Kombinacja_podsumowanie_fot_FIS

Emocje opadły, zimowe Święta Wielkanocne minęły, zegarki zostały przestawione na czas letni i choć gdzieniegdzie w Polsce jeszcze da się pobiegać na nartach, powoli przerzucamy się na sezon ogórkowy albo ewentualnie nartorolkowy. Jednak aby nie zapomnieć jeszcze o minionej zimie, czas powrócić do niej z pomocą naszego alfabetycznego podsumowania minionego sezonu dwuboistów, którzy dziwnym trafem ani w Polsce, ani nawet w Niemczech nie cieszą się największą popularnością.    

 

A jak Ambitny Akito Watabe. Proszę Państwa, oto on. Ten, który niegdyś nosił na Skipolu i nie tylko pseudonim wiecznie drugiego, ponieważ nie potrafił uporać się z klątwą dominującego Erica Frenzela. Oto w minionym sezonie Japończyk już przestał być wiecznie drugim i w zamian stał się niemal wiecznie pierwszym. 14 lokat na podium, w tym 8 zwycięstw doprowadziło Japończyka do upragnionego i wyczekanego triumfu w klasyfikacji generalnej PŚ. Na 61 lokat na podium ogółem reprezentant z Kraju Kwitnącej Wiśni, nota bene rodak długowiecznego Noriakiego Kasai, ma 23 drugie miejsca, 17 pierwszych miejsc i 21 trzecich. Może w przyszłym sezonie poprawi statystykę i już także liczbowo przestanie być najczęściej drugim.

 

C jak czas, tego z pewnością potrzebują nasi kombinatorzy, jak zauważa Adam Małysz w rozmowie z Dariuszem Wołowskim z Gazety Wyborczej, pytanie tylko, czy w obliczu stawiania przede wszystkim na przynoszące (i pochłaniające zresztą) spore pieniądze skoki zostanie jeszcze środków, by zainwestować w kombinację, która nie oszukujmy się, podupada. Może gdybyśmy mieli Kamila Stocha dwuboju, to coś by się ruszyło, zwłaszcza w kwestii medialnego rozgłosu, ale na to się raczej nie zanosi, a przy stanie infrastruktury skokowej i biegowej nie mamy co liczyć na sukcesy. Czy czas wystarczy, trudno powiedzieć, bo w profesjonalnym sporcie oprócz talentu, ciężkiej pracy i szczęścia potrzebne są też inwestycje.

 

D jak dyrektor, czyli Adam Małysz. Dokumenty twierdzą, że Małysz dyrektoruje skokom i kombinacji norweskiej, ale jak to często bywa, teoria z rzeczywistością ma niewiele wspólnego. Póki co z pewnością Małyszowi zawdzięczamy zagranicznego trenera Winkelmanna, pytanie, czy współpraca kombinatorów ze skoczkami, a zwłaszcza z trenerem Horngacherem i dysponowanym przez niego sprzętem rozwinie się na tyle, by kombinatorzy zrobili krok do przodu. O ile zgodzę się, że faktycznie noszenie sprzętu za kombinatorami nie jest szczególnie potrzebne, bo raczej potrafią sami wziąć swój plecak, o tyle jeśli chcemy mieć wyniki (a powinniśmy chcieć), to w sport trzeba zainwestować, „stety” bądź niestety. W końcu mówią, że jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz, więc trzeba by jakoś to sportowe łoże wygodnie pościelić.    

 

E jak Eric Frenzel. Ma chłop jaja, muszę przyznać. Znudziło mu się przedstawienie pt. „Walczą wszyscy, a na końcu i tak wygrywa Frenzel”, więc odpuścił sobie Puchar Świata (w końcu ma już cztery i na koncie 29 wiosen), a zarzucił wędkę na olimpijskie medale. I jak sezon ogółem miał wyjątkowo przeciętny w porównaniu do przeszłości, tak na igrzyskach wycelował z formą prosto w środek tarczy. Z PyeongChang przywiózł trzy medale, zostając mistrzem olimpijskim w drużynie i na normalnej skoczni (broniąc tytuł sprzed czterech lat), a na dużej dokładając brązowy krążek. Tym samym powiększył swój olimpijski dorobek dwukrotnie, bowiem w Vancouver zdobył jeden brąz, a w Sochi medal srebrny i złoty. Celność godna pozazdroszczenia.  

 

F jak forma, której naszym kombinatorom jakby brakowało. Szczególnie mam tu na myśli formę skokową Adama Cieślara, która, mówiąc oględnie, nie zachwycała. O ile wiemy, że dwuboistę z Istebnej stać na skoczni na wiele, co już udowadniał nieraz w przeszłości, tak minionej zimy częściej plasował się na końcu stawki jeszcze przed biegiem, do czego przyzwyczajeni jednak nie byliśmy. Sytuacja wygląda dość osobliwie, zwłaszcza że trenera Winkelmanna sprowadzono przede wszystkim po to, by dyspozycję na skoczni znacząco poprawić, bo wszyscy się zgadzali, że biegowo było całkiem nieźle. Albo coś nie zagrało, albo musimy trzymać swoje oczekiwania w ryzach i na wodzy.

 

M jak Media. Te żyją kombinacją od igrzysk do MŚ i od MŚ do igrzysk, chociaż określenie „żyją” i tak jest nadużyciem. Z jednej strony trudno się dziwić tym największym portalom sportowym, że chcą pisać przede wszystkim o sukcesach, które przynoszą inne dyscypliny, ale z drugiej strony brak zainteresowania nic dobrego kombinatorom nie przynosi. Jak mówię komukolwiek, o czym piszę na Skipolu, większość robi wielkie oczy, a najbliższa rodzina już się przyzwyczaiła, że oglądam jakieś skoki i jakieś  biegi, ale nie te, gdzie startują Stoch i Kowalczyk.  

 

O jak oczekiwania. Nie ma się co oszukiwać, po obfitym w niezłe wyniki, tfu, w najlepsze wyniki w karierze naszych kombinatorów z końcówki minionego sezonu, po Dannym Winkelmannie i niemieckiej myśli szkoleniowej spodziewaliśmy się wiele. Jak jest, każdy widzi i widzi tyle, że prawdopodobnie spodziewaliśmy się nieco za dużo. Pozostaje pytanie, dlaczego wyszło, jak wyszło. Wprawdzie faktycznie, po jednym sezonie trudno oczekiwać cudów, ale wyniki Adama Cieślara na skoczni mogły też przerażać. Czy w przyszłym sezonie przyjdzie nam zweryfikować oczekiwania wobec niemieckiej myśli szkoleniowej, czas pokaże.

 

P jak przepaść, która dzieli pięć najlepszych ekip w kombinacji i resztę stawki. Reprezentacje Norwegii, Niemiec, Austrii, Japonii Finlandii trzymają się nieźle, swoją drogą może dlatego, że tam akurat mają śniegu i obiektów do treningów pod dostatkiem (niech pożyczą). Dalej wspomniana przepaść. Szósta Francja straciła w Pucharze Narodów do piątej Finlandii ponad 1200 punktów, siódme Włochy do Francji dokładnie tysiąc. W kolejnym koszyku są Estonia, Czechy, Stany Zjednoczone i Polska, szkoda. Dalej już tylko Szwajcaria, Słowenia, Rosja i Ukraina. Wygląda zatem na to, że status quo w kombinacji w tej materii ma się dobrze i nie zamierza ustępować ze stanowiska.  

 

R jak regres. Nie tylko niektórzy polscy kombinatorzy zaliczyli w minionym sezonie regres. O tym samym mogą mówić Czesi. Z ósmego miejsca w Pucharze Narodów w sezonie 2016.2017 spadli na lokatę numer 9 w minionym, ale punktów uzbierali o 200 mniej. Trudno mówić o regresie u Niemców, bo o ile faktycznie wyniki mieli może nieco gorsze od tych, do których nas, dziwolągów oglądających zawody dwuboistów, przyzwyczaili, to raczej szczególnie lotów nie obniżyli, trochę wyrównała się za to stawka w czołówce.   

 

S jak Słowiok Paweł. Jeśli możemy mówić o progresie w polskiej kadrze (swoją drogą też na „P”), to chyba głównie w przypadku Pawła Słowioka. Wprawdzie punktów zdobył o 3 mniej niż w sezonie 2016/2017 (25 do 28), ale punktował pięciokrotnie, czyli najczęściej spośród podopiecznych Winkelmanna. O cztery „oczka” więcej zdobył Kupczak, ale punktował czterokrotnie, a Adam Cieślar zaliczył regres i w czołowej trzydziestce znalazł się tylko raz, w norweskim Oslo, zajmując 24. miejsce. Do tego Słowiok nieźle zaprezentował się na igrzyskach olimpijskich, w swoim debiucie zajął 22. miejsce na normalnej skoczni (uzyskując 12. czas biegu!) i 29. na dużej.

 

W jak Wytrwały Wojciech Marusarz. Naczekał się chłopak na debiut w zawodach PŚ, ale się doczekał. i chociaż może nie wypadł on tak, jak sam zainteresowany by tego oczekiwał, ale pokazał, że jak się chce, to można spełniać marzenia, choćby te początkowo nierealne. Czy mogło być lepiej? Pewnie tak, ale sam zapał i zaangażowanie zawodnika, który by pojechać na zawody Pucharu Kontynentalnego do USA, sam musiał znaleźć na taki wyjazd środki, zasługuje na uznanie.

 

Z jak zmiana sił. O ile w poprzednich sezonach jeśli chodzi o zmagania drużynowe, na czele byli Niemcy i dalej długo, długo nic, o tyle minionej zimy nastąpiła widoczna zmiana. Klasyfikację generalną Pucharu Narodów, wprawdzie o czubek skokowego i biegowego buta, ale jednak, wygrali Norwegowie. Nad niepokonanymi wcześniej Niemcami, którzy rywali połykali na pierwszym okrążeniu, mieli 130 punktów przewagi. Niemcy już się może i nawygrywali, ale mieli swoją drogą pecha, bo przegrać w kilkumiesięcznej rywalizacji o 130 punktów, to nic przyjemnego.  

 

P.S. Brakuje jeszcze E jak emerytura, ale duży tekst o pożegnaniach z wyczynowym sportem przedstawicieli biegów, kombinacji biathlonu czeka na swoją kolej.

 

Z posezonowymi pozdrowieniami,

Kasia Nowak

fot. FIS