Mirosław Graf

- Kupiłbym sobie Mercedesa, ale nie mam pieniędzy. A kredytu na zbytki brać nie wypada – mówi o organizacji zawodów Pucharu Świata nowy burmistrz Szklarskiej Poręby. Mirosław Graf przyznaje, że choć ideę popiera, musi sprawdzić, czy ma ona sens.

 

Wybory samorządowe to gorący okres dla lokalnych społeczności. Po 2. turze wyborów na stanowisku burmistrza Szklarskiej Poręby Grzegorza Sokolińskiego zmienił człowiek, którego środowisko narciarskie zna doskonale. Mieszkańcy na nowego gospodarza wybrali byłego skoczka, trenera, i m.in. działacza PZN Mirosława Grafa. I chociaż z perspektywy kibica wydaje się, że taka osoba wprowadzi lokalne narty na poziom międzynarodowy, sam zainteresowany tonuje nastroje.

 

- Muszę zastanowić się, czy organizacja w naszym mieście zawodów Pucharu Świata ma w ogóle sens. Najbliższą edycję zaplanowano na początek 2016 roku, a to wbrew pozorom niewiele czasu, by odpowiednio się do niej przygotować. Jest wiele plusów, ale co najmniej tyle samo minusów organizacji takiego wydarzenia – przyznaje Mirosław Graf, który prywatnie chciałby zawody tej rangi ugościć, jednak jako osoba odpowiedzialna za publiczne finanse jest bardziej ostrożny. Na tę chwilę decyzji nie ma, bo zanim zapadną one w Urzędzie Miasta, niezbędne jest przeprowadzenie audytu. To po jego sporządzeniu okaże się, co i jak obciąża lokalny budżet, gdzie można poszukać oszczędności i na co fundusze znaleźć się muszą. Pierwsze konkrety usłyszymy na przełomie stycznia i lutego.

 

 

BEZ DŁUGÓW

 

Graf: - Nie mówię tak, nie mówię nie. Oczywiste jest, że cała otoczka zawodów, transmisja telewizyjna, wzmianki w światowych mediach to niewątpliwy plus takiego przedsięwzięcia. Ale nie mogę zapomnieć o minusach. Czy jest rozsądne zadłużanie miasta na wiele lat tylko po to, by przez trzy dni było o nas głośno? Odpowiedzmy sobie na pytanie, czy to, że pobiegali na Polanie Jakuszyckiej najlepsi narciarze pomogło lokalnej społeczności? Czy od tego więcej dzieci zaczęło w gminie uprawiać sport? Czy powstały nowe kluby? Nie chcę teraz obiecywać, a później nie dotrzymywać słowa. Jeśli koszt organizacji Pucharu Świata spadłby tylko na nas, nie ma mowy o takich zawodach, bo najzwyczajniej nas na to nie stać. Kilka dni temu zrezygnował pobliski Liberec. Mieli niedomknięty budżet, podjęli rozsądną decyzję – uważa burmistrz.

 

- Jeśli odgarniam drogę, chcę, by mieszkaniec dojechał komfortowo do pracy. Nie chcę, by to było akcyjne – poszło, skończyło się. Każde przedsięwzięcie, a już na pewno tak kosztowne, musi mieć pozytywny wpływ na miasto. Justyna Kowalczyk niedługo zakończy karierę. I kto wtedy przyjedzie na Polanę? - pyta retorycznie Graf, który jednocześnie wskazuje na – jego zdaniem – o wiele ciekawsze pole rozwoju. FIS Marathon Cup, który odbędzie się w Polsce przy okazji Biegu Piastów, zdaniem byłego skoczka przyniesie Szklarskiej Porębie o wiele większą korzyść. Wymagania też są niższe. A tych Międzynarodowa Federacja ma wobec gospodarzy PŚ coraz więcej.

 

 

NIE BĘDZIE NORDIC FESTIWALU

 

Z długoterminowego kalendarza Pucharu Świata wynika jasno, że głośne plany Szklarskiej Poręby zostały zamiecione pod dywan. Planowany na 2016 rok Nordic Festiwal zakładał, że wspólnie z Harrachovem zorganizujemy weekendową imprezę na kształt tych znanych z Lahti (Ski Games), Kuusamo (Nordic Opening) czy minionego niedawno minicyklu w Lillehammer. Mieli w Karkonosze przyjechać i skoczkowie, i biegacze, i kombinatorzy. A co najważniejsze – media z całego świata i tysiące kibiców. Tymczasem projekt zakłada, że ewentualne biegi w Jakuszycach odbędą się w dniach 16-17.01.2016. Skoki w Harrachovie wpisane są na tydzień wcześniej, a kombinacji norweskiej nie będzie w ogóle. Ale to nie wszystko – mimo zapewnień, że zawody w Polsce organizować będziemy co dwa lata, w kalendarzu na 2018 rok Szklarska Poręba już nie widnieje.

 

Nowy burmistrz nie przekreśla jednak pomysłu czesko-polskich Mistrzostw Świata. Na 2021 rok na pewno już nie zdążymy, ale termin o dwa lata późniejszy wchodzi w grę. Oczywiście tylko wtedy, gdy wsparcie zadeklarują władze wojewódzkie i krajowe. Według burmistrza współpraca z Harrachovem byłaby prostsza od brania całej odpowiedzialności na swoje barki. A i sponsorzy przychylniej patrzyliby na naszą ofertę. Jest też porozumienie w kwestii rozbudowy Polany Jakuszyckiej i późniejszego nią zarządzania. - Jesteśmy po rozmowach, i jeśli celem nadrzędnym będzie troska o jakość zaplecza dla sportowców i turystów, jestem jak najbardziej za – zapowiada nowy gospodarz Szklarskiej Poręby.

 

 

ODBUDOWAĆ DOLNOŚLĄSKIE SKOKI

 

Jeden z prekursorów stylu „V” w skokach narciarskich, oprócz kariery politycznej, działa także w Polskim Związku Narciarskim. W okręgowych strukturach pełni funkcję wiceprezesa, a do jego obowiązków należy m.in. dbałość o rozwój skoków i kombinacji. Na Dolnym Śląsku na tę chwilę to prawdziwe mission impossible – choć znajdują się tam dwie z czterech normalnych skoczni w kraju, od kilku lat popadają w ruinę. Jedyny zawodnik z regionu Krystian Gryczuk na treningi jeździ do Czech.

 

- W przeciągu kilku miesięcy przeprowadzimy rozmowy, których celem będzie doprowadzenie do budowy w regionie obiektów do szkolenia dzieci. Zapuszczone areny w Lubawce i Karpaczu nie budzą zainteresowania, bo są zbyt duże do treningu młodzieży. Pierwsze kroki stawia się na K15, K30, których budowa nie jest wcale kosztowna. My żyjemy w górach, mamy narty w genach. Dlaczego by tego nie wykorzystać? - zastanawia się Graf. Do szkolenia początkowego wystarczą dwie skocznie, które da się postawić za 50 tys. złotych. Korzyści płynące z ich posiadania są o wiele cenniejsze. Wśród potencjalnych lokalizacji burmistrz Szklarskiej Poręby wymienia Karpacz, Lubawkę, gdzie pracuje trener Wiesław Dygoń, a także okolice Jakuszyc oraz Sobieszów. W dwóch ostatnich miejscach dałoby się połączyć skoki i biegi, a więc dać podstawy do treningu dwuboju. Chętni trenerzy podobno by się znaleźli.

 

Zmiana lokalnych władz to zawsze nowe nadzieje, plany i priorytety. Szczególnie w miejscu takim jak Szklarska Poręba rewolucja kadrowa ma ogromny wpływ na rozwój sportu. Na pytanie o termin pierwszych decyzji Graf odpowiedział krótko: „W życiu czasem jest tak, że lepiej pół roku dochodzić do równowagi, niż brnąć w ciemny zaułek. Na wiosnę będę już wiedział o wiele więcej.” Poczekać musimy więc i my. Gra toczy się bowiem nie tylko o miejski budżet, ale też o przyszłość polskiego narciarstwa.

 

rozmawiał Michał Chmielewski  |  @chmiielewski