Twardosz Anna

Po ekspansji kobiecych skoków narciarskich nadchodzi w Polsce czas kombinatorek. A dokładniej jednej, przecierającej szlak Anny Twardosz. - Fajnie jest być tą pierwszą – przyznaje uczennica szczyrkowskiej Szkoły Mistrzostwa Sportowego.

 

Jest od trenujących w podobnym wieku chłopców drobniejsza i nieco słabsza fizycznie, ale odwagi i chęci ma do walki tyle samo, a może i więcej. Urodzona w 2001 roku Anna Twardosz zdecydowała się na trening konkurencji, o której w Polsce niewielu w ogóle słyszało, a na świecie nie rozgrywa się w niej żadnych poważnych zawodów. Jak sama podkreśla, we wszystkich dziedzinach narciarstwa klasycznego czuje się tak samo mocna, więc wybór ostatecznego kierunku rozwoju nie będzie należał do najłatwiejszych. Pierwsza w kraju kombinatorka norweska startuje więc równolegle i w skokach, i w biegach. Chociaż w dwuboju póki co nie ma z kim rywalizować, paradoksalnie to on przynosi jej ostatnio największy rozgłos. O Twardosz głośno zrobiło się w środowisku podczas pierwszych zawodów Lotos Cup w sezonie 2015, kiedy to jako jedyna z pań wystartowała w kombinacji razem z chłopcami. Zgromadzeni na trasach Kubalonki bacznie obserwowali zawodniczkę na finiszu biegu, który trenująca od 2009 roku narciarka rozegrała doskonale i wyprzedziła na ostatnich metrach jednego ze swoich konkurentów.

 

- Trenowanie narciarstwa podpatrzyłam u brata, który zajmuje się właśnie kombinacją norweską. Pomyślałam sobie pewnego dnia, że to ciekawe i że mogłoby być to całkiem fajne zajęcie. I rzeczywiście takim jest – opowiada o początkach przygody ze sportami zimowymi zawodniczka PKS Olimpijczyka Gilowice, dla której bycie prekursorką nowej konkurencji jest powodem do dumy. Jej o trzy lata starszy brat jest jednym z najlepiej zapowiadających się juniorów, więc od początku miała się na kim wzorować. Gdy zaczęła regularnie ćwiczyć, zadebiutowała w zawodach międzynarodowych. Na skoczni normalnej w czeskim Frenstacie w sierpniu zeszłego roku była 17. w dobrze obsadzonym konkursie FIS Cup. Miesiąc później otarła się o podium FIS Carpathian Cup (do podium w rumuńskim Rasnovie zabrakło zaledwie 1,1 pkt. - przyp. red.). Dobre rezultaty doprowadziły ją po ukończeniu szkoły podstawowej do Szczyrku, gdzie w Szkole Mistrzostwa Sportowego rozwija się pod skrzydłami trenera Wojciecha Tomasiaka. Drugim ze szkoleniowców Twardosz jest koordynator ds. rozwoju skoków kobiet w Beskidach Wojciech Tajner, który w uczennicy pierwszej klasy gimnazjum widzi spory potencjał.

 

- Ania ma papiery na zostanie dobrą zawodniczką, ale nie wiem, jak to będzie w kontekście kombinacji norweskiej. Rzeczywiście lubi i chce biegać, trenujemy z nią obie konkurencje, co pozwala na starty w kombinacji, ale to jest jedna taka dziewczyna na cały kraj. Generalnie dziewczynki po przyjściu zazwyczaj wybierają albo jedno, albo drugie. U Ani zdecydujemy o tym za dwa-trzy sezony. Póki co ma się na nartach dobrze bawić. Można powiedzieć, że Twardosz jest w jakimś stopniu ewenementem. Utalentowanym ewenementem – zaznacza trener WSS Wisły w Wiśle i wymienia jej sukcesy. W sportowym curriculum vitae narciarki widnieje zwycięstwo w klasyfikacji generalnej młodziczek w skokowym Lotos Cup 2014 (pokonała m.in. późniejszą brązową medalistkę MP na igelicie Kingę Rajdę – przyp. red.), a także nieoficjalne drużynowe wicemistrzostwo świata dzieci, po które sięgnęła wraz z trzema kolegami (Szymon Jojko, Dawid Haberny i Patryk Hutyra) podczas zawodów FIS Schuler Grand Prix w Garmisch-Partenkirchen. Wszystkie sukcesy dotyczą jednak skoków narciarskich, które – w przeciwieństwie do kobiecej kombinacji – rozwijają się na świecie bardzo prężnie.

 

Wojciech Tajner: - Tam robi się powoli ruch, pieniądze, sponsorzy, zainteresowanie mediów. W kombinacji dziewczyn tego nie ma i nie sądzę, by prędko coś się ruszyło, choć od lat słyszymy o wielkich planach FIS. Żeby to ruszyło, musi powstać porządny centralny program, kampania, która nakłoni młode zawodniczki do treningu. Inaczej ta konkurencja nie powstanie, a Ania najprawdopodobniej przejdzie do samych skoków. Z rozsądku.

 

fot. dzięki uprzejmości SkokiPolska.pl/Julia Piątkowska

MICHAŁ CHMIELEWSKI