pitoń

Po Kindze Mitoraj nasz portal przepytał kolejną polską biathlonistkę. 30-letnia Karolina Pitoń, bo o niej mowa, jest wicemistrzynią Europy juniorek z 2008 roku. Obecnie nie znajduje się w naszej kadrze seniorek, ale regularnie występuje w Pucharze IBU, czyli w tzw. drugiej lidze. Reprezentuje BKS Wojsko Polskie Kościelisko. Jest żołnierzem zawodowym.

 

Maciej Mikołajczyk: Sprint w zawodach Pucharu IBU w Obertillach ukończyłaś na 29. miejscu. Byłaś jednak jedną z najszybszych biathlonistek w biegu. Gdyby nie słabe strzelanie, byłabyś w ścisłej czołówce. Jak oceniasz swój występ i swoją obecną formę?

 

Karolina Pitoń: Myślę, że był to dobry występ, szczególnie, jeśli chodzi o bieg. Nie ukrywam, że w przeciągu kilku ostatnich lat nie należałam do czołówki Pucharu IBU w strzelaniu i jak widać, nic się pod tym względem nie zmieniło. Nie chodzi tu tylko o celność, ale również o sam czas spędzony na strzelnicy. Ciężko rywalizować z czołówką, gdy przygotowania do sezonu ograniczają się praktycznie do przygotowań klubowych, gdzie rozpiętość zawodników z racji wieku jest ogromna. Muszę przyznać, że jestem najstarszą reprezentantką BKS WP Kościelisko, jednakże Adam Jakiela stara się dopasować trening tak, żebyśmy wszyscy mogli zrealizować go jak najlepiej i mu się to doskonale udaje. No cóż, jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Dlatego też przestałam przejmować się warunkami i obiektem, jakim dysponujemy w Kościelisku, a skoncentrowałam się na realizacji zadań treningowych. Muszę tu zaznaczyć, że dużym oparciem jest dla mnie Wojsko Polskie. Jeśli chodzi o formę, to myślę, że jest aktualnie niezła, ale to są dopiero trzy tygodnie na śniegu, więc liczę, że będzie ona coraz lepsza.

W jednym z wywiadów przyznałaś, że schudłaś sporo kilogramów i teraz biega Ci się znacznie lżej. Stosujesz jakąś dietę? Jak wygląda codzienne menu Karoliny Pitoń?

- Faktycznie - od zeszłego roku schudłam cztery kilogramy. Z pewnością nie noszę teraz dodatkowego karabinu na plecach. Diety nie mam żadnej, jedynie staram się nie jeść słodyczy i unikać chleba. Zbędne kilogramy straciłam raczej poprzez ciężką pracę na treningach. 

 

Jesteś wicemistrzynią Europy juniorek z czeskiego Nowego Miasta. Od tego sukcesu minęła już prawie dekada. Pamiętasz jeszcze te zawody? Ten wynik uznajesz za swoje największe osiągnięcie?

- Mam niesamowitą pamięć do zdarzeń z przeszłości. To śmieszne, ale pamiętam nawet profil trasy w Nowym Mieście, gdzie był rozgrywany sprint. Niestety została ona już zmieniona. Pamiętam, że jak wybiegłam na ostatnią pętlę, usłyszałam doping od swojego fizjoterapeuty. Św. pamięci Jerzy Padło krzyczał do mnie: „Karolina, to jest medal, tylko trzeba to wytrzymać”. Gdy dobiegłam na metę, ściągnęłam narty i karabin, ubrałam się i poszłam do przebieralni, czyli tzw. „budy”. W ogóle nie docierało do mnie to, co się wydarzyło. Nagle wszyscy przybiegli i zaczęli mi gratulować, a później odbyła się dekoracja. Do dziś pamiętam, że nie wiedziałam, jak mam się zachować. Wszystko to było dla mnie takie dziwne, nowe, ale z drugiej strony miłe i wiedziałam, że tego dnia długo nie zapomnę. Było to dokładnie 22 lutego, czyli w urodziny mojego klubowego trenera. Po ceremonii zadzwoniłam do niego i złożyłam życzenia, kończąc: „życzy wicemistrzyni Europy”. Myślę, że oboje byliśmy tym faktem wzruszeni. Jeśli chodzi o kategorię juniorek, to na pewno był to mój największy sukces w karierze, z kolei w rywalizacji z seniorami jest nim czwarte miejsce podczas Pucharu IBU w Dusznikach-Zdroju.

 

Za nami święta Bożego Narodzenia. Jak obchodziła je w tym roku Karolina Pitoń?

- Karolina Pitoń jest niesamowicie rodzinna. Uwielbiam spędzać czas z moimi bliskimi, a święta Bożego Narodzenia są moimi ulubionymi świętami. Muszę przyznać, że jestem miłośniczką robienia prezentów na każdą okazję, szczególnie tych świątecznych. Ten czas to dla mnie także okres, w którym mogę na nowo doładować swoje akumulatory, by ponownie móc spakować swoje torby i ruszyć na kolejne zmagania w Pucharze IBU. Jeśli chodzi o wigilijne potrawy, to uwielbiam ryby, więc z przyjemnością jem karpia z kapustą z grochem i ziemniakami.

 

Poza biathlonem interesujesz się łyżwiarstwem szybkim. Miałaś kiedyś styczność z panczenami?

- To prawda. Kibicuję od lat mojej koleżance Luizie Złotkowskiej oraz całej reprezentacji panczenistów. Ściskam kciuki za nich każdym razem, gdy startuje Puchar Świata. Luiza i ja jesteśmy absolwentkami Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Zakopanem i przez trzy lata chodziliśmy razem do tej samej klasy.

 

Jakie są twoje plany i cele na dalszą część tego sezonu?

- Nie umiem do końca odpowiedzieć na to pytanie, bo nie wiem, na ile moja forma będzie rosła. Koncentruję się na tym, co jest teraz, i nie staram się wybiegać za bardzo w przyszłość. Chciałabym jednak zaliczyć parę udanych startów w Pucharze IBU - satysfakcją byłaby czołowa „10” i oczywiście jak najlepszy występ na mistrzostwach Europy.

 

Wywiad z Karoliną Pitoń przeprowadził Maciej Mikołajczyk

fot. biathlon.pl