Biegi: Polska28 lutego 2012
Kulisy biegowego PŚ w Szklarskiej Porębie.
Szklarska Poręba na organizacji PŚ w biegach narciarskich straciła 3,5 mln złotych. Złożyły się na to polityka Polskiego Związku Narciarskiego, publicznej telewizji ...i pogoda Misja TVP, czyli nocleg dla 100 osób
Mieliśmy do wyboru: albo wyłożyć sporo miejskich pieniędzy, albo zdecydować się na wywołanie skandalu i odwołać zawody niemal w ostatniej chwili - opowiada Grzegorz Sokoliński, burmistrz Szklarskiej Poręby, zapytany o kulisy niedawnych biegów Pucharu Świata z udziałem Justyny Kowalczyk.
Na szczęście dla kibiców zdecydowano się na pierwszy wariant, ale budżet Szklarskiej Poręby stopniał po zawodach o 3,5 miliona złotych.
- Organizatorowi, w sensie gospodarza, przysługuje 20 procent powierzchni reklamowej, resztę kupuje od niego światowa federacja. Jest też przyjęte, że miasto partycypuje w zyskach ze sprzedaży praw telewizyjnych. W innych krajach podział wygląda tak, że 70 procent bierze krajowy związek, czyli PZN, a reszta trafia do gospodarzy -wylicza burmistrz. - Tym razem jednak PZN przyjął zasadę 100:0 na swoją korzyść. To oznaczało, że nie zbilansujemy kosztów: zakładaliśmy, że poniesiemy pewne wydatki, ale pokryjemy je właśnie ze wspomnianych przychodów.
Sekretarz generalny PZN, Grzegorz Mikuła, nie zgadza się z opinią burmistrza.
- Oddaliśmy gospodarzom 100 procent zysków ze sprzedaży powierzchni reklamowych. Do kasy miasta trafiły także wszystkie pieniądze za sprzedane bilety - dodaje sekretarz związku. - Natomiast kwestia praw telewizyjnych wyglądała w ten sposób, że TVP zażądała od nas za przeprowadzenie transmisji sporych pieniędzy (wg. naszej wiedzy kilkaset tysięcy złotych - przyp. red.). Ostatecznie po negocjacjach oddaliśmy jej prawa do transmisji za symboliczną złotówkę, a ona za to wzięła na siebie koszty produkcji. Związkowi pozostały więc tylko pieniądze za sprzedaż praw telewizyjnych poza granice Polski. Gdyby nie ta sytuacja byliśmy gotowi wspomóc organizatorów kwotą 300.000 zł.
Działała też presja czasu - wszystkie dokumenty związane ze zgodą na organizację imprezy, które dawały zielone światło do rozmów ze sponsorami, dotarłydo Szklarskiej Poręby dopiero we wrześniu.
- Musieliśmy działać szybko, w dodatku w okresie, gdy wielkie firmy miały już swoje budżety reklamowe rozdysponowane - mówi burmistrz Soliński. - A ponieważ produkcja sygnału telewizyjnego była warunkiem przeprowadzenia biegów, tu także nie było czasu na negocjacje. Dlatego wyłożyliśmy pieniądze na przykład na plan kamer, czyli rozpisanie miejsc i ilości kamer, jakie miały się pojawić na trasie.
Potem było tylko... gorzej
- Najpierw mieliśmy swoistą klęskę urodzaju, bo okazało się, że przyjadą wszystkie 24 reprezentacje, czyli musimy postawić więcej kontenerów i zapewnić więcej ochrony, a potem, dwa dni przed zawodami, pojawiły się śnieżyce, zasypując wcześniej już przygotowane i ubite trasy - wspomina burmistrz Szklarskiej Poręby.
TVP coraz trudniejszą sytuację wykorzystała bez skrupułów. Chociaż burmistrz dyplomatycznie unikał odpowiedzi na pytania związane z przyjazdem jej ekipy, udało nam się poznać dodatkowe szczegóły. Przedstawiciele TVP poinformowali gospodarzy, że... na ten wyjazd... nie ma środków. Ci, ratując sytuację, opłacili pobyt blisko stu osób w hotelu w miejscowości położonej 15 km od tras.
- Mniejsza z tym, to i tak w globalnym bilansie były szczegóły - raz jeszcze ucina temat burmistrz.
W przyszłym roku Puchar Świata Polskę prawdopodobnie ominie, ale ma powrócić za dwa lata.
- Dzięki temu mamy więcej czasu, by poukładać pewne sprawy. Myślę tu zarówno o kontaktach z PZN, czyli o wypracowaniu równoprawnej umowy finansowej, jak i o negocjacjach telewizyjnych i to z różnymi stacjami, które są w stanie wyprodukować sygnał z zawodów - podsumowuje burmistrz.
- Jesteśmy oczywiście gotowi do rozmów ze Szklarską Porębą i mamy nadzieję, że jej władze tym razem skorzystają z naszych rad. Ale prawa telewizyjne i wybór producenta sygnału należą do PZN - studzi zapał burmistrza Grzegorz Mikuła.
Tegoroczne przygody organizatorów z TVP, oraz kiepska jakość prowadzonej przez nią transmisji, powinny jednak dać organizatorom sporo do myślenia.
źródło:DZIENNIK ZACHODNI /RM/


