jakuszyce

Pamiętam jak jeszcze parę lat temu na Polanie Jakuszyckiej biegało się niemal samotnie. Nikt na nikogo nie krzyczał, nikt nikogo nie poganiał. Było rodzinnie, miło, spokojnie. Urzekł mnie wtedy ten klimat - bez tzw. lansu. Kiedy on wróci?

Nie ważne w czym, ważne, że do przodu. Uśmiechnięci biegacze zagadywali początkujących, udzielając cennych wskazówek. Nikt nikomu nie prawił złośliwości, nie obrażał się na zwracaną uwagę. Tak było i mam nadzieję, że te czasy jeszcze wrócą.
Póki co rzeczywistość wygląda inaczej, a wielu biegających po prostu dało sobie spokój z jakąkolwiek reakcją widząc, że najdrobniejsze interwencje nie mają sensu. Nikogo nie dziwi już widok dzieci zjeżdżających na sankach po szlakach narciarskich, tylko wciąż zastanawiam się gdzie są mądrzy rodzice.
Coraz mniej bulwersuje sprawa biegających luzem psów, co - przy obecnych warunkach śniegowych - optymizmem nie napawa, szczególnie w kwestii tego, co po owych zwierzątkach pozostaje. Niektórzy z nas, użytkowników tras, wciąż strzępią sobie gardło zwracając uwagę. Efekt? Żaden.
Mało kto reaguje na grupy stojących na całej szerokości trasy turystów; na poruszanie się pod prąd, na pozbawione rozsądku używanie telefonów komórkowych podczas biegania.
Jasne, każdy kiedyś się uczył, ale - to nie zwalnia nas z myślenia o sobie i innych, szczególnie w kwestii bezpieczeństwa. Nie pomagają wpisy na forach, apele. Smutne.
Dziś zmartwiła mnie jeszcze jedna rzecz - kradzież. Najzwyklejsza w świecie, najprostsza. Dotknęła mojego przyjaciela, więc tym bardziej mnie martwi, jak ktoś, kto podczas treningu ma czelność ukraść komuś sprzęt. Nie pamiętam, żeby coś takiego zdarzyło się wcześniej. Jeśli nawet coś znikało - wynikało to z ludzkich błędów i niewinnych pomyłek. I zawsze wracało. Tak było. Jak jest teraz? Każdy z nas, biegaczy widzi i pewnie skrycie marzy, że dawna kultura biegania wróci z całą swoją uczciwością, radością i bezinteresownością. Różnie mówią o nadziei, ale ja wciąż ją mam i wierzę, że z Nowym Rokiem wrócą stare, dobre zwyczaje.