„Co się Panu może w śniegu stać? Miękkie to, białe..” To miękkie, białe, a im bardziej dziewicze i niezmącone ludzkim śladem, tym bardziej pociąga narciarzy, co na przełaj pokonują wzniesienia Beskidu Wyspowego. 

 

Idealna zima, to taka z obfitymi opadami śniegu, wypełniona tylko mroźnymi dniami. Nie pokazuje odwilżowych fochów i ścina na dni 60 lodową pierzyną, na której warstwami odkłada się śnieg – na przemian suche i puszyste dendryty, żaden nie podobny do innego, krupcie, te drobne lodowe kuleczki, bezładna ale skutecznie kryjąca masa mokrego śniegu. Ideału nie ma, ale my, w tych zimowych nastrojach, ustrzeliliśmy dwa wspaniałe dni narciarskiego święta - DRAPY.

 

14 stycznia zdobyliśmy pasmo Jasienia, Kutrzycy i Krzystonowa z grzbietem niedbale posmarowanym śniegiem jak rant tortu tylko na własny użytek. Niezwykle to atrakcyjne dla oczu zjawisko śniegowe, choć przecież… zwykła zaspa. Jasień zazwyczaj markotny, zachmurzony, jakby chciał nas wygonić, a my go jak nie z tej, to z innej strony. Tak i tym razem, powtórzywszy trasę z pierwszego roku DRAPY poszerzoną o skok na Mogielicę, zaliczyliśmy ponad 20 km pięknej narciarskiej wędrówki ze sporym przewyższeniem. W limitowanym (25 osób) komplecie wędrowaliśmy stokówkami, nieco bardziej stromymi i wąskimi leśnymi ścieżkami. Gdzieś w tej drodze stuknął nam już dwusetny kilometr DRAPY.

 

15 stycznia na „wycieczce donikąd” wędrowaliśmy ok. 16 km otoczeni najpiękniejszymi widokami Wyspowego. Nie zdobyliśmy żadnego nazwanego szczytu, za to odwiedziliśmy pagórek, któremu ucieramy adekwatny przydomek – Belweder. Dużą przestrzeń wykorzystaliśmy na doskonalenie technik zjazdowych, ale przede wszystkim  syciliśmy oczy – to była okazja do lepszego poznania topografii Beskidu Wsypowego.

 

GALERIA FOTO (Biegówki pod Tatrami)

 

RELACJA FILMOWA (Pablo Koguto - Czarna Herbata)

 

Kolejne wędrówki z cyklu DRAPA 2017 już 18 i 19 lutego. Zapraszamy!

Zimowy Beskid Wyspowy

 

Subiektywna relacja Łukasza, który z DRAPĄ wędruje od pierwszej wycieczki w 2011 roku:

 

DRAPA 2017 - smak zimowej przygody pod niebem Beskidu Wyspowego!

 

Wspaniała beskidzka przyroda, cisza i przyjemny szum nart pod stopami uśmiechniętych entuzjastów turystyki narciarskiej. Tak, tu można prawdziwie odpocząć, męcząc się jednocześnie, a na koniec szczerze się uśmiechnąć. Niewiele potrzeba! Lekki sprzęt narciarski, niewielki ekwipunek, ubiór niekrępujący ruchów. Wystarczy uwolnić wyobraźnię no i … piętę! Kto chce, może trochę marudzić, zostać w tyle i kontemplować niepowtarzalny krajobraz. Inni mogą wykonywać strome podejścia wprost  jodełkując, trawersując lub zapinając foki. Jeszcze inni lubują się w szlifowaniu techniki zjazdu telemarkiem w śnieżnym puchu. Pełen przekrój postaw i pozycji narciarskich. W styczniowy weekend nie było nudów, pomimo 5 już edycji DRAPY! Przygoda czekała za rogiem, a raczej za drzewem i na kolejnej zaśnieżonej leśnej polanie czy łące, stokówce, zjeździe, wymagającym podejściu...

 

W pierwszym dniu "atakujemy" Jasień, a tajemniczy urok i scenografię zapewnia prószący śnieg, mgła i lekki wiatr. Drapowicze łapią chwilę i robią dziesiątki zdjęć. Gdyby śnieg miał smak, można by powiedzieć, że białe beskidzkie góry-wyspy to piramidy bitej śmietany z truskawką lub wisienką na szczycie, do której zmierzają łasuchy na nartach przełajowych. W roli wisienki na szczycie było oczywiście tradycyjne ognisko z kiełbaskami, ale przede wszystkim niepowtarzalne widoki. Przy ognisku zaś wymiana narciarskich doświadczeń i wrażeń z innych narciarskich wypraw. W drodze powrotnej ze szczytu Jasienia, otrzymujemy nagrodę - niebo lekko się przeciera i słońce "puszcza do nas oko", a to oznacza foto-pamiątkę pięknej wyspowej panoramy i...

 

Podczas odpoczynku przy mogielickiej pętli narciarskiej okazuje się, że w śniegu, bynajmniej nie z przegrzania, (no chyba, że właścicieli) zanurkowały aż 2 telefony, opuszczając swoich rozentuzjazmowanych właścicieli. Endorfiny i optymizm uczestników Drapy podpowiadają organizację ekipy poszukiwawczej. Dzielimy DRAPĘ na pół – w drodze po zagubiony telefon i w przeciwnym kierunku – na szczyt Mogielicy.  Ekipa poszukiwawcza odnotowuje sukces, odnajdując "igłę w stogu siana"- niewiarygodne! (Nie dość powiedzieć, że w drugim dniu "drapowania" zapał i optymizm nie stygnie, ponieważ kolejna ekspedycja kończy się sukcesem – znajduje się drugi z telefonów, który nadal działa po prawie dobie leżenia w śniegu).

 

Po powrocie do bazy - czym chata bogata! Zmęczeni, lecz szczęśliwi uczestnicy na własnej skórze, a raczej kubkach smakowych i pustych żołądkach, poznali sens tego przysłowia, zajadając w Dobrej Chacie gorące przysmaki przygotowane przez organizatorów (Karolinkę). Jeszcze słowo o drapowiczach. Zjechali się z kilku województw – śląskiego, dolnośląskiego, mazowieckiego, podkarpackiego, małopolskiego, świętokrzyskiego… Byli z nami między innymi początkujący Wiesław z Wrocławia, który postanowił zasmakować narciarskich wędrówek, doświadczony Grzegorz z ekipą z Katowic od telemarku, niezastąpiony Paweł, który niestrudzenie filmuje nasze poczynania (z wytwórni Czarna Herbata https://www.youtube.com/user/pablokoguto)

 

Czas wspomnieć o tzw. sprawcach całego zamieszania, czyli niezmordowanych i pełnych entuzjazmu ludziach ze stowarzyszenia (Zimowy Beskid Wyspowy). To Karolina, Tomek, Paweł, nieprzerwanie od 5 już lat zwołują entuzjastów BC na narciarską przygodę:)


Zapisujcie więc w swoich kalendarzach daty przeznaczone na zimowy przyjazd na DRAPĘ! :)