wantulok

Mateusz Wantulok to były kombinator norweski, trenował m.in. pod okiem Jana Szturca. Po zakończeniu kariery zawodniczej trenej naszej kadry w kombinacji norweskiej. Obecnie jest szkoleniowcem biegaczy w WSS Wisła.

 

Bożena Tyc: Miałeś okazję trenować kadre, jak wspominasz tą współpracę?
Mateusz Wantulok: Tak, to dobre słowo "okazja". Wspominam dobrze ten okres czasu. Sporo mnie to nauczyło. Miałem pod sobą najbardziej utalentowanych zawodników w Polsce. Zrobiliśmy krok do przodu, co napewno podbudowało mentalnie sportowców i uwierzyli w to, iż mogą się realizować na najwyższym poziomie. Związek również dostrzegł szansę zrobienia dobrego wyniku i postanowili pójść o krok do przodu zatrudniając szkoleniowca z zagranicy.

BT: Jak oceniasz obecną formę zawodników?

MW:Jedyne co mogę powiedzieć o formie naszych kombinatorów to, to co zaprezentowali na LGP. Gdzie napewno z bardzo dobrej strony pokazał się Szczepan Kupczak, Adam Cieślar z kolei wraca do wysokiego poziomu biegowego. Ciężko powiedzieć jak wygląda ich dyspozycja na ten moment. Z tego co można czasem przeczytać, to całe przygotowanie przebiega bezproblemowo.


BT: Czy Twoim zdaniem sytuacja kombinacji w Polsce idzie w dobrym kierunku?

MW: Jeśli chodzi o młodzież, niestety nie jest kolorowo. Jeśli pójdzie to w tym kierunku, za parę lat w Polsce będziemy mieli wyjątki które będą trenować tą dyscyplinę. Przypuszczam, że będą to wyłącznie dzieci naszych byłych zawodników trenujących w przeszłości kombinację norweską.


BT: Teraz jesteś trenerem w Wiśle, jak wygląda współpraca z biegaczami i jakie macie cele na nowy sezon?

MW: Tak od maja rozpoczęła się moja współpraca z WSS Wisła. Na początku nasza grupa liczyła ok. 12 dzieci, aktualnie rozrosła się do ok. 30. Napewno mamy sporo pracy przed sobą i rezerw w każdej strefie motorycznej. Cele różnią się od tych, które przyświecały w kadrze. Raczej nie możemy mówić o celu na ten sezon, czy następny, bo nie o to w tym chodzi, a celu na następne parę lat. Moim głównym zadaniem jest wykorzystanie potencjału każdego okresu rozwojowego dzieciaków i spożytkowanie go na tyle ile się da (najlepiej w 100%), aby cały proces szkolenia miał ręce i nogi. Na tym etapie nie przywiązuje zbyt dużej uwagi do wyników, nie mówię, że nie cieszę się kiedy zawodnik wygrywa zawody, ale satysfakcja jest jeszcze większa jeśli zrobiliśmy to jak najmniejszym kosztem tego dziecka. Jest to obszerny temat i często bardzo wrażliwy.

 

BT: Wystąpiłeś jako trener w jednym z odcinków Sanatorium Miłości w TVP1, czy trenowanie seniorów jest łatwiejsze od pracy z młodzieżą?

MW: Jak dla mnie nie ma "łatwiejszych" grup wiekowych. Każda wymaga od trenera czasu, poświęcenia, ciężkiej pracy , odpowiednich metod treningowych itd. Trener musi być jak lekarz, przede wszystkim nie może zaszkodzić.


Z Mateuszem Wantulokiem rozmawiała Bożena Tyc

 

p.s na zdjęciu trener Wantulok z czasów kariery zawodniczej