biathlon

IBU - International Biathlon Union, to, krótko mówiąc, Światowa Organizacja Biathlonu, na której czele stał dotychczas Anders Besseberg. Wydawać by się mogło, że funkcjonowała przez lata bez zarzutu, jednak tylko mogłoby się wydawać. 

 

 

To, że rosyjscy sportowcy sportowcami nazywać się już raczej nie powinni, wie każdy, jednak istniała mała nadzieja, że ludzie spoza tej "dopingowej" federacji będą strażnikami uczciwego wyczynowego sportu. Otoż pomału można zacząć powątpiewać w jakąkolwiek uczciwość. 

 

Anders Besseberg, przez lata był prezydentem Światowej Organizacji Biathlonu, jednak wskutek działań norweskiej i austriackiej policji, których przedstawiciele doszukali się oszustwa ze strony prezesa, już nim nie jest. 

 

Otóż ukrywano doping rosyjskich biathlonistów, przyjmując łapówki w sporych kwotach od rosyjskiej Federacji i to także przez czlonków zarządu, a nie tylko samego prezesa. Wszystko po to, by Mistrzostwa Świata odbyły się w rosyjskiej miejscowości  Tjumenii. Aby tego było mało, 72- letni prezydent miał podobno korzystać z usług prostytutek i jak donosi norweski dziennik "Verdens Gang, ukrył 60 przypadków dopingu rosyjskich "biathlonistów".

 

W dzisiejszych czasach to się nazywa sportem?!

Gdzie podziała się idea o wspołzawodnictwie i zasadach Fair Play. Zjawiska tego rodzaju wypaczają ową ideę i często można mieć wrażenie, że nie pokonywanie własnych słabości, nie dążenie do profesjonalizmu czy poszanowanie swoich rywali, a zabieganie o pieniądze, sławę i tworzenie "kariery", a co za tym idzie historii, ktora nie powinna mieć miejsca...

 

 Prezydent IBU Anders Basseberg oraz sekretarz generalna Nicole Resch opuścili stanowiska i czekają na dalszy rozwój sytuacjii. 

 

Miejmy nadzieję, że szybko się rozwiąże. Choć borąc pod uwagę fakt, że to wszystko trwało przez około 10 lat, może być mały problem. 

 

zdjecie: www.shutterstock.com

 

Natalia Surdyka