Blog: Piotr Walkowiak3 marca 2013
Zasłużony, królewski tron dla Johana Olssona

Od roku 2001 oglądałem wszystkie biegi na 50 kilometrów w wykonaniu mężczyzn. Dzisiejszy, rozgrywany w ramach mistrzostw świata w przepięknej Dolinie Płomieni był niewątpliwie jednym z najbardziej ekscytujących aspektów epickiego spektaklu.
Już od samego początku 50 kilometrowego dystansu pokonywanego techniką klasyczną ze startu wspólnego, rozpoczęły się początkowe ataki. Curdin Perl, który nieco lepiej radzi sobie w technice łyżwowej, chyba posłużył za przysłowiowego "zająca" dla swojego rodaka Dario Cologni. Szwajcar porwał stawkę, lecz ten czyn, wyczynowcowi przyniósł przykre skutki. Po kilku kilometrowych chwilach, na czele utworzyła się grupka śmiałków "bicia mistrza tej konkurencji" czyli Pettera Northuga. Doświadczony, pamiętający złote czasy Pera Eloffsona, Jörgena Brinka czy chociażby Mathiasa Fredrikssona, czyli Anders Soedergren. Do tego chcący być może pójść w ślady swojego rodaka Martina Koukala, Jiri Magal, a także świeża krew w postaci Noah Hoffmana. Stawkę tej uciekającej gwardii uzupełnili Giorgio Di Centa, mistrz olimpijski z Turynu w tej specjalności, (tylko wówczas bieg odbywał się techniką łyżwową) oraz znany Niemiecki klasyk Jens Filbrich. Porwać stawkę się udało, lecz nie na długo. Kluczowym, a zarazem pięknym momentem rywalizacji był atak Johana Olssona, który nastąpił koło dziesiątego kilometra. Obojętny na ruch Szweda nie został Dario Cologna, który dobiegł swojego przeciwnika i wraz z nim pomknął w siną dal. Kalkulacja skądinąd słuszna. Reszta z tyłu męczyła się aby doścignąć dwójkę uciekinierów, a Ci z kolei współpracując mogli sporo zyskać - rysował się zapewne plan w głowach wybitnych biegaczy.
Zawodnicy zbliżali się do 16,6 km. Nadszedł czas aby niektórzy zmienili narty na świeże. Skusił się między innymi Alexander Legkov, któremu jedna, nowa deseczka uciekła. Jednak triumfator cyklu Tour de Ski sprytnie poradził sobie z tym problemem i ruszył na trasę. Emocje zaczęły powoli sięgać zenitu! Olsson wraz z Cologną pędzili do przodu, lecz na stromym zjeździe, Dario stracił równowagę, a tym samym zaliczył upadek. Johan nie oglądając się za siebie mknął dalej, a Dario z powrotem znalazł się w narciarskim peletonie. Bacznie wyszukiwałem Matti Heikkinena, jedynej fińskiej męskiej nadziei narciarstwa biegowego na światowym poziomie. Złoty medalista z Oslo w biegu indywidualnym na 15km techniką dowolną miał ogromne problemy ze swoimi nartami. Czyżby znów fińscy "specjaliści" smarowania nart postąpili w ten sam sposób jak w przypadku Mona-Lisy Malvalehto? Ciekawe. Olsson uciekał, a kilka wagonów pociągu znów zmieniało sprzęt, w tym Kris Freeman, który nie mógł znaleźć swoich biegówek. Lukas Bauer, który podkreślał, że do tych mistrzostw nie przygotował się zbyt dobrze, na 30 kilometrze ruszył tropem samotnego Szweda. Srebrny medalista z biegu indywidualnego na 15km klasykiem z Liberca oraz brązowy w łyżwie w tej samej specjalności w Whistler, został doścignięty. W okolicach 44 kilometra, poznaliśmy drugiego bardzo aktywnego Szweda. Potężny Daniel Richardsson nie zmieniając swoich Fischerów, na przed ostatniej pętli próbował zbliżyć się do swojego starszego kolegi. Jednak na 45 kilometrze jego marzenia o medalu zostały przerwane wskutek ataku międzynarodowej koalicji.
Ostatnie kilometry biegu były wręcz fascynujące! Olsson co raz bliżej mety, a za jego plecami walka o pozostałe krążki. Dario Cologna kontra Alexander Legkov u podnóża podbiegu "Zorzi". Do dwójki szybko dokooptowali się Alexey Poltoranin oraz Eldar Roenning. Na stadionie Lago di Tesero, tłum kibiców powitał nowego króla 50 kilometrów - Johana Olssona! Dario Cologna zostawiając swoich rywali za plecami sięgnął po drugi już medal tych mistrzostw. Przypomnę, że Szwajcar zdobył złoto w biegu łączonym na 30 kilometrów. Bój o najniższy stopień podium toczył się między Kazachem, a Rosjaninem. Lepszy okazał się Alexey, który moim zdaniem, w obecnej chwili jest najlepszym specjalistą poruszania się na trasie techniką klasyczną. Poltoranin po pechowym indywidualnym sprincie, następnie brązowym sprincie drużynowym chwycił kolejny, tym razem indywidualny krążek. Legkov zajął tak bardzo pechową dla sportowca czwartą pozycję. Warto nadmienić, że Rosjanie w biegach indywidualnych na dystansach w tym roku w Fiemme nie wywalczyli ani jednego medalu! Za waleczność w tym biegu należy pochwalić niemal każdego. Świetnie spisali się także: Hannes Dotzler, wspomniany Richardsson, Keishin Yoshida oraz wielu, wielu innych. Zawiódł natomiast Petter Northug, który linię mety minął dopiero na 21. miejscu i to jako ostatni z Wikingów. Jednak Petter w istotny sposób uznał wyższość Szweda. Taki obrazek był godny poszanowania tak wielkich biegaczy. Na próżno było doszukiwać się naszych reprezentantów, bowiem najzwyklej w świecie nie przystąpili do tak trudnej rywalizacji, która chyba nie zakończyła by się zbyt kolorowo dla polskich biegaczy. Na dobrą sprawę, poza Maciejem Kreczmerem, który nie jest w kadrze, to polscy, męscy specjaliści narciarstwa biegowego ponieśli sromotną klęskę. Niestety taka jest prawda. Smuci ten fakt niewątpliwie, bowiem mamy kolejny dowód na to, że na arenach międzynarodowych, w zmaganiach mężczyzn, w Pucharze Świata czy w mistrzowskiej imprezie seniorów, jesteśmy po prostu niezauważalni. Prześcignął nas już dawno poczynający ogromne postępy Andrew Musgrave, a powoli tym krokiem podążają reprezentanci kilku innych, mniej liczących się w narciarstwie biegowym nacji.
Wracając do tych pięknych chwil dzisiejszego dnia. Panowie zakończyli mistrzostwa świata w Val di Fiemme w sposób wręcz niepowtarzalny! Johan Olsson wykonywał zadanie niczym Herkules. Zawodnik okazał charakter jaki chciałoby się widzieć na wszystkich sportowych arenach świata. Po srebrnym medalu wywalczonym w biegu indywidualnym na 15 kilometrów techniką łyżwową, który dedykował swojej córce Molly, a także partnerce życiowej Annie Olsson, nawiązał do pięknych szwedzkich tradycji w biegu królewskim.
fot. facebook Ski Nordique
Piotr Walkowiak
Udostępnij
Komentarze (1)
- Szamot2013-03-03 21:13:21Chiny, Wielka Brytania, Wenezuela, Litwa, Australia, Nowa Zelandia - m.in. te kraje miały swoich przedstawicieli na tym królewskim dystansie. A nasi gdzie, w czterech tam pojechali. Spoczęli na laurach po zwycięstwie w sztafecie nad Ukrainą? W biegu łączonym też nikt się nie odważył. Czy nikt nie potrafi przebiec więcej niż 15 km?


