Blog: Piotr Walkowiak1 marca 2013
Widowisko godne mistrzostw świata

Przedostatnia męska konkurencja mistrzostw świata w Val di Fiemme już za nami. Tym razem mieliśmy do czynienia z biegiem rozstawnym 4x10km. Na szczęście organizatorzy pozostali przy tradycji i zmagania nie zostały skrócone do 7,5km, jak ma to miejsce w zawodach pucharu świata.
W 2011 roku w Oslo podium wyglądało następująco: Norwegia, Szwecja oraz Niemcy. W tym roku zmianie uległo trzecie miejsce oraz występ niektórych bohaterów, którzy zaserwowali nam prawdziwą dawkę adrenaliny oraz emocji wielokrotnie sięgających zenitu. Przez pierwsze 10 kilometrów panowie biegli zwartą grupą. Tempo narzucane przez świetnie spisującego się Hannesa Dotzlera utrzymywał Maciej Kreczmer, który w pewnym momencie wysunął się na czoło stawki. Można powiedzieć, że w pierwszej fazie zmagań byliśmy świadkami miłego, polskiego akcentu. Hannes, który przede wszystkim specjalizuje się w bieganiu techniką klasyczną, zastąpił bardziej doświadczonego Jensa Filbricha. Doetzler już dobrze prezentował się w La Clusaz oraz w obecnych mistrzostwach świata, plasował się wyżej niż Jens. W ekipie Wikingów nie odpuszczał Tord Alse Gjerdalen, który wywalczył brązowy medal w biegu indywidualnym na 15km techniką łyżwową. Jego następcą był Eldar Roenning, czyli jeden z najlepszych specjalistów biegania techniką klasyczną, który zastąpił niedysponowanego Martina Johnsruda Sundbiego. Tuż obok niego prezentowali się: Johan Olsson - srebrny medalista na 15km techniką łyżwową oraz Dario Cologna, który do tej pory w Fiemme sięgnął po złoty krążek w biegu łączonym. Niestety, stanowczo od tej grupki odstawał Maurice Manificat. Francuz najlepiej czuje się w łyżwie, więc jego występ w technice klasycznej budził wiele kontrowersji. Jeśli chodzi o francuskich klasyków, to nie pojawił się Jean-Marc Gaillard. Rosjanie mieli wielki plan aby rozerwać stawkę. Tej próby podjął się Maxim Vylegzhanin, który przekazał prym dowodzenia Legkovovi. Alexander pierwotnie nie był pewny występu w sztafecie. Jednak rosyjscy dowódcy postanowili mu zaufać i chyba nie na darmo, bowiem Rosjanin wypełnił misję.
W drużynie naszych zachodnich sąsiadów, po Tobim Angererze zaprezentował się Tim Tscharnke. Triumfator biegu na 15 kilometrów techniką klasyczną ze startu wspólnego w Canmore, w tym sezonie zmagał się z dolegliwościami żołądkowymi i w efekcie nie przystąpił do morderczego cyklu Tour de Ski, podobnie jak Axel Teichmann, który doprowadził sztafetę Niemiec na 7. miejscu. Axel po drodze miał problem z kijkiem, który złamał i siłą rzeczy nie dogonił uciekającej grupy przeciwników. Wracając myślą wstecz. Przed rozpoczęciem ostatniej zmiany, Marcus Hellner oraz wspomniany Legkov, próbowali uciec na podbiegu i zostawić daleko Sjura Roethe. Świerzo upieczony srebrny medalista w biegu łączonym nie pozostał obojętny na atak międzynarodowej koalicji i przekazał pałeczkę Northugowi we właściwym momencie. Szwedzi nie postawili na doświadczonego Andersa Soedergrena, a tym samym na ostatnie 10km wyruszył Calle Halfvarsson, który okazał się najlepszym ze Szwedów w biegu łączonym. Nie kryjąc radości, uznał, że to zabawne, że zamienił się rolami z Hellnerem.
Ostatnie kilometry biegu obfitowały w prawdziwą, godną mistrzostw rywalizację. Rewelacyjnie zaprezentował się przede wszystkim Matti Heikkinen, który zdołał odrobić potężną stratę wynoszocą +1:25,8. Złoty medalista z biegu indywidualnego na 15km stylem klasycznym z Oslo, który na swoich barkach dźwigał całą sztafetę, zdołał minąć linię mety na wysokim 5. miejscu. Wyprzedził go Włoch David Hofer. Myślę, że należy pochwalić włoską drużynę, bowiem zarówno Dietmar Noeckler, Giorgio Di Centa, Roland Clara oraz Hofer wykonali kawał solidnej pracy. Partner życiowy Eleny Runggaldier w tym sezonie stawał już na podium pucharu świata w sprincie łyżwowym w Soczi. Minimalnie lepszy od Włocha okazał się Sergey Ustiugov, czyli prawdziwy dominator mistrzostw świata juniorów w Libercu. Northug pewnie na ostatnich metrach doprowadził Norwegów do zwycięstwa, a Szwedzi musieli się zadowolić jedynie srebrnym medalem. Obrazek dość podobny do tego, który pamiętamy z Oslo. Jednakże tym razem Northug zachował się w nieco bardziej dojrzalszy sposób.
Niestety, nasi zawodnicy zdołali wyprzedzić jedynie reprezentantów Ukrainy, plasując się na odległym 16. miejscu. Zdublowani zostali Duńczycy. Niewątpliwie najlepiej spisał się Kreczmer, który już nie jest zawodnikiem kadrowym. Powoli rozpoczynamy właściwą drogę do Soczi. Jeśli tylko jeden z naszych zawodników będzie reprezentował barwy Polski w męskich biegach narciarskich na Igrzyskach Olimpijskich, to któż to będzie? Chyba wszyscy jesteśmy tego ciekawi...
fot. facebook Fiemme2013
Piotr Walkowiak


