lubawka

Puchar Sudetów, MP w kombinacji norweskiej, budowa naśnieżania i rolkostrady – to plany Lubawki na najbliższe sezony. - Opowiedziałem o tym w Krakowie i wszyscy te pomysły aprobowali – twierdzi członek Zarządu PZN Jacek Włodyga.

 

Kiedy w ubiegłym roku informowaliśmy o przyznaniu Dolnemu Śląskowi zimowej Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży, sami zastanawialiśmy się, czy to znak, że do regionu powróci kombinacja norweska i skoki narciarskie. Kilkakrotne deklaracje o odbudowie tamtejszych tradycji w obu dyscyplinach nie znalazły jak dotąd potwierdzenia w czynach. Z czterech planowanych dziecięcych skoczni wciąż nie zbudowano żadnej, a dwie największe konstrukcje – w Karpaczu i Lubawce – sukcesywnie popadały w zapomnienie. Rozpadła się jedyna w województwie sekcja dwuboju (LUKS-SKI Lubawka), a na domiar złego w lutym zmarł ostatni aktywny trener skoków w Sudetach – Wiesław Dygoń.

 

Mimo to OOM 2016 przyniosły zmianę. Wprawdzie przez brak śniegu zawody przeniesiono do czeskiego Harrachova, a Karpacz – chociaż utrzymuje „Orlinek” w przyzwoitym stanie – zupełnie nie jest zainteresowany przystosowaniem go dla narciarzy, to w Lubawce zauważono w „Kruczej Skale” pewną szansę. Burmistrz Ewa Kocemba na kilka dni przed jej ponownym otwarciem (dokonał go Wojciech Fortuna) stwierdziła nawet, że dzięki skoczni jej miasto stanie się polskim Lillehammer. Teraz precyzuje swoje plany.

 

- Z sejmiku wojewódzkiego otrzymałam 150 tys. złotych, do których dołożymy miejskie 100 tys. To suma, za którą do końca roku powstanie wieża widokowo-sędziowska na największej skoczni i obiekt K25 dla dzieci, na którym będzie można skakać przez cały rok, jeśli doprowadzimy do finału rozmowy o przejęciu części igelitu z zakopiańskich Krokwi. Do lata 2017 roku inwestycje będą zakończone. Ale już myślimy o następnych – mówi Kocemba i dodaje, że oprócz skoków narciarskich Lubawka zainwestuje też w biegi.

 

Kocemba: Powstała koncepcja, by na polanie pod skoczniami utworzyć stadion biegowy z całoroczną asfaltową trasą o długości 2 kilometrów. Małe trybunki, a do tego budynek z gastronomią i wypożyczalnią nart. Wtedy skompletowalibyśmy cały ośrodek dla szkolenia narciarzy klasycznych.

 

Póki co jednak priorytetem są skoki narciarskie, chociaż wizja magistratu zakłada uzupełnianie się inwestycji. Członek Zarządu PZN Jacek Włodyga przyznał, że w regionie powstanie wkrótce narciarski Puchar Sudetów, na który burmistrz Lubawki bardzo się zapaliła. Gdyby powstała trasa biegowa, możliwe byłyby tam mistrzostwa Polski w kombinacji norweskiej. Warunek jest jeden – zapewnienie na takiej wysokości śniegu. - Chcemy wrócić do związkowego kalendarza i organizować ogólnopolskie zawody. Musimy się najpierw uniezależnić poprzez stworzenie systemu sztucznego naśnieżania. Po rozmowach z firmą Supersnow ustaliliśmy, że do naśnieżenia całego obiektu (skocznia i trasa biegowa) w 72 godziny potrzebne będzie pięć armatek i pięć lanc zasilanych wodą ze zbiornika. To konieczna inwestycja, zwłaszcza że na co dzień te stacjonowałyby na pobliskim stoku dla zjazdowców – planuje burmistrz. Jeśli uda się znaleźć sponsora, a do tego porozumieć z Lasami Państwowymi i RDOŚ, otwarcie centrum narciarskiego mogłoby nastąpić nawet w drugiej połowie 2018 roku.

 

Włodyga uważa, że mimo aktywności Kocemby to na Dolnym Śląsku paradoksalnie wciąż w lepszej sytuacji jest (a raczej byłby) Karpacz. – Orlinek to obiekt z 2001 roku. Ale co z tego, skoro w mieście brakuje chęci? Na skoczni organizuje się różne zawody, ale żadne z nich nie dotyczą narciarstwa. To naprawdę dobry obiekt, utrzymany, wystarczyłoby tylko ubić śnieg. W tym właśnie rzecz, że jeśli miasta nie chcą się zaangażować, PZN może tylko rozłożyć ręce – uważa działacz. I dodaje, że chociaż w grudniu kończy się międzynarodowa licencja konstrukcji, FIS bez problemu przyznałby jej nową. Gdyby tylko ktoś o taką w Karpaczu wystąpił...

 

Michał Chmielewski