wantulok

W zeszłym roku nieoczekiwanie rozstał się z pracą trenera polskiej kadry w kombinacji norweskiej, stanął przed koniecznością ułożenia sobie życia na nowo, już bez ciągłych podróży i sportu oglądanego przez 24 godziny 7 dni w tygodniu. Jak mu się to udało, co teraz robi i czy coś zrobiłby w przeszłości inaczej? O tym Mateusz Wantulok, wczoraj trener kadry, a dziś trener personalny, opowiada dla Skipola w rozmowie z Kasią Nowak.

 

Kasia Nowak: Jak zmieniła się Twoja codzienność po rozstaniu z kadrą kombinatorów i co teraz robisz? Stawiam, że jest spokojniej, ale i pewnie trochę mniej emocjonująco

Mateusz Wantulok: Tak, jest spokojniej - jedna trasa do pracy. Codziennie od poniedziałku do piątku można mnie spotkać w Uzdrowiskowym Instytucie Zdrowia, gdzie prowadzę zajęcia sportowe jako trener personalny.   

 

Prowadzisz zajęcia sportowe w Ustroniu, w trenera kadry zmieniłeś się w trenera personalnego. Co z poprzedniej pracy możesz wykorzystać w obecnej?

Zgadza się, obecnie pomagam w realizacji celów różnym osobom borykającym się z wszelakimi bolączkami. Dużo umiejętności, które nabyłem pracy i studiów, teraz mi się przydaje. Trzeba mieć naprawdę szeroki wachlarz umiejętności, aby dopasować plany treningowe do poszczególnych osób. Na brak wyzwań nie narzekam.

 

Czy osoby odwiedzające Uzdrowisko w ustroniu rozpoznają Cię, czy niekoniecznie?

Raczej z tym nie mam problemów, większość społeczeństwa nie wie, czym jest kombinacja norweska.

 

Wróćmy na chwilę do kombinacji. Trener Winkelmann nie osiągnął wybitnych wyników w minionym sezonie, niektórzy wręcz twierdzą, że jest gorzej niż było. Z perspektywy wiedzy trenerskiej i swojego doświadczenia potrafisz powiedzieć, czy miał szansę, by rezultaty były znacznie lepsze?

Nie podejmę się oceny pracy innych trenerów. Każdy ma swoją wizję, nabytą wiedzę, cele, przynajmniej tak mi się wydaje. Gorzej jeśli ktoś zaczyna kopiować coś, co działało wcześniej, a niekoniecznie może zadziałać teraz. Dalej jest trenerem, więc nie używajmy tu czasu przeszłego, wciąż ma szansę. Poza tym w stosunku do naszych zawodników nigdy nie stwierdziłem, że któryś z nich osiągnął górną granicę swoich możliwości, zawsze jest coś, co można poprawić. Nasi zawodnicy ciągle mają spore rezerwy zarówno w jednej, jak i drugiej konkurencji.  

 

To była Twoja pierwsza zima bez czynnego udziału w zawodach kombinatorów, czy to w roli zawodnika, czy to trenera. Nie czułeś, że powinieneś być gdzieś indziej, wciąż w środowisku kombinatorów?

Moje myśli są i zawsze będą przy sporcie. Tej zimy bardziej śledziłem poczynania córki mojego kuzyna, Laury Wantulok, która ma bardzo dobre uwarunkowania, by być najlepszą zawodniczką w bogach narciarskich, chociaż cały czas boryka się z problemami zdrowotnymi, ale miejmy nadzieję, że to już za nią, a teraz będzie skupiała się tylko na treningu i zabawie nartami.

Wracając do meritum, trenowałem, studiowałem, pracowałem, testowałem sporo na własnej skórze, aby nie móc wykorzystać tego w przyszłości? Myślę, że byłby to grzech. Aktualnie wydaje się, że w tym środowisku jest sporo dobrych fachowców i nie potrzeba żadnych zmian., dlatego pracuję cierpliwie i zbieram kolejne doświadczenia, uczestniczę w szkoleniach, przeglądam różne publikacje, aby być lepszym niż kiedyś. Nie zapominajmy o tym, że człowiek uczy się przez całe życie.   

 

Czegoś żałujesz, jeśli chodzi o pracę z kadrą, coś zrobiłbyś inaczej?

Tak, żałuję, że zbyt późno wypuściłem zawodników z ciężkiego treningu w sezonie MŚ w Lahti, przez co spóźniliśmy się z formą. To może mi się śnić po nocach jeszcze przez długi czas. Z drugiej strony miałem wtedy 28 lat i może w tym przypadku miałem prawo popełnić taki błąd? Ale kosztował mnie sporo… Nie ma ludzi nieomylnych.

Kilka razy napotkałem komentarze w stylu: „za dużo”, „za mocno” i tym podobne dotyczące tego, co wykonaliśmy przez te 2 lata z chłopakami. Myślę, że nie wszyscy rozumieją, o co chodzi w periodyzacji treningu, mając na uwadze główną imprezę, czyli igrzyska olimpijskie. Kombinacja w Polsce ciągle musi gonić świat, dlatego naprawdę plan naprawczy musi być starannie analizowany i ciągle doskonalony. W czasie treningu jest czas na ciężką pracę, często przekraczającą nasze możliwości, ale przychodzi również kolej na odpoczynek i „łapanie świeżości”.

 

Masz kontakt ze swoimi byłymi podopiecznymi?

Co jakiś czas wymienialiśmy się paroma zdaniami na portalach społecznościowych. W sezonie ciężko znaleźć czas na konwersację. Kilka dni temu trafiłem na jednego z chłopaków na treningu i była chwila na rozmowę. Przyznam się również, że jedynym konkursem, jaki obejrzałem, było Schonach, a większość śledziłem na relacji LIVE FIS w pracy.

 

Na nartach pewnie nie skakałeś od zakończenia kariery, a na biegówkach można Cię spotkać? Jakie korzyści daje trening biegowy komuś, kto ten sport uprawia raczej rekreacyjnie?  

Chciałbym się widzieć teraz na skoczni, byłoby to komiczne i sprawiłbym pewnie spory ubaw sobie i widzom (śmiech). W minionym sezonie zamieniłem narty biegowe na zjazdowe i uczyłem na stoku Siglany w Wiśle. Tam w weekendy oraz ferie zimowe można było mnie spotkać najczęściej.

Co do treningu na biegówkach, jeśli opanujemy w miarę możliwości odpowiednią technikę, a liczba treningów będzie dopasowana do naszych indywidualnych możliwości, to po niedługim czasie będzie można dostrzec poprawę samopoczucia., lepszą kondycję fizyczną i odporność na wysiłek. Dodatkowo trening na nartach wspomaga układ krążenia (zmniejszając ryzyko wystąpienia chorób  tego układu), gorset mięśniowy i kostny (zapobiega m.in. osteoporozie), wpływa na nasz mózg, który jest lepiej dotleniony , co zwiększa naszą koncentrację. Zapobiega chorobom cywilizacyjnym (cukrzyca, nadciśnienie, otyłość, miażdżyca). Oczywiście po dłuższym i systematycznym treningu uzyskujemy zadowalające efekty wizualne w naszym ciele.

 

Rozmawiała Kasia Nowak