Na kombinacyjnej stronie FISu co jakiś czas pojawiają się przedsezonowe raporty z różnych krajów. Zbytnio się nad nimi nie rozwodzimy, bo wszyscy w skrócie mówią, że trenują i będą walczyć. Czeski raport zainteresował nas jednak nieco bardziej, ze względu na to, że była w nim mowa o Krystianie Gryczuku.
.

Trener Czechów, Ludek Sablatura został zagajony przez dziennikarza FISu (zwanego także dla niepoznaki FIS media coordinatorem) o występ jego podopiecznych na Mistrzostwach Czech, gdzie zostali wyraźnie pokonani przez reprezentanta klubu Luks-Ski Lubawka, czyli Krystiana Gryczuka. „Mistrzostwa kraju były dla nas po prostu dobrym treningiem. Każdy zawodnik mógł tam startować na innych rolkach. Normalnie Gryczuk nie miałby szans" – tak podsumował reprezentanta Polski, trener Czechów.

"Może ma racje, tego nie wie nikt, jak w znanej piosence. Teraz łatwo powiedzieć, że Mistrzostwa Czech były dla nich treningiem. Jeżeli już, to słaby był ten trening. Proszę uwierzyć, że my szczególnie nie szykowaliśmy formy na ten start, jesteśmy w przygotowaniach do zimy i cieszy nas fakt pokonania tuzów w kombinacji norweskiej. Wielkiej euforii nie ma, bo pracować trzeba. Nie będę filozofem, zobaczymy zimą. Odnośnie reprezentanta, to proszę pamiętać, że póki co Krystian nie jest reprezentantem Polski. Nie pamiętam żeby nas tam ktoś ze związku zgłaszał" - skomentował dla Skipol-a trener Polaka, Wiesław Dygoń, który jak widać, nie pozostał obojętny na czeskie słowa, a także na polski wkład w ten mały sukces.

Głos w całej sprawie zabrał również Krystian Gryczuk: "Na pewno gdyby wszyscy mieli jednakowe nartorolki wynik nie byłby tak dobry, co nie oznacza ze byłbym bez szans i nie mógłbym powalczyć o podium po dobrym skoku. Nie byłem jedynym zawodnikiem, który startował na takich rolkach, a jednak wspomina się cały czas tylko o moim sprzęcie. Wynik nie przyszedł sam i bez wysiłku, a z tymi "szansami" to okaże się jeszcze w przyszłości ;)"

Konrad Rakowski