Przejdź do treści
skipol.plNumer jeden w biegach narciarskich
Blog: Piotr Walkowiak5 października 2012

Lepsza Strona Świata - Górskim szlakiem

Pogoda zapowiadana na sobotę okazała się w miarę przychylna, w sam raz na odbycie pieszej wycieczki z pod szyldu turystyki kwalifikowanej, której tak wielkim jestem pasjonatem i do tego na pewnej części tras biegowych. Godzina 6:00, plecak spakowany, niezbędna stara, dobra mapa, kompas, śniadanie i inne tego typu dodatki znajdują się już w czeluściach torby! Czas rozpocząć wędrówkę, spotykamy się na szlaku w Sokołowsku!


Sokołowsko, które przez wielu zostało okrzyknięte "śląskim Davos" - chodź sporo osób twierdzi iż to właśnie tak znane nam szwajcarskie miasto leżące w kantonie Gryzonia, z którego pochodzi Dario Cologna, winno być nazywane "szwajcarskim Sokołowskiem", leży w województwie dolnośląskim, w powiecie wałbrzyskim, w gminie Mieroszów, w Górach Suchych w Sudetach Środkowych. Na dodatek z Sokołowska w niecałe 30 - 35 minut można dojść do słynnej już Andrzejówki.

Godzina 8:00 na zegarku, na zabawę w synchronizację jestem już chyba za stary, nie mniej, czas ruszyć! Poruszając się malowniczą o poranku bruzdą sokołowską zmierzam ku osiągnięciu celu, który obfituje w następujące etapy: szczyt Ruprechtický Špičák, Třípanský kámen zlokalizowany nieopodal czeskiej wioski Janovičky oraz przygraniczna Głuszyca Górna. Po niespełna 30 minutowej rozgrzewce na trasie, dostrzegam przełęcz trzech dolin, obok której znajduje się schronisko Andrzejówka. Postój zamierzam robić dopiero na Spicaku, więc tym razem nie odwiedzam lokalu.


Kilka kroków i już jestem na trasie techniki dowolnej corocznego Biegu Gwarków! Krocząc i podziwiając widoki, a szczególnie trawers Waligóry, wybywam myślami w przyszłość, widząc kolejne zawody tej rangi, na których oczywiście obecna będzie nasza ekipa - ale więcej o tym, za kilka tygodni! Zanim się obejrzałem, to już znalazłem się pod tablicą informacyjną, obok której znajduje się "Chatka Puchatka", w której można umilić sobie czas jedząc posiłek. Coraz bliżej pierwszego celu, bowiem przede mną Przełęcz pod Spicakiem, która znajduje się na wysokości 752 metrów. Rozpoczynam dla wielu morderczą pielgrzymkę pod Ruprechtický Špičák, która nie powiem, daje się we znaki!
Pokonując 130 metrowe podejście, którego nachylenie wynosi około 30 stopni,
zauważyłem na drzewach oznaczenia maratonu "Zielone Sudety". Muszę przyznać, że organizatorzy wybrali ciekawą trasę, zobaczę jak długo będą pojawiały się oznaczenia i gdzie nastąpi ich finał. Końcowe metry wspinaczki ukazują już wieżę widokową na szczycie czeskiego punktu. Dotarłem!

Godzina 9:00 - myślę, że 60 minut to niezły czas na pokonanie tego odcinka. Znajduję się na wysokości 881 metrów a na przeciw mnie wspomniana wcześniej stalowa wieża telekomunikacyjna z ogólnie dostępnym tarasem widokowym, zbudowana w 2002 roku. Trzeba coś zjeść! Zasiadam na ławeczce, tuż obok mnie czescy biwakowicze rozpalają ognisko, oczywiście w wyznaczonym do tego celu miejscu. Śniadanie na Spicaku w połączeniu z pohledem na Broumowskie Ściany o poranku - bezcenne.


Po kilkuminutowej fieście wybieram niebieski szlak, który po 11 kilometrach doprowadzi mnie do Janovičk'ów. Kieruję się w stronę Javorovego vrch'u. Zauważyłem, że niebieski tuż po zejściu ze Spicaka, łączy się z zielonym przygranicznym, który prowadzi aż do Tłumaczowa, a w drugą stronę, na Przełęcz Okraj. No to wędruję zawieszony na ścieżce pomiędzy Polską, a Republiką Czeską mijając kolejne znaki informacyjne z wyraźnym hasłem "pozor!". Towarzyszy mi muzyka mojego ulubionego zespołu - Beastie Boys, charakterystyczna, brudna płyta z 1992 roku łączy się z szumem wiatru oraz śpiewem tegorocznych czyżyków. Spoglądając w lewo w kierunku Łomnicy natknąłem się na dość strome zejście, typowe dla tego rodzaju szlaku. Pomocne w mej krucjacie okazały się drzewa, dzięki którym spokojnie pokonałem zjazd.



Nie licząc ilości słupków przygranicznych, dostrzegam coś zawieszonego na znak chorągiewki na drzewie. Czyż to meta? Nie, to tylko pozostałość po maratonie "Zielone Sudety", którego tabliczki informacyjne nadal widnieją na konarach drzew. Nieco szusów dalej, trasa maratonu wiedzie w lewo, ja kieruję się dalej przygranicznym i za moment witam Javorový vrch. Nie czekając długo, wędruje dalej. Mijam turystów na szlaku, którzy kroczą z Głuszycy Górnej. Wymieniliśmy spostrzeżenia na temat pokonywanej przez nas trasy i ruszyliśmy dalej, w swoje strony. Wpierw było zejście, a teraz podejście. Oczywiście bardziej łagodne niż to pod Spicak. Na trasie spotykam kolejnego kuracjusza, tylko takiego rogatego. Niestety chyba się spieszył, bowiem nie miał czasu porozmawiać, przywitał się jedynie machając ogonem - leśne maniery jak widać nie są mu obce!


W nogach od pierwszego vrch'u 3,5 kilometra. Robi się coraz bardziej ciepło, chyba mogę już ściągnąć czapkę z uszu, zarazem bijąc pokłony Jedlovemu Vrchowi. Trzy kilometry pozostały od tego momentu do granicy na linii Głuszyca Górna - Janovičky. Mijam grupę czeskich grzybiarzy, z którymi mam możliwość chwilowej dyskusji na temat biegów narciarskich. Czesi dumnie głoszą, że Lukas Bauer zdominuje w tym sezonie Puchar Świata, cykl Tour de Ski oraz Mistrzostwa Świata w Val di Fiemme. Delektując się zapachem górskiego boru świerkowego zaczynam wytężać swój "grzybiarski" wzrok, może coś znajdę przy szlaku. Czeski grzybek mógłby ze mną przywędrować do Polski, nie obraziłbym się.





Widzę, widzę znajomy mi punkt! Przystanek dla turystów na linii granicy Głuszycy Górnej i Janovičk'ów. Skręcam w prawo na drogę asfaltową i kieruję się do czeskiej wioski. Kilkoro miłośników nordic walking wita się ze mną w języku polskim, czeskim, angielskim i francuskim. Nic dziwnego, Janovičky lubią być oblegane przez przybyszów z różnych części Europy środkowej, hmm... ale trójkolorowi to tutaj chyba nowość. Janovičky to mała, przygraniczna, górska osada, założona przez opata klasztoru benedyktynów z pobliskiego Broumova - Jana z Chotva, położona na wysokości 660 metrów w środkowej części Gór Suchych na południe od Przełęczy pod Czarnochem. W malowniczej czeskiej wiosce panuje niesamowita nostalgia, aż chcę się zasiąść na zielonej trawie i poddać refleksją. Dodatkowo, zimą znajdują się tu liczne trasy do uprawy narciarstwa biegowego, zarówno przystosowane do stylu łyżwowego jak i klasycznego. Warto również dodać, że co roku mają miejsce tutaj wyścigi psich zaprzęgów, które cieszą się sporą popularnością.


W Janovičkach goszczę drugi raz, tym razem postanawiam odwiedzić oddalony o 1,5 kilometra od wioski, na niebieskim szlaku do Broumova, słynny Třípanský kámen. Czeskie 1,5 kilometra dłuży się niczym polskie 3 kilometry! Kilka leśnych zakrętów i oto stoi w całej okazałości zabytek z 1732 roku! Po zapoznaniu się z cennym walorem turystycznym wstępuję na znajomy już zielony szlak przygraniczny. W butwiejącej ściółce wypatrzyłem drobnego, czeskiego borowika! Prócz fotografii i wspomnień do kraju przyniosę coś jeszcze! Po kilku kilometrach dochodzę znów do punktu granicznego na linii Głuszycy Górnej i Janoviček. Finałowym etapem jest właśnie wspomniana przeze mnie wioska przygraniczna.

Wkraczam znów do Polski, spoglądają na mnie ambiwalentnym wzrokiem łaciate krowy pałaszujące trawę. Tutejsza ludność nawet w sobotę wykonuje swoje obowiązki by utrzymać gospodarstwa w jak najlepszym porządku. Dobiega godzina 12:00, a ja już oczekuję na busa do domu. Magiczna podróż zajęła mi niespełna 5 godzin. Przez ten czas przeszedłem wspaniałe 20 kilometrów, znów dostrzegłem kolejne walory turystyki kwalifikowanej i wyniosłem następne bogate doświadczenie.

Do zobaczenia na szlaku!

Piotr Walkowiak 
sklep XC-SKI.PL narty biegowe, nartorolki

Udostępnij

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Komentarze są anonimowe. Redakcja nie odpowiada za treści czytelników.