nartorolki

- Sama FIS nie uzdrowi stanu nartorolek. Muszą się w to też zaangażować narodowe federacje – mówi Skipolowi szef podkomisji ds. nartorolek przy tej organizacji Martins Niklass.

 

Liczba zawodników biorących udział w zawodach, różnorodność narodowości i zainteresowanie kibiców. A ponadto m.in. przygotowania do kolejnych letnich mistrzostw świata czy plan na rozwój tego sportu w kolejnych latach. Pytań wokół biegania po asfalcie jest wiele, a środek sezonu nartorolkowego Pucharu Świata to dobry moment na poszukanie odpowiedzi.

 

Po weekendach z zawodami w Solleftea i Madonie można pokusić się o pierwsze oceny tego lata. Martins Niklass, szef podkomisji ds. nartorolek przy FIS, przyznał, że jest zadowolony z dotychczas przeprowadzonych zmagań, chociaż inauguracyjne starty w Chorwacji zostawiły mały niesmak. - Trzeba przyznać, że liczba reprezentacji, która przyjechała do Oroslavje, była umiarkowana. Minął miesiąc i w Szwecji mieliśmy już 9 państw z około 65 biegaczy, a do Madony zgłaszało się wstępnie 12 krajów i ponad 110 uczestników. Widzimy więc stały wzrost zainteresowania kolejnymi wydarzeniami – wylicza, zapewniając, że międzynarodowa federacja cały czas stara się poprawić jakość cyklu.

 

Niklass: Pozytywny wpływ na prestiż nartorolek miało wprowadzenie w czerwcu zeszłego roku systemu FIS punktów. Tego lata odbywa się osiemnaście takich biegów na całym świecie. Co prawda dwa miesiące temu ustalono przelicznik 2800 pkt., ale postaramy się wrócić do systemu 800/1200/1200, który jest identyczny z narciarskim. Tyle tylko, że działania FIS to jedno, a drugie to praca narodowych federacji. W podkomisji jest 20 przedstawicieli (oczywiście brak w tym gronie PZN – przyp. red.). Oni też muszą pracować na rozwój. Nie można oczekiwać, że wszystkim zajmie się centrala.

 

Na szczęście są kraje, którym zapału nie brakuje. Dla przykładu, w miniony weekend w łotewskiej Madonie sprint był transmitowany na żywo w serwisie YouTube, na oficjalnym kanale FIS Cross Country. Dla promocji, której nigdy dość, zwłaszcza że federacji marzy się, by w przyszłorocznych MŚ w Solleftea wzięli udział nie tylko specjaliści od asfaltów, ale też gwiazdy zimy.

 

- Szwedzi od dwóch-trzech lat zaczęli dominować w prawie wszystkich kategoriach letniego PŚ. Głównie dlatego, że są znakomicie przygotowani psychicznie i technicznie do formatów dystansowych, a liczba tych w kalendarzu serii sukcesywnie rośnie. Poza tym tamtejszy związek narciarski realnie wspiera kadrę rolkarzy, z czym pozostałe ekipy mają kłopot. Są w zasadzie na granicy amatorstwa – wyjaśnia Martins Niklass. Nic więc dziwnego, że poziom zawodów jest tak niski. Będąca zapewne w mocnym treningu Britta Johansson Norgren pokonała na 16 km w Solleftea wszystkie konkurentki. Nawet nad mocną rodaczką Sandrą Olsson (raczej rolkarką) wypracowała 80 s przewagi.

 

Po ostatnim teście Niklass był zadowolony z przygotowania Szwedów do organizacji przyszłorocznego czempionatu. Solleftea spełniła wszystkie wymagania, na trasie pojawili się kibice, chociaż kwestię promocji można jeszcze przed 2017 rokiem poprawić. Ale na to jest jeszcze czas. Bo chociaż komitet organizacyjny wydałby na marketing milion koron, to najlepszym argumentem dla fanów byłby start ich gwiazd. Niestety od paru lat świat asfaltów i śniegu przenika się ze sobą średnio. W rodzinie narciarstwa klasycznego biegówki stały się w tym aspekcie jedynakiem.

 

Michał Chmielewski

fot. Facebook/FIS Rollerskiing