Bjoergen

Gdyby kózka nie skakała, toby nóżki nie złamała – to przysłowie znają nawet dzieci. A Marit Bjoergen, gdyby do biegania po urodzeniu dziecka wróciła później, być może nie nabawiłaby się kolejnej, trzeciej już kontuzji. Tym razem ma pęknięte dwie kości miednicy. 

 

Czwartkowe popołudnie norwescy dziennikarze spędzili na konferencji prasowej zorganizowanej w związku z „aferą dopingową Sundbiego”, jednak na pierwszy plan wysunęła się zupełnie inna informacja. Oto Marit Bjoergen, która od powrotu na biegową trasę po urodzeniu dziecka zmaga się z licznymi problemami, przyznała, że przytafiła jej się kolejna kontuzja, i to taka z gatunku nieprzyjemnych i groźnych dla biegaczki narciarskiej. Dodała bez ogródek: Trenowałam zbyt agresywnie, wróciłam za wcześnie.

 

Zbyt obciążające treningi spowodowały pęknięcie dwóch kości miedniczych. - Moje ciało tego nie wytrzymało – przyznała 36-latka podczas konferencji prasowej w Lillehammer. Dlatego też, choć obecnie Norweżka uczestniczy w obozie biegowym kadry, kiedy jej koleżanki odbywają ćwiczenia biegowe, główna rywalka Justyny Kowalczyk musi szukać innych zajęć. Również… odpoczynku. – Najważniejsze jest, by znaleźć balans między treningiem i chwilą wytchnienia, to dla mnie wyzwanie – tłumaczyła biegaczka na łamach telewizji NRK, a zapytana o to, czy znajdowała czas na odpoczynek, przyznała wprost: Nie, na pewno nie codziennie. Dlatego to dla mnie takie trudne.

 

Mimo to biegaczka nie zamierza się poddawać. – Zanim urodziłam syna, moim głównym celem była walka o złoto w Lahti, ale i tak nie miałam gwarancji, że je zdobędę. Teraz dalej mam nadzieję i marzenia, że jednak się uda. Obiecuję, że wystartuję w wielu zawodach jeszcze przed Świętami Bożego Narodzenia.

 

Co ciekawe, brak informacji związany ze stanem zdrowia Marit Bjoergen spowodował niemałe poruszenie wśród norweskich sportowców. Część koleżanek po fachu była przekonana, że Bjoergen po licznych kontuzjach zamierza zakończyć karierę. Tak się jednak nie stanie, wręcz przeciwnie – reprezentantka Kraju Wikingów wciąż wierzy, że medal w Lahti jest realny. – Zauważyłam ten szum wokół mojej osoby panujący w świecie mediów społecznościwych. Dostawałam nawet wiadomości od koleżanek, które pytały mnie, czy wszystko w porządku. Nie jestem zaskoczona, że ludzie uwierzyli w takie wiadomości – zakończyła multimedalistka światowych imprez.

 

Przypomnijmy, że pierwszy uraz u Marit Bjoergen pojawił się pod koniec marca i wykluczył Norweżkę z krajowych mistrzostw rozgrywanych w Beitostoelen. Wówczas zdiagnozowano naciągnięcie jednego z mięśni umiejscowionych w okolicach biodra. Następnie, gdy wszystko zmierzało już w dobrym kierunku, kontuzja się odnowiła i na początku czerwca znów czytaliśmy o frustracji oraz koniecznej przerwie w treningach. W okresie wakacji wieści na temat stanu zdrowia czterokrotnej zdobywczyni Kryształowej Kuli umilkły. Teraz na jaw wyszedł kolejny uraz i wreszcie wprost przyzano, że powrót do biegów trzy miesiące po urodzeniu dziecka nie był dobrym pomysłem. Czas pokaże, czy feralna decyzja wpłynie na dyspozycję mistrzyni w Lahti. Bo jeśli forma nie będzie odpowiednia, być może biegaczka urodzona w Lillehammer zrobi tak, jak zapowiadała, i po prostu w czempionacie w Finlandii nie wystartuje. 

 

źródło: NRK / Verdens Gang

fot. Paweł Hajda

KaEn