własnego podwórka, nawet 30 lat w góre to nie przeszkoda żeby osiągnąć coś w sportach wytrzymałościowych,pracujcie zawodnicy cierpliwie. Takie pytanie: Co się dzieje z Patrycjuszem Polokiem?
  • budrys2014-03-05 15:06:50
    kibic. zgadzam się z tobą!!! tylko te niedobitki muszą jeszcze regularnie i sumiennie trenować, mieć za co i gdzie to robić. Niedobitków nazwałem startujących, którzy nie trenują przez cały rok a później startują i idą praktycznie po trasie się śmiejąc, a uwierz mi spotkałem takich. Właśnie w tym jest problem że te Niedobitki są nam bardzo potrzebne bo większość zawodników kończąc wiek juniora A nie ma motywacji, po co i za co bawić się w profesjonalne biegi i staję się jednych z nich(sam nim byłem kilka sezonów). Jeśli miałby z tego choćby minimalne korzyści uwierz mi że trenowałby dużo dużo więcej i mniej by takich było.
  • budrys2014-03-05 14:55:45
    odp na 1 pytanie: może brutalne stwierdzenie ale niestety tak może być. W kadrze są w tej chwili najlepsi zawodnicy w Polsce którzy zostali do niej powołani będąc juniorami lub juniorami B, gdzie rywalizacja wygląda tak jak wszyscy wiedzą. Dlatego chodzi mi o to aby nie wymagać od nich po 1 - 2 - 3 latach profesjonalnego treningu dobrych wyników na międzynarodowej arenie. A kadrę młodzieżową wymieniamy praktycznie co roku.

    2. Wiem doskonale jak wyglądają treningi i gra, interesuję się piłką bardzo dobrze i sam grałem w niższych ligach. Nie mam pretensji do piłkarzy że mają z tego takie dochody. Po prostu napisałem że w biegach nie dostaję się pieniędzy za bycie średniakiem. Albo jesteś dobry i coś tam masz, albo jesteś słaby i nie masz nic. Ale nie zgadzam się że gra w piłkę w 3 lidze to gra profesjonalna. Ekstraklasa i 1 liga ok. Ale niżej do gra amatorska.

    3.Uwierz mi że ja również oglądam i kibicuję wszystkim Polakom! I zgadzam się z Tobą w stu procentach. Wiemy doskonale że nie da się być najlepszym we wszystkich sportach i jak Kowalski chce chodzić na A klasę to proszę bardzo. Jeśli ja będę chciał iść na ping ponga to również pójdę. Twierdzę, że jeśli mamy ludzi którzy zajmują się biegami to powinni to robić na 100% i wykorzystać choćby popularność Justyny na pozyskiwanie sponsorów i rozwijanie naszego sportu. Doskonale wiemy że gminy i ministerstwa muszą próbować rozkładać pieniądze na różne sporty i powinno to wyglądać sprawiedliwie. A jak to wygląda to druga strona medalu. Ale co uzyskamy poprzez sponsorów to już nasze:) i można by to próbować wykorzystać.

    PS :Wiem że mój tekst ma wiele błędów merytorycznych i wiele muszę się nauczyć, i z pewnością o wielu rzeczach nie napisałem lub zapomniałem napisać. Dopiero zaczynam więc proszę o wyrozumiałość :)
  • Raku2014-03-05 15:14:39
    Po prostu nie spodobało mi się stwierdzenie "pójdziesz trzy razy w tygodniu wieczorem kopnąć piłkę w czwartej lidze", bo już jakoś próbuje to obniżać wartość piłki nożnej kosztem biegów. Ja nie jestem już wielkim fanem piłki nożnej, ale po prostu w Polsce jest jakaś już mania naśmiewania się z piłkarzy. Nie ma komu dowalić, to dowalę piłkarzom bo są ciency. Przecież miejsce Polski w kontekście krajów, które uprawiają tą dyscyplinę jest słabe, ale w wielu sportach (w zimowych jak najbardziej też) jest dużo słabsze.

    Ja z kolei swego czasu aktywnie uczestniczyłem w życiu czwartoligowego klubu (czyli piąta klasa rozgrywkowa) i gwarantuje Ci, że wszystko było tam w pełni profesjonalne. Od pomocy medycznej, przez treningi, zgrupowania itd. Nie jest to żadna amatorka, tym bardziej, że każdy wie - będę tu dobrze grał, to może mnie kupi ktoś lepszy. Nasz poziom i szkolenie to jedno, a organizacja klubów to drugie.

    Oczywiście, że trzeba wykorzystywać Justynę i próbować działać marketingowo na rzecz sportu, bo każda kasa od sponsorów "to nasze", bo nie zabiera się w ten sposób nikomu innemu. Ale prawda jest taka, że potrzebni do tego są ludzie z pasją. Niestety trzeba sobie zdać sprawę, że biegi krajowe interesują bardzo mało osób. Na zawodach są tylko trenerzy, działacze, rodziny, czyli Ci co coś z tego mają lub Ci, którzy po prostu muszą być lub Ci którzy chcą być nie z powodu ciekawych zawodów, a z powodu kibicowania swojemu koledze/rodzinie.

    Co by nie mówić o piłce, to tylko tam jest taka więź ze sportem, że kibice sami utrzymują kluby lub sami dokładają, a nie wyciągają od klubu. Sami płacą za dalekie wyjazdy itd. itp. W biegach na pewno jest wiele osób, które dokładają do interesu i chcą coś zmienić, ale wielu też na pewno myśli o tym gdzie tu wyciągnąć kasę. Wyobraźmy sobie, że lokalni mieszkańcy składają się po 100 zł miesięcznie (np. 500 mieszkańców) i sami utrzymują jakiś tam klub, bo miasto im nie chce pomóc. W piłce nożnej przypadków jest wiele, bo nie zawsze miasta tak chętnie pomagają. Jedne bez sensu ratują bankruta, a inne nie chcą dać grosza na perspektywiczny klub.
  • budrys2014-03-05 15:23:44
    widocznie trafiłeś na niezły klub i ligę :) nie chodzi mi o śmianie się z piłkarzy poważnych. Szanuję ich bo doszli do swego statusu często swoją ciężką pracą. A piłkarze niższych lig sami sobie zapracowali na taką opinie( oczywiście pomijając wyjątki ) w każdej wiosce lub większym mieście znajdę po kilki takich którzy kopną w młodym jak ja to nazwałem pary razy piłkę i uważają się za Lewandowskich, i pół wsi się im kłania bo strzelił 5 bramek w okręgówce.. i na każdej imprezie są pijani, to raczej profesjonalnym sportem się nie nazywa.
    Choć również w tym co napisałeś zgadzam się ponownie. Sam bym się bardzo cieszył gdyby mój klub piłkarski szedł w górę i dawali na niego jak najwięcej pieniędzy i mieli jak najwięcej sponsorów. Przecież o to w sporcie chodzi:)
  • Raku2014-03-05 15:34:52
    No to w miarę się dogadaliśmy;) Fajnie, że masz takie ogólnosportowe podejście, także czekam na kolejne teksty, bo dla mnie to jest bardzo ważne, żeby w dyskusji nie mówić "mój sport jest najważniejszy i dawać mi tu kasę". Niestety popularność biegów zawodowych jest jaka jest. Póki mamy Kowalczyk, to trzeba działać, bo tylko ona potrafi ściągnąć wielką publikę na chociażby MP. A co dalej? Pustka.
  • skiman2014-03-05 15:22:33
    To może czas najwyższy napisać coś o imprezie pt.Narodowy Program Rozwoju Biegów Narciarskich Bieg Na Igrzyska. Przecież to zwijanie biegów narciarskich, a nie rozwijanie
  • kibic2014-03-05 15:36:26
    A to oczywiście jeśli ktoś nie trenuje i leci z motyką na słońce:) Inna jeśli ktoś wypruwa płuca cały rok, a tu przez różne wypadki losowe albo nie startuje pół sezonu albo startuje i jest kelnerem. W obu przypadkach tak jak mówisz najczęściej koniec kariery, z tym że tego drugiego przypadku zawsze szkoda bo powininen pomyślec że karta się odwróci i robić wszystko żeby tak było, jak już biega to niech biega, każdy tak samo cięzko haruje na sukces,podkreślam sukces! Niedobre jest to że Ci którzy od małego biegają,po 10ciu albo więcej latach treningu rezygnują, mając 18, 19 lat. Jeśli się tak szybko zaczyna, (wiadomo że zycia nie przewidzisz), ale można by to życie chociaż próbować temu podporządkować na przyszłość. A każdy potem leci utartym schematem, studia, praca, rodzina. Przecież ten sport to może być praca zarobkowa jak kazda inna. Tak samo jak ktoś sie nauce poświeca, studiuje, latami kształci, może zostać na lodzie. Osobiście zostawiłbym tylko tych zawodników którzy ten sport kochają, z niewolnika nie ma pracownika.
  • budrys2014-03-05 15:44:47
    Pewnie że tak. Właśnie jak napisałem w tekście że drugi rok Juniora A jest przełomowy, tu się rozstrzygają losy zawodników, a nie powinny... A co do kwestii finansowych, właśnie zawodnicy tutaj nie widzą przyszłości ponieważ same kluby, nie mówiąc o PZN-nie, nie są w stanie zapewnić średnim zawodnikom nawet minimalnej pomocy. Są raczej skazani na siebie, swoją kreatywność w szukaniu sponsorów, i dlatego to robi się dla nich troszkę nużące i wolą postawić na coś innego. Nie każdy jest w stanie się poświecić jeśli nie ma za co żyć, i to trzeba zrozumieć.
  • kibic2014-03-05 15:56:51
    Dokładnie...i to jest ten gwóźdź do trumny z drugiej strony...krew zalewa jak widzisz piłkarzyka , drapiącego się nie powiem gdzie w trakcie czegoś co powinno przypominać trening,potem z petem w buzi po meczu,( którego może nawet nie grał) idzie i dostaje pieniądze. A obok widzisz za darmo tyrającego jak wół narciarza...biegającego pod góry, które tamten piłkarz ledwo autkiem wyjeżdża. Polska...
  • marzena392014-03-06 10:03:03
    A ja tak od strony rodzica......wszystko to prawda,ale jak to uzdrowić? Bo tak naprawdę to chęci kończą się już na poziomie klasy VI.
  • biegaczka2014-03-06 10:48:44
    Niestety...niestety...wszystko co tu piszecie to prawda. Straszna, pewnie dla niektórych nawet bolesna ale prawda. Zawodnik mający przed sobą perspektywę trenowania w klubie z którego nawet nie dostanie stypendium (mimo iż jest medalistą MP)ma dwa wybory :albo trenować tak jak dotąd za nic, prosić wiecznie rodziców mając już 20 lat żeby dołożyli do wszystkiego chociaż jesteś" bardzo dobrą zawodniczką skoro regularnie w MP zdobywasz medale"( mówię o swoich kategoriach). Drugi wybór to taki na jaki sama niestety się zdecydowałam : zaprzestanie trenowania, bo niestety za coś trzeba żyć a rodziców nie mam "nadzianych". Tym bardziej jest to przykre dla zawodnika kiedy wie że nie ma tak naprawdę wyjścia a trener nie zapytał do dzisiaj( już rok czasu) czy trenować będę czy nie. Po prostu najlepiej się nie interesować bo pewnie by jeszcze jakieś stypendium chciała dostać a najlepiej powiedzieć "nie ma" i wszystkie marzenia spakować w worek i dać sobie spokój bo przecież nie będziesz prosił, błagał, i przekonywał jak bardzo chcesz trenować, to trener powinien widzieć zaangażowanie zawodnika. I tak zawodnicy którzy całe swoje życie poświecili sportowi (ukończyli SMSy) nagle budzą się z wielkiego snu stają przed życiem i mają wielki żal bo tylko tyle zostaje. Coraz więcej osób rezygnuje po prostu z tego, takie osoby jak Patrycja Wąchała, Dominika Bril, Karolina Gazurek, Anna Pradziad, Paula Socha, gdzie są dziewczyny które naprawdę każda miała nie jeden medal z MP i nawet większość była szkolona w kadrze. Czy to nie były osoby które mogłyby trenować? Sorry że tylko o dziewczynach pisze ale z nimi miałam większy kontakt kiedy trenowały....
  • romuald2014-03-06 10:54:52
    Po części dobry artykuł, a przynajmniej koles co zwiazany był czy jest z biegami przełamał sie i zaczął gadać dobrze. chyba się ocknął ze w tym sporcie nic nie zrobi to przeszedł do opozycji. brawo.
    Obserwuję grubo od 10 lat jak wygląda kryterium dostania się do kadry. Sprawa ma sie tak. Jakaś grupa kolesi z PZN bierze pod uwagę jedynie Mistrzostwa Polski czy to juniorow czy seniorow. Od lat obserwuję, że wyznacznikiem są zajete miejsca na takowych Mistrzostwach Polski. Tyle, ze zawody organizowane są zawsze po sezonie. Zawodnik jest wycienczony, wyeksploatowany sezonem, do tego biega w cieplych warunkach bo zawsze robione jest to w marcu przewaznie pod koniec marca. I w taki sposob po schemacie rok w rok to sie powtarza. ktoś powie, ze kalendarz jest napiety by w środku zimy robic MP. Uwazają ze są tacy super ze nie moga opuscic terminow w innych zawodach. dziwne ze szwedzi, norwegowie itd. zawody krajowe robia w styczniu czy lutym, mając gdzies PŚ. Poza tym biorą pod uwagę nie tylko tych na podium ale tych dalej, poniewaz widzą kto ma jakie zasoby energii oraz techniki. Kadra seniorów A, B, C, by zawsze wysyłać tych w dobrej kondycji.
    Kolejna sprawa frekwencji na MP: brak zawodników oraz brak kibiców. Dziwne jest to ze na zawody amatorskie zjawia sie wiecej kibicow- to pokazuje jak utożsamiamy sie z tym sportem.
    A na koniec tradycyjnie powiem by w koncu trenerzy w tych dzieciach zaszczepili POLSKIEGO ducha sportu, a nie pozwalali na obnoszenie sie w ciuchach z barwami innych narodowści, już nie mówiąc że seniorą zdarza sie pomylić barwy w jakich występuja.
  • skating2014-03-08 17:24:47
    W Tomaszowie Lubelskim jeszcze nie tak dawno nie było narciarstwa biegowego ale dzięki .staraniom pana BURMISTRZA.utworzono klasy sportowe zrobiono trasę dla rolek i nartorolek . Została zakupiona armatka śnieżna .istnieją trasy narciarskie .zawodnicy z Tomaszowa osiągają bardzo dobre wyniki .Tylko aby tego nie zmarnować ci zawodnicy powinni trafić na AWF aby dalej mogli się rozwijać Dziękujemy panie BURMISTRZU KOPROWSKI ZAWODNICY.
  • Poloczek :)2014-03-09 12:34:54
    Jesli mozna sie wtracic do artykułu Budrys jestes wielki!
    A wracajac kieruje to do biegaczy którym zależy naprawde na tym sporcie i chca sie dla tego poswiecic : Znajdzcie sobie prace i róbcie to dla własnej przyjemności bo tu wam nikt za to nie zapłaci a utrzymac sie trzeba... (chyba ze rodzice pomoagaja) Co akurat niestety nie wszyscy moga...

    Polska to nie jest kraj w którym biegi narciarskie to sport narodowy tylko PIŁKA NOZNA :)
  • Realityk2014-03-09 14:08:58
    Bardzo ciekawie Budrys to opisałeś, ale nie wziąłeś jednego aspektu pod uwagę, według mnie bardzo ważnego. Chodzi mi o wzorzec prawdziwego sportowca, tzn. nie tylko trenującego sumiennie, ale prowadzącego się odpowiednio (odpowiedni rytm dnia, nie używanie używek, właściwe wyżywienie). A niestety nasi sportowcy (w tym kontekście mam na myśli narciarzy biegaczy)nie przywiązują do tego większego znaczenia, często bawią się o nocnej porze, piją alkohol i używają używki. Również większość trenerów nie daje w tym względzie osobistego przykładu, tak samo piją i tolerują picie zawodników.
  • mario2014-03-18 13:13:59
    Mieszkam na płn-wschodzie-słynny Bieg Jaćwingów. Kilkanaście lat temu( byłe woj. suwalskie) w każdej szkole podstawowej było mnóstwo nart biegowych, a co za tym idzie od najmłodszych lat dzieci zaczynały swoją przygodę z nartami. Teraz chętni nadal są , ale na czym biegać?
    Ja jako rodzic sam kupuję narty swoim maluchom, a tak być nie powinno.
    Każda szkoła zainteresowana biegami powinna otrzymać trochę sprzętu od PZN, a nie tylko południe Polski !!!
  • huk2014-03-18 13:34:51
    Otóż od kilku lat ŻADNA szkoła czy klub nie otrzymuje sprzętu z PZN, wcześniej natomiast była możliwość otrzymania (co 2-3lata) kilku kompletów sprzętu.
    I tak jak wcześniej kluby z CAŁEJ Polski mogły otrzymać taką pomoc, tak teraz ŻADEN klub nic nie dostaje więc proszę nie dzielić środowiska wpisami typu, że oni mają, my nie i jesteśmy pokrzywdzeni...

Dodaj komentarz

Komentarze są anonimowe. Redakcja nie odpowiada za treści czytelników.