nebulizator

Jak donosi telewizja NRK, norwescy juniorzy inhalowali się z nebulizatorów podczas MŚJ w Rasnovie. Byli zdrowi, więc robili to profilaktycznie. Tylko że w Rumunii były wówczas dodatnie temperatury.

 

Lawinę krytyki, jaka spadła na Norwegów, gdy okazało się, że powszechnie podają swoim zdrowym biegaczom narciarskim leki na astmę, dotychczas hamowano argumentem działań profilaktycznych. Za przykład podawano przede wszystkim zawody sprinterskie w niskich temperaturach, w których występy mają wpływać destrukcyjnie na drogi oddechowe. Tymczasem telewizja NRK poinformowała, że inhalacje z nebulizatorów przeprowadzano również podczas mistrzostw świata juniorów 2016 w Rasnovie, gdzie – zamiast z mrozem – zawodnicy i organizatorzy walczyli przede wszystkim z odwilżą.

 

 

To przez tlenek węgla

 

- W Rumunii panowały specyficzne warunki klimatyczne. Powietrze zanieczyszczały duże ilości tlenku węgla z kominów, co po kilku dniach zaczęło drażnić drogi oddechowe. Zaaplikowaliśmy więc części zawodnikom mieszankę Pulmicortu i roztworu soli i to im pomogło – tłumaczy nowy główny lekarz norweskiej kadry Petter Olberg, przyznając, że nie wszyscy leczeni mieli orzeczoną astmę. Jak twierdzi, oni sami zgłaszali się do szkoleniowców o pomoc, ponieważ urządzenie znajdowało się w oddzielnym budynku. Żeby przeprowadzić zabieg, musieli do niego przychodzić.

 

Olberg wyjaśnia, że objawy, które skłoniły sztab do zareagowania w taki sposób, były tożsame z tymi, jakie dokuczają biegaczom-astmatykom. Reakcją na tlenek węgla miały być podrażnienia gardła oraz klatki piersiowej i nadmierna produkcja śluzu, utrudniająca normalne oddychanie. Odczuwać mieli je nie tylko Norwegowie, ale też pozostałe reprezentacje. Spytaliśmy o to obecnego w Rasnovie Dominika Burego. - Powietrze było normalne - ocenił.

 

 

Leczeni nie mogą być nazywani zdrowymi

 

Pytanie, skąd sztab norweskiej kadry miał w Rumunii nebulizatory i medykamenty, jeżeli przed wylotem na zawody znał sytuację pogodową, ale raczej nie wiedział o zanieczyszczeniu powietrza tlenkiem węgla.

 

- Nie mieliśmy pewności, czy powinniśmy aplikować młodzieży lekarstwa na astmę, bo to sportowcy, którzy wcześniej nie mieli z taką metodą do czynienia. Ale gdy zdecydowaliśmy się na takie leczenie, okazało się, że mieliśmy rację, bo efekt u zdecydowanej większości został osiągnięty – cytuje Olberga NRK. Lekarz mimo to podkreśla, że regularnego stosowania nebulizatorów podejmują się wyłącznie seniorzy z elity. Juniorzy podobno nie.

 

Olberg: - Nie wiem, dlaczego właściwie mówi się, że podajemy leki na astmę zdrowym zawodnikom. Skoro występują u nich objawy astmy lub inne dolegliwości układu oddechowego, to na to reagujemy. Nie są więc zdrowi, jeżeli wymagają leczenia. To nie tak, że podajemy leki wszystkim.

 

 

„Nie jesteśmy w szarej strefie”

 

- Potwierdzam, że borykaliśmy się w Rumunii z zanieczyszczeniem powietrza. Ci, u których rozpoznano astmę, dostali naturalny lek. Ale nikt więcej, tym bardziej juniorzy. Nebulizatory to narzędzie do neutralizowania nagłych ataków, a nie działań profilaktycznych – oponuje lekarz kadry Szwecji Per Andersson. Jego zdaniem Norwegowie postępują niemoralnie i nieetycznie, jeżeli uciekają się do takich metod działania. Podobnie uważa większość krytykujących Norges Skiforbundet, którzy po wyjściu na jaw informacji z MŚJ dostali kolejne ziarno do patrzącego nieufnie na ręce federacji oka. Petter Olberg ma na ten temat inne zdanie.

 

- Nie czujemy, że poruszamy się w szarej strefie, ale że z zaangażowaniem dbamy o zdrowie naszych sportowców. Tych, którzy mają objawy – diagnozujemy, a tym z przewlekłą chorobą pomagamy łagodzić problem – zakończył pewnie lekarz.

 

Michał Chmielewski
źródło: NRK