Po raz ostatni chcielibyśmy powrócić do sprawy tajemniczej kadry juniorów, która to ujrzała światło dzienne dopiero pod koniec września. Tym razem warto odnieść się do wypowiedzi Apoloniusza Tajnera dla portalu SportoweFakty.pl.

„Proszę pytać prezesa Andrzeja Wąsowicza. Nie biorę w tym udziału i nie podpisuję umów. Trzymam się z daleka zdając sobie sprawę, jakie to może budzić zastrzeżenia. To jest inicjatywa Śląsko-Beskidzkiego Związku Narciarskiego, a zarząd ją przyjął" - tłumaczy portalowi Sportowe Fakty Apoloniusz Tajner, prezes Polskiego Związku Narciarskiego. Jak Apoloniusz Tajner ocenia umiejętności trenerskie swojego syna? „Podobnie jak Roberta Matei. To był zawodnik, który również budził kontrowersje, a teraz jest doskonałym trenerem. Co do Tomisława mam bardzo podobną opinię" - zakończył prezes.

Czy coś Wam to przypomina? Jeśli nie, to warto powrócić do zeszłorocznej wypowiedzi udzielonej dla portalu PZN.pl po powołaniu Jana Klimko na stanowisko głównego szkoleniowca. „Co prawda Jakub Michalczuk zostaje w kadrze, ale to już była decyzja Jana Klimko. Zarząd PZN powołuje trenera głównego, ale to on sam montuje sobie zespół i nikt nie ingeruje mu w jego wybór, nie wciska nikogo. Klimko chce mieć łącznika pracy z poprzednich lat, więc wybrał na swojego asystenta Michalczuka" - tłumaczy Apoloniusz Tajner.

Co jeszcze? Rozważając kwestię krótkiego występu wokalnego Michała Wiśniewskiego na Pucharze Świata w skokach narciarskich w Wiśle nie sposób nie zwrócić uwagi na to, że według doniesień medialnych jego menadżerką jest Dominika Tajner. Polski Związek Narciarski musiał więc prawdopodobnie prowadzić negocjacje finansowe dotyczące występu z córką prezesa. Nie warto już nawet mówić o kolejnych przypadkach bliższej lub dalszej rodziny prezesa związanych z Polskim Związkiem Narciarskim, bo nie o to tu chodzi. Wiadomo, że środowisko sportów zimowych jest dosyć hermetyczne i trudno wymagać napływu ludzi znad morza. Chodzi tylko o pewną uczciwość.

Wypowiedzi Apoloniusza Tajnera wydają się być strasznie cyniczne. Okazuje się, że prezes o niczym nie decyduje, nikomu nic nie narzuca i wszyscy robią co chcą, a Apoloniusz Tajner umywa od tego ręce i tylko z pokorą akceptuje wszystkie decyzje. Być może statut (albo niższe rozporządzenia) PZNu potwierdzają, że wiele ostatecznych decyzji nie przechodzi bezpośrednio przez prezesa, ale odcinając się od wszelkich decyzji personalnych, Apoloniusz Tajner traktuje kibiców jak idiotów i w moim odczuciu jest to po prostu niesmaczne. Jest wiele niewidocznych stanowisk, a takie gierki z Jakubem Michalczukiem i Tomisławem Tajnerem mogą prowadzić tylko do negatywnego odbioru związku przez opinię publiczną. Jakby Jakub Michalczuk został zdegradowany nie na asystenta lecz na serwismena, a kadra Tomisława Tajnera od początku byłaby jawna, to z pewnością byłoby to inaczej odbierane. Niekoniecznie pozytywnie, ale na pewno inaczej niż obecnie.

Konrad Rakowski