Kombinacja norweska29 marca 2013
Międzynarodowe i krajowe podsumowanie sezonu - co dalej z naszą kadrą?
Niespełna dwa tygodnie temu zakończyliśmy sezon 2012/2013 w kombinacji norweskiej. Przez cały czas zdecydowanie liderowali Eric Frenzel i Jason Lamy Chappuis i to na pewno oni są bohaterami tego sezonu. Na naszym podwórku ogromny postęp zanotował Andrzej Gąsienica i to on wspólnie z Adamem Cieślarem wiedli prym w naszej kadrze.Na arenie międzynarodowej królowali Eric Frenzel i Jason lamy Chappuis. Pierwszy z nich bez najmniejszych problemów zgarnął Kryształową Kulę i zdobył najważniejszy złoty medal Mistrzostw Świata (na dużej skoczni). Do tego jeszcze wspólnie z Edelmannem wywalczyli brąz w sprincie drużynowym. Pierwszy konkurs indywidualny zakończył na pechowym czwartym miejscu, a drużynówkę Niemcy przegrali za sprawa fatalnych warunków na skoczni. Eric Frenzel stanął indywidualnie na podium Pucharu Świata osiem razy z rzędu i w przyszłym sezonie na pewnie bardzo będzie chciał śrubować ten rekord. Był prawdziwym dominatorem drugiej części sezonu. Jego rodak Hermann Weinbuch na przestrzeni sezonów 84/85 i 85/86 stał na podium 12 razy z rzędu, a trzeba pamiętać, że wtedy było o wiele mniej konkursów. Również 12 razy z rzędu na podium stawał Kenji Ogiwara (92/93 i 93/94). Obu ich jednak na przestrzeni sezonów 04/05 i 05/06 (w tym drugim sezonie dochodzi tylko jedno zwycięstwo) pobił Hannu Manninen, który stał na podium 13 razy z rzędu. Niemiec ma więc o co walczyć.
W tym sezonie miał też o co walczyć Jason Lamy Chappuis, bo mógł się zrównać z Hannu Manninenem w liczbie Kryształowych Kul zdobytych z rzędu. Francuz jednak nie dał rady i rekord Fina pozostanie jeszcze przez długie lata niezagrożony. Lamy Chappuis w generalce zajął drugie miejsce. Wygrał trzy konkursy, a na podium stanął pięć razy. Całkowicie zdominował jednak Mistrzostwa Świata. Zdobył trzy złote medale (dwa w drużynie i jeden indywidualnie), a także brąz na skoczni dużej. Świetny sezon zanotował też jego kolega Sebastian Lacroix, który poza dwoma złotymi medalami na Mistrzostwach Świata, po raz pierwszy zakończył generalkę w pierwszej dziesiątce. Był w tej dziesiątce ostatni, ale to na pewno wielki sukces doświadczonego już Francuza.
Na trzecim stopniu podium Puchar Świata zakończył Akito Watabe i z pewnością jest to dla niego małe pocieszenie, bo przez cały sezon nie wygrał ani jednego konkursu, pomimo że na podium stał sześć razy i nie wywalczył ani jednego medalu na Mistrzostwach Świata. Trzykrotnie zajmował czwarte miejsce, a raz był dziewiąty. Akito Watabe w dalszym ciągu nie radzi sobie na finiszu i jeśli nie poprawi się w tym aspekcie, to długo będzie jeszcze przegrywał najważniejsze potyczki.
Poza nim na pewno rozczarowani są także Norwegowie. Z Mistrzostw Świata wrócili z jednym srebrnym medalem w drużynie, a w drugiej części sezonu praktycznie wszyscy poza Klemetsenem się posypali. Moan i Kokslien rozchorowali się tuż przed światowym czempionatem i szczególnie ten pierwszy nie przypominał siebie na trasie biegu. Graabak i Krog kompletnie nie radzili sobie na skoczni. Szkoleniowiec Wikingów, czyli Kristian Hammer na pewno jest największym przegranym tego sezonu, pomimo świetnego początku. Wielkimi przegranymi są także Włosi, którzy nie osiągnęli nic. Przed negatywną ocena obronili się Amerykanie. Poza braćmi Fletcherami ich forma była lekko mówiąc przeciętna, a mimo to dwukrotnie stanęli na podium w drużynowych zmaganiach, a raz było to na Mistrzostwach Świata. Kolejne medale wywalczyli więc dwaj weterani - Lodwick i Demong. Można powiedzieć, że sezon uratowany.O bardzo dobrych sezon mogą mówić także Miroslav Dvorak (12. miejsce w generalce i pierwsze podium w karierze), Taihei Kato (14. miejsce w łącznej punktacji i drugie podium w karierze), Taylor Fletcher (16. w klasyfikacji generalenj, pierwsze podium w karierze i brąz w drużynie na MŚ) oraz Marjan Jelenko (19. w generalce i cztery miejsc w dziesiątce w PŚ oraz siódme na MŚ).
O bardzo udanym sezonie, ale w nieco innej skali, mogą mówić także Estończycy. Wywalczyli dwa brązowe medale na Mistrzostwach Świata Juniorów. W sprincie trzeci był Ilves, a w biegu długim na tej samej lokacie zawody zakończył Han-Hendirk Piho. Kail Piho w Pucharze Świata wywalczył 36 punktów i dwukrotnie na mistrzostwach Świata uplasował się pod koniec trzydziestki. Trzy punkciki PŚ zdobył także jego młodszy brat Han-Hendrik. Dla Estończyków to na pewno spore osiągnięcia i zaowocowało to przyciągnięciem nowego sponsora.
Można by tak charakteryzować wielu zawodników, ale pora przejść już do Polaków. Nasi w zawodach Pucharu Świata nie punktowali. Nie tylko dlatego, że są za słabi, ale też dlatego że w nich praktycznie nie startowali. Na początku sezonu parę razy wystartował Tomek Pochwała, a na ostatni konkurs wysłani zostali Andrzej Gąsienica i Adam Cieślar. Dla Gąsienicy to był pierwszy start w karierze.
To właśnie Andrzeja Gąsienice można uznać w tym sezonie za lidera kadry. Na Mistrzostwach Świata Juniorów w Libercu spisał się przyzwoicie, ale bez rewelacji. To jego ostatni rok w juniorze, a zajmował miejsca 19. i 14. Okazało się, że forma przyszła kilka tygodni później. Początkowo w lutowych konkursach Pucharu Kontynentalnego też nie było najlepiej, bo tylko raz w czterech startach udało się zapunktować. Mimo wszystko były to pierwsze dwa punkty w karierze. Prawdziwy szczyt formy, to starty w Skandynawii. Świetna postawa na skoczni, niezły bieg i wszystkie cztery starty zakończone w pierwszej dwudziestce, w tym aż dwa w dziesiątce. Ósme miejsce Pucharu Kontynentalnego wywalczone w Hoeydalsmo to na prawdę spory sukces naszego młodego zawodnika. Na zakończenie wystartował w PŚ w Oslo gdzie zajął 46. miejsce. Kilkanaście dni później zgarnął jeszcze brązowy medal Mistrzostw Polski i udanie zakończył najlepszy sezon w karierze.Adam Cieślar powrócił do rywalizacji po kontuzji dopiero w połowie lutego, ale od razu wraz z Andrzejem Gąsienicą wiódł prym w naszej drużynie. W każdym starcie w PK zapunktował, pięć razy był w dwudziestce, a dwa razy zakończył rywalizację w dziesiątce. Prawdziwą sensacją był drugi czas biegu podczas pierwszego konkursu w Hoeydalsmo. To jak na polskie warunki na pewno historyczne wydarzenie. Niestety skokowo z roku na rok jest coraz gorzej. Tym razem można się tłumaczyć kontuzją, ale czy tylko tu leży problem? Biegowo postęp wykonał ogromny. Na koniec sezonu zgarnął jeszcze srebro Mistrzostw Polski.
Paweł Słowok też zrobił bardzo duży postęp w biegu. Startował w Pucharze Kontynentalnym od samego początku, ale pierwsza część sezonu nie była zbyt udana. Na sześć startów, tylko trzy razy punktował i raz zmieścił się w dwudziestce. Dużo lepiej było pod koniec sezonu. Podobnie jak reszta naszych reprezentantów obudził się w Skandynawii i regularnie zaczął plasować się w drugiej dziesiątce. Sezon zakończył biegiem na 15 kilometrów i zajął tam bardzo dobre trzynaste miejsce. To najlepszy wynik w sezonie i drugi w karierze. Przez większą cześć sezonu walczył z problemem słabych prędkości na progu. Wydaje się, że jednak był w tej walce osamotniony, bo dopiero pod koniec sezonu udało się ustabilizować sytuację. Na Mistrzostwach Polski nie udało się potwierdzić zwyżki formy - Słowiok zajął czwarte miejsce i starta do podium była spora.
Szczepan Kupczak, to kolejny z naszych zawodników, którzy poprawę wyników zawdzięczają tylko i wyłącznie poprawie w biegu. Jego postawa była w tym sezonie chyba największym zaskoczeniem, bo juniorsko zawsze odstawał od Cieślara, Słowioka czy Gąsienicy, a ten sezon być może był dla niego przełomowy. Co prawda w Pucharze Kontynentalnym zapunktował tylko cztery razy, ale były to cztery lokaty w okolicach dwudziestej (19,20,21,21) i co bardzo ważne – nie tracił wiele w skokach. Po słabszej próbie na skoczni w biegu to wyglądało jeszcze gorzej, ale kiedy Kupczak skoczył dobrze, to potrafił się zmobilizować i powalczył w biegu. Pod koniec sezonu w przeciwieństwie do swoich kolegów już nie dał rady, ale na pewno ten sezon dał mu nadzieję na jakieś wyniki w przyszłości.
Wydawałoby się, że po omówieniu kadry to już koniec. Otóż nie. Trzeba jeszcze zwrócić uwagę na dwóch zawodników, którzy uratowali honor Polaków na Pucharze Kontynentalnym w Wiśle. Mateusz Wantulok trenując poza kadrą zanotował życiowy sezon. Starty za oceanem były bardzo słabe i wydawało się, że wiele w tym sezonie nie postartuje. W Wiśle jednak był drugim z Polaków i zajął 27. miejsce. To już był jego najlepszy wynik w karierze. Kilkanaście dni później zapunktował w Klingenthal (26. miejsce). Na początku lutego los się do niego uśmiechnął, bo ze względu na rezygnacje ze startu Adama Cieślara, dostał on powołanie na Eisenerz. Pierwszego dnia zajął 31. miejsce, ale drugiego spisał się świetnie i zajął 17. lokatę. Był to życiowy wynik naszego zawodnika i tym bardziej boli, że po tym starcie zakończył międzynarodowy sezon i nie dostał żadnego powołania na kolejne konkursy. Na skoczni przez większą część sezonu prezentował się bardzo dobrze, a można było liczyć że na bieg się zmobilizuje, bo dobre występy na trasie przeplatał ze słabszymi. Na Mistrzostwach Polski po świetnym skoku nie poradził sobie w biegu i spadł na piątą lokatę.
Tomasz Pochwała, to kolejny z pozakadrowiczów na którego warto zwrócić uwagę. Sezon rozpoczął od startów w Pucharze Świata, ale kompletnie sobie nie radził. W Ramsau wreszcie awansował do konkursu, ale wówczas okazało się, że biegowo też nie jest dobrze. Wydawało się, że ten sezon spisze na straty. Przebudził się w dobrym momencie, bo podczas PK w Wiśle. Na skocznie się nie układało, ale Pochwała zanotował chyba najlepszy bieg w karierze i przebił się z 34. lokaty na 19. notując przy tym trzynasty czas biegu. Kolejne starty w Klingenthal (PK i PŚ) były bardzo nieudane. Pochwała na międzynarodowych zawodach już się nie pojawił. Z kadrą zmierzył się niemal dwa miesiące później i niespodziewanie okazał się najlepszy. Zgarnął złoty medal Mistrzostw Polski i po raz kolejny zrobił psikusa Apoloniuszowi Tajnerowi, który już od kilku lat go skreśla, a ten jak na złość dalej jest w ścisłej czołówce w Polsce, nawet trenując poza kadrą. Pochwała dwa dni później jeszcze postawił kropkę nad i – zajął 25. miejsce w Mistrzostwach Polski w skokach i był drugim z kombinatorów, przegrał tylko z Andrzejem Gąsienicą.
Reasumując, Polacy w Pucharze Świata po raz kolejny nie zdobyli ani punkciku. W Pucharze Kontynentalnym jako kraj zdobyliśmy 409 punktów z czego 40 za sprint drużynowy. Zajęliśmy 10. miejsce w Pucharze Narodów PK. Najwyżej sklasyfikowanymi naszymi reprezentantami są Paweł Słowiok i Adam Cieślar, którzy zajęli 41. miejsce i zgromadzili 103 punkty. 48. lokatę zajął Andrzej Gąsienica (84 pkt). Szczepan Kupczak zajął 60. miejsce (44pkt), Mateusz Wanutlok 78. (23pkt), a Tomasz Pochwała 95. (12pkt). Cały ten dorobek nasza drużyna zawdzięcza znacznemu postępowi w biegu. Jak widać trener Jan Klimko bardzo szybko obrał dobry kierunek i na ten moment należy pozytywnie ocenić jego pracę. Niestety w duecie trenerskim brakuje specjalisty od skoków. Przypomnijmy jeszcze, że na ten moment nie mamy ani jednego miejsca w dwuboju na Igrzyska Olimpijskie w Soczi.
Przy podsumowaniu warto jeszcze zajrzeć do statystyk Rafała Snocha. To dopiero taki wstęp do statystycznego podsumowania, ale warto zobaczyć jak prezentowała się forma Polaków na podstawie Rankingu Wynikowego od sezonu 2008/2009.
FORMA SKOKOWA (OD SEZONU 08/09)
FORMA BIEGOWA (OD SEZONU 08/09)
PORÓWNANIE SEZONU 11/12 Z SEZONEM 12/13
Teraz czeka nas bardzo ważna decyzja, a konkretnie wybór zawodników do kadry narodowej. Wydaje się, że może być z tym spory problem. Obecnie nie da się dokonać sprawiedliwego podziału do jednej ośmioosobowej kadry. Po tym sezonie nadszedł czas na utworzenie dwóch przynajmniej sześcioosobowych kadr - juniorskiej i seniorskiej. Pewniakami do kadry A powinni być Ci, którzy punktowali w Pucharze Kontynentalnym, a nawet potrafili uplasować się w dwudziestce, a więc: Andrzej Gąsienica, Adam Cieślar, Paweł Słowiok, Szczepan Kupczak oraz Tomasz Pochwała i Mateusz Wanulok. Pewniakami do kadry juniorów powinni być: Kacper Kupczak i Jan Łowisz (najlepsi z rocznika 95, żeby była jakaś ciągłość pracy), Krystian Gryczuk (powinien dostać szansę już rok temu), Damian Urbaś (rok temu był najlepszym juniorem z rocznika 94 i bez względu na to co się z nim stało w tym sezonie należy mu się rok szansy). Do tej czwórki powinno się dokooptować najlepszego juniora C, czyli Pawła Twardosza i najlepszego juniora D - Dawida Jarząbka. Ktoś powie, że to szaleństwo dawać do kadry chłopaków z rocznika 98 i 99. Otóż pierwszy z nich jest pół roku młodszy, a drugi półtora roku młodszy od Arttu Maekiaho, który już w tym sezonie regularnie startował w Pucharze Kontynentalnym w kombinacji norweskiej, a pod koniec zadebiutował w Pucharze Świata w Lahti. Poza tym nasi juniorzy w tym sezonie i tak praktycznie nigdzie nie jeździli, a więc przez większość sezonu i tak startowaliby w kraju, ale mieli by lepsze warunki do przygotowań.Moim zdaniem absurdem byłoby tworzenie ośmioosobowej kadry A, która z założenia miałaby się składać z czterech juniorów i czterech seniorów. To całkowicie zaburza ciągłość pracy, bo juniorzy ciągle będą odpadać, a seniorzy mogą być niezmienni, bo nikt nie będzie w stanie z nimi podjąć rywalizacji. Pora wreszcie oddzielić te drużyny, jeśli chcemy cokolwiek znaczyć w kombinacji. Kolejnym plusem takiej decyzji byłoby to, że tylko jedna ekipa byłaby skazana na Jakuba Michalczuka, który nie mógł by się rozdwoić. Niestety chyba prędzej Apoloniusz Tajner zostanie papieżem, aniżeli Jakub Michalczuk opuści kadrę, także takie rozwiązanie byłoby wybraniem po prostu mniejszego zła...
Na koniec tego zbiorczego podsumowania pragnę jeszcze podziękować wszystkim czytelnikom, którzy w tym sezonie byli z nami. Cieszę się, że wszyscy ze starej kombinacyjnej stronki, przenieśli się na skipola. Mam nadzieje, że będziecie mogli czytać informacje o kombinacji także w przyszłym sezonie, ale niestety czasu coraz mniej, a rąk chętnych do pracy nie przybywa. Z pewnością działacze Polskiego Związku Narciarskiego bardzo by się ucieszyli jakbym nie poradził sobie z dalszą organizacją kombinacyjnego działu - tak łatwo jednak nie pójdę im na rękę.
Kto dobrnął do końca?;)
Konrad Rakowski
Dokumenty z wynikami (3)
Udostępnij
Komentarze (9)
- ant2013-03-28 14:55:57Dwie kadry to obowiązek w każdym kraju, który chce się liczyć w kombinacji. Choćby nakłady na juniorów miały być mniejsze, to muszą mieć osobną kadrę, bo jedna to miała sens trzy lata temu, a nie teraz. I nie wiem czy tacy młodzi zawodnicy to dobry pomysł - oni strasznie dużo jeszcze tracą i byłoby duża dysproporcja.
- M_B2013-03-28 15:55:44Według mnie młodsi to akurat świetny pomysł jest, ponieważ i tak w rocznikach 96-97 (od biedy Mąka z 97, ale bardzo od biedy) nie mamy nikogo, kogo można by było uczciwie włączyć do kadr, a Jarząbek prawdopodobnie w rywalizacji z rocznikiem 98 byłby najlepszy i tak, więc włączenie jego i Twardosza wcale nie byłoby złe, choć oni mogliby być włączeni na zasadzie dodatkowego ich finansowania typu lepszy sprzęt, może i wyjazd z najlepszą kadrą na jakiś 1 obóz jeśli takowy by był, a tak mogliby dalej trenować w SMS-ach, bo jakoś spokojniejszy jestem o Jarząbka jak trenuje go skokowo jego ojciec, niż jakby pchać miał do niego swoje łapy Michalczuk.
- Konrad Rakowski2013-03-30 08:25:36Po wyrzuceniu nas z AC w sezonie i tak stratować będą tylko w Polsce, ewentualnie w Czechach więc jedyna rozłąka z krajem to byłoby kilka zgrupowań. Ich liczba to pewnie zależy od kasy. A co do trenera, to wiadomo jak wygląda sytuacja i jakoś ten problem trzeba by rozwiązać.
- doktor2013-03-28 16:20:28Interesuje się kombinacją wiele lat, ale żeby mistrzostwa świata na dużej skoczni były ważniejsze od średniej to pierwszy raz słyszę. Myślałem że mistrz świata to mistrz świata, ale jednak się myliłem haha :D
- Konrad Rakowski2013-03-29 16:37:45Ale przecież ja nikogo nie zmuszam do podzielania mojego zdania. Ja pisałem ten tekst i dla mnie ważniejszy jest tytuł ze skoczni dużej - to nie znaczy że tak jest, bo to moje skromne zdanie. Jakby drużynówka była na większym obiekcie, to Amerykanie o medalu mogliby pomarzyć. Jak nie ma Polaków, to zawsze im kibicuje, ale realnie oceniam sytuację. Na normalnej skoczni może się wiele wydarzyć, a na dużej już ciężko o jakiś przypadkowy medal. Niektórzy mogą uważać, że ważniejszy jest PŚ niż MŚ - każdy ma prawo do własnego zdania.
- doktor2013-03-30 09:20:40Ok dzięki za wyjaśnienie :) pozdro
- Smaczne Jajko2013-03-29 11:40:29Jest jakaś szansa, że Wiesław Dygoń wejdzie do kadry na miejsce coacha tysiąclecia, czyli michalczuka?
- ola2013-03-29 15:35:53Najlepszym w Polsce trenerem kombinacji norweskiej jest Jarząbek z klubu TS Wisła Zakopane. Ma tylko jedna wielka wadę..nie jest prawdopodobnie skoligacony z żadnym działaczem PZN, więc nie ma odpowiednich "kwalifikacji" na trenera kadry
- Konrad Rakowski2013-03-30 08:21:23W Polsce nie trudno znaleźć fachowca od skoków, bo z biegowym jest trochę gorzej, tym bardziej w tak trudnej dyscyplinie jak kombinacja. My już jesteśmy prawie w domu, bo stała się rzecz dosyć niespodziewana, ale Jan Klimko sobie biegowo z chłopakami radzi i trzeba im dać tylko fachowca od skoków, a w zasadzie KAŻDY trener klubowy będzie lepsze od Michalczuka. Tylko nie każdy zapewne chce się wiązać z PZNem i nie każdy chce opuszczać klub.


