fischer

W Krzywej - Banicy w sobotę 30 stycznia rozegrano Otwarte Mistrzostwa Gorlic w narciarstwie klasycznym o Lampę Ignacego Łukasiewicza. Wybrałem się tam by przetestować Fischery RCS Crown w warunkach startowych.

 

Wszystkim zaskoczonym, że w ten weekend, pomimo odwilży, udało się rozegrać jakiekolwiek zawody spieszę z wyjaśnieniem, że w Beskid Niski ona nie zawitała. W Krzywej nawet o niej nie słyszeli, podobnie jak o fotokomórce do pomiaru czasu, ale dziś nie o tym.

 

Na początek krótko o warunkach na trasie. Temperatura w okolicach zera po lekkim przymrozku w nocy. Śnieg przykryty półcentymetrową warstwą lodu (z ostatnich opadów marznącego deszczu), mokry, jeszcze nie przeobrażony. Ogólnie warunki szybkie, ale trudne z uwagi na lód. Do tego mgła i porywisty wiatr.

 

Trasy w Krzywej przebiegają po łąkach. Śniegu było trochę za mało, żeby wycisnąć solidne tory ratrakiem. Rozwiązaniem zastępczym były znaczniki ciągnięte za skuterem, jednak wyciśnięte w ten sposób tory były niezbyt głębokie i nierówne. Kretówki i nieliczne przetarcia organizatorzy sumiennie zasypali. Zaplanowany dystans 10 kilometrów składał się z trzech 3-kilometrowych pętli. - Warunki jak na typowym polskim biegu masowym.

 

Smarowanie

Klistry! Tu koncepcji było jak zwykle tyle co i głów. Mogę od siebie powiedzieć, że pomagałem kolegom smarować KR30 (ICE) ze Swixa, który zacieraliśmy VR30. Chłopaki mówili, że było nieźle i co ważnie wytrzymało do końca. Część zawodników zdecydowała się biec na "gołych" tj. nieposmarowanych na trzymanie nartach, ale dobrze dobrane smary na trzymanie nie przekreślały niczyich szans. Co z resztą widać było po wynikach.

 

Bieg

Z uwagi na trudne warunki organizatorzy zdecydowali się zmienić start wspólny na indywidualny co minutę. Przypadł mi pierwszy numer startowy i "przyjemność" przecierania torów. Niestety było to słychać, każde ziarenko lodu w torach powodowało "granie" łuski. A co za tym idzie hamowanie jazdy.

 

Na kolejnych pętlach było niewiele lepiej. Częste zmiany kierunków, niezbyt równe tory i przede wszystkim garby - ukryte pod śniegiem kępy trawy mocno dawały się mojej łusce we znaki. Charakterystyczne "granie" towarzyszyło mi przez większość trasy. 

 

Dzisiejsza trasa obnażyła chyba wszystkie wady RCS Crown. Wcześniej miałem okazję przetestować je na trasach w Ptaszkowej. W równych i głębokich torach niemal nie było ich słychać, a jazda niewiele różniła się od łyżwówek - dziś grały przez większość trasy.

 

Z drugiej strony nie mogę powiedzieć, żeby narty mi nie jechały. Wszystkie proste, zwłaszcza lekko pod górę (na jednokrok) były moje. Przyjemnie było poczuć jak z każdym krokiem ubywa dystansu. Trzymanie też było w porządku, poza dwoma miejscami. Na zakrętach na początku i na końcu podbiegu zebrało się trochę sypkiego śniegu (coś jak cukier) i tam było słabo. Na plus również typowo wyczynowa "praca" narty, ale to chyba oczywiste w RCS-ach.

 

Wyszło trochę pesymistycznie, a nie takie było moje zamierzenie bo biegło mi się całkiem dobrze. Po prostu, fani prędkości (do których się zaliczam), oraz zawodnicy i walczący o najwyższe cele amatorzy nie będą do końca zadowoleni z RCS Crown w takich, dość trudnych, warunkach. Umiejętnie dobrane klistry dawały równie dobre "trzymanie" przy mniejszym "tępieniu" jazdy. Ale już mniej doświadczeni "smarowacze", bojący się całkowitej wpadki, biegnąc na łusce moim zdaniem się nie zawiodą.

 

Moje odczucia po dzisiejszym dniu są niejednoznaczne. Po wcześniejszych próbach wiem na co stać te narty, a moje oczekiwania zostały poważnie skonfrontowane z rzeczywistością. Z drugiej biegło się całkiem przyjemnie, było się z czego odbić (zarówno pod względem trzymania jak i sprężystości narty), a dystans dosłownie znikał w oczach. Szkoda tylko, że brakowało miejsc gdzie mógłbym się rozpędzić i wykorzystać potencjał nart.

Podsumowując, narty owszem do ścigania, ale na przygotowanych trasach, na naszych "partyzanckich" trochę ich żal.

 

Na koniec krótko o wynikach. Klasyfikację Open wygrał Dawid Bril przed Kubą Twardowskim, a na trzecim miejscu uplasowali się ex-aequo Jacek Staroń i Mateusz Kuruc. Który byłem, nie wiem, jak organizatorzy opublikują wyniki to je tu podlinkuję (Obiecane WYNIKI). Cóż taki już urok startowania w Krzywej.

 

Więcej o trasach w Krzywej - Banicy na snieznetrasy.pl

 

Hubert Koszyk - kiedyś zawodnik, dziś bardziej amator. Więcej uwagi niż własnemu treningowi poświęcam udzielaniu wskazówek młodszym kolegom z UKS Hańczowa. RCS Crown to mój pierwszy kontakt z łuską, więc "test" w 100% subiektywny.