ChauxNeuve

Podczas gdy Eric Frenzel we francuskim Chaux-Neuve odnosił swój 25. triumf w karierze, polscy kombinatorzy ku zaskoczeniu kibiców i nas, dziennikarzy, po ponad miesięcznej przerwie od zawodów Pucharu Świata nie pojawili się na starcie. Dlaczego?

 

- To pytanie należy zadać Mateuszowi (Wantulokowi – przyp. red.). Ja nie chcę się na ten temat wypowiadać, nie jestem osobą decydującą w zespole, a jedynie jego drugim trenerem – ucina temat Jan Szturc, który z drużyną na stałe współpracuje od tego lata. Legendarny szkoleniowiec z Wisły żartując dodał, że „młodzież czasem powinna przejąć odpowiedzialność”. I w kwestii dwuboju zamilkł.

 

 

„Nie mają kasy”

 

Internauci w komentarzach pod relacjami z weekendowych zmagań przypuszczają, że naszej kadry na podróż w Alpy po prostu... nie było stać. Mają też inną teorię, o czym napisał użytkownik Sakuraj: - Nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że Polaków nie ma, bo jechali samochodami z Kuusamo (byli tam na Pucharze Kontynentalnym – przyp. red.) i nie dotarliby w cztery dni do Francji. Całkiem prawdopodobne. A na PK w Korei również nie ma Polaków, tymczasem pojawili się tam Finowie, którzy podobno są w bardzo ciężkiej sytuacji finansowej. To mówi samo za siebie – pisze nasz czytelnik.

 

Przypomnijmy, że zawody we Francji były pierwszymi o najwyższej randze od czasów PŚ w Ramsau, które miały miejsce jeszcze przed Bożym Narodzeniem. W sytuacji kryzysowej biało-czerwoni wybrali się na Puchary Kontynentalne do norweskiego Hoydalsmo i fińskiej Ruki, gdzie poradzili sobie bardzo dobrze. Dość powiedzieć, że w jednym z biegów Paweł Słowiok uzyskał nawet 5. czas, co może świadczyć o rosnącej formie Polaka.

 

 

Reperują zdrowie

 

Zgodnie z prośbą Jana Szturca zadzwoniliśmy do Mateusza Wantuloka, który stanowczo zaprzeczył, jakoby absencja jego podopiecznych była spowodowana brakiem pieniędzy.

 

- Mieliśmy teraz gorący okres, podróżowaliśmy, byliśmy ciągle w biegu i zaczęły się problemy zdrowotne w grupie. Dopiero w poniedziałek wieczorem byliśmy w domach i trzeba się było doleczyć, wykorzystać chwilę, a przy okazji ustabilizować skoki. Tak nic byśmy nie zrobili, bo w środę trzeba by było jechać do Francji – tłumaczy główny szkoleniowiec pierwszej kadry.

 

Wantulok: Chłopaki zaczęli mi się wykruszać, na przykład Adam nie startował w drugim konkursie COC w Hoydalsmo, a drugim w Ruce też nie czuł się najlepiej. Niby brało go tylko przeziębieniowo, ale coś chciało atakować mocniejszego. Trzeba było reagować i na szczęście choroba odpuściła. W Wiśle Adam w skokach się ustabilizował, ale u Pawła jest wciąż ciężko. I trudno teraz cokolwiek rewolucjonizować w pozycji dojazdowej, bo może się skończyć tak, że całkowicie się posypie i będzie do końca zimy po zabawie. Ale od przyszłego sezonu spróbujemy mocniej zaingerować.

 

Debiutujący trener – wracając do tematu pieniędzy – uważa, że na tę chwilę nie można narzekać. - Co chcemy to jest – zapewnia i uważa, że ostatnie wyjazdy były dosyć kosztowne, ale do końca zimy nie ma mowy o nadmiernym kalkulowaniu. - Faktem jest, że może to się odbić na przygotowaniach letnich, bo budżet dostaliśmy na rok kalendarzowy, a nie zimowy. Ale to wszystko okaże się po sezonie. Póki co idziemy normalnym tokiem – mówi Wantulok.

 

Polacy, którzy w poniedziałek dojechali do austriackiego Seefeld, mają w planach odpuszczenie tylko konkursu w Kuopio, który jest jeden, a wiąże się z dużym wydatkiem na samolot czarterowy. Dlatego wrócą z Finlandii już po Lahti, a ich bus przeniesie się od razu do Val di Fiemme.

 

 

Wreszcie poskaczą w COC

 

Sztab szkoleniowy ma dla kibiców kombinacji także inną dobrą wiadomość. Najbliższe zawody Lotos Cup, które odbędą się w dniach 26-28 stycznia na Skalitem w Szczyrku, zostaną przez dwuboistów potraktowane jako eliminacje do składu na COC w Planicy i Ramsau. Mimo odpuszczenia I periodu tego cyklu biało-czerwoni nie odpuszczają go całkowicie i na cztery konkursy wyślą czterech narciarzy.

 

- Krytykowano nas, że nie wysłaliśmy nikogo na początku zimy na te zawody, ale ten kalendarz jest taki, że chyba nigdy się już tam nie pojawimy. Taki wyjazd kosztowałby ok. 50 tys. złotych, a niesie ze sobą tyle ryzyka, że po prostu nie można tak pochopnie wydawać pieniędzy. Wystarczy, że tak jak Słoweńcom zginą w podróży narty. I będzie - kończy Mateusz Wantulok – po zabawie.

 

Michał Chmielewski