Biegi: Polska27 września 2012
POLACY SIĘGAJĄ PO DOPING. "WIELKA POKUSA I BRAK ŚWIADOMOŚCI"
Fragmenty wywiadu udzielonego serwisowi antydoping.pl przez prof.Jerzego Smorawińskiego:- Panie profesorze, dwa lata temu w Vancouver jedyny przypadek dopingu na zimowych igrzyskach wykryto w organizmie polskiego sportowca, Kornelii Marek. Czy tym razem, w Londynie, unikniemy podobnej kompromitacji?
Jerzy Smorawiński: Mam nadzieję, że tak, ale nie da się wszystkiego przewidzieć, a my jako komisja gwarancji też nie możemy dać. Zapewniam jednak, że zrobiliśmy wszystko, co z naszej strony było możliwe. Przed igrzyskami nasililiśmy badania, założenie było, żeby objęły wszystkich olimpijczyków. Czy nam się to udało - trudno powiedzieć. Jeżeli ktoś na przykład długo trenował za granicą, to są przecież jeszcze kontrolerzy Światowej Agencji Antydopingowej WADA, i programy, którymi objęci są czołowi sportowcy na świecie. Oczywiście, nie jesteśmy w stanie zapewnić, że ktoś nie weźmie czegoś niedozwolonego już w trakcie igrzysk.
- Seria dopingowych przypadków w podnoszeniu ciężarów wskazuje, że to raczej nie głupota pojedynczego sportowca. Czy ktoś w tym pomaga? Czy w niektórych dyscyplinach istnieje przyzwolenie na doping?
Jerzy Smorawiński: Sportowcy nie są tak głupi, żeby faszerować się samemu gdzieś w ukryciu. Pani Kornelia Marek sama nie wzięła sobie EPO, choć utrzymuje, że tak było i być może prawdy nigdy się nie dowiemy. Nie wierzę też, że Marzena Karpińska sama, bez niczyjej wiedzy, zażyła nandrolon. W polskim sporcie widocznie jednak wciąż istnieją ciemne siły, które pchają do działań niezgodnych z prawem.
Nie badamy tylko olimpijczyków. W tym roku zauważyliśmy niepokojącą powszechność stosowania substancji o nazwie metyloheksanamina, która jest składnikiem odżywek odchudzających, dających także efekt pobudzający. Wielu sportowców w ogóle nie jest nawet świadoma, co bierze.
- I wciąż jesteśmy skazani na odwieczną zabawę w policjantów i złodziei?
Jerzy Smorawiński: Nie mamy narzędzi, żeby kogoś inwigilować, prowadzić śledztwa. To zresztą nie nasze zadanie. Oprócz profilaktyki, ostrzegania, edukacji robimy badania, na najwyższym światowym poziomie. Nasze laboratorium jest jednym z 33 akredytowanych przez WADA na świecie. Obsługiwaliśmy piłkarskie mistrzostwa Europy, przy okazji którego zostaliśmy doposażeni w najnowocześniejszy sprzęt analityczny stosowany w badaniach antydopingowych. Przy okazji przypomnę, że wszystkie testy przed i podczas Euro - a było ich około trzystu - dały wynik negatywny.
- Jakie jest pana zdanie na temat leków, które mogą zażywać sportowcy chorujący na astmę? Nie tylko Justyna Kowalczyk i część środowiska narciarskiego uważa - wytykając Marit Bjoergen - że to błąd...
Jerzy Smorawiński: To problem zawiły, ale myślę, że emocje już opadły. Ja uważam, że astma to choroba i leki pozwalają sportowcom-astmatykom na wyrównanie, podkreślam - wyrównanie, szans. Poza tym dawki tych środków są ściśle określone, ich przekroczenie jest traktowane jak doping. Zresztą w polskim sporcie, na przykład pływacy - jak Paweł Korzeniowski, też korzysta się z pewnych „przywilejów" (astmatykami są lub byli także Otylia Jędrzejczak, chodziarz Robert Korzeniowski, biathlonista Tomasz Sikora, gimnastyk Leszek Blanik - przyp. red.). - I jest to w pełni transparentne? Nie ma możliwości manipulacji, choćby przy diagnozie, kto jest, a kto nie astmatykiem?
Jerzy Smorawiński: Proszę pana, ilość badań czy procedur w tym względzie jest bardzo duża. Astmatykiem nie zostaje się na życzenie. A Norwegia czy Szwecja są w czołówce państw tworzących prawodawstwo dopingowe. Nie sądzę, żeby miały swoich sportowców traktować liberalniej od innych.
Rozmawiał Tomasz Mucha
W załączniku lista zabronionych przez WADA (Światowa Agencja Antydopingowa) środków.
LISTA


