Hajda

W całej historii biegów narciarskich na mistrzostwach świata w narciarstwie klasycznym Norwegowie zdobyli ponad 150 medali. Z samego Falun kobiety i mężczyźni wywieźli razem 13 krążków, a wszystkie możliwe konkurencje, zwłaszcza drużynowe, dla wielu nie są warte emocji, bo i tak z gory wiadomo, kto stanie na szczycie podium. O „zabijaniu dyscypliny” przez Norwegów pisała niegdyś w swoim felietonie Justyna Kowalczyk. Jej zdanie wydają się podzielać sami Norwegowie, którzy podejmują działania na rzecz rozwoju międzynarodowego zainteresowania dyscypliną.

 

Jak podkreśla prezes Norweskiego Związku Narciarskiego, Erik Roeste, temat szkodliwego wpływu norweskiej dominacji na dyscyplinę pojawił się w 2003 roku. Z biegiem lat problem zaczął narastać, a obecnie wydaje się, że osiągnął apogeum. Choć czysto teoretycznie można by przyznać, że sporty należące do dyscyplin narciarstwa klasycznego to sport światowy czy chociaż europejski, to jednak nie do końca matematyczne liczby pokrywają się z rzeczywistością. W Falun wystąpiło ok. 700 sportowców z 55 krajów, czyli ok. 25% wszystkich państw świata. Do zdobycia były 63 krążki, a 48 z nich przywieźli do domów przedstawiciele 5 państw, wiodących w sportach zimowych: Norwegii, Szwecji, Finlandii, Niemiec i Austrii. Pozostałe 15 znalazło się w rękach 9 różnych reprezentacji. Tym samym bez żadnego krążka z Falun wyjechało aż 41 państw, w tym tak egzotycznych w sportach zimowych, jak Kirgistan, Brazylia czy Irak.

 

Dominacja norweska przybrała tak gigantyczne rozmiary, że sami działacze z Kraju Wikingów podjęli działania mające na celu przekazywanie ich wiedzy do innych państw. Dlatego też organizowane są seminaria dla zagranicznych trenerów, podczas których Marit Bjoergen czy petter Nortthug opowiadają o zasadach biegowego treningu. Z możliwości rozwoju w Norwegii skorzystał choćby Niemiec, Axel Teichmann. Pojawiają się także zgrupowania norweskich juniorów z młodymi reprezentantami innych państw, w tym także tych zza naszej zachodniej granicy. Norwegowie pracują też nad podjęciem współpracy z Koreą i Chinami, czyli organizatorami dwóch kolejnych igrzysk olimpijskich. Podobne założenia, dotyczące szerzenia wiedzy i koordynacji pracy z innymi reprezentacjami, znalazły się w aplikacji Trondheim do organizacji mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym w 2021 roku.

 

Działania te popiera i propaguje prezes Norweskiego Związku narciarskiego, wspomniany już Erik Roeste. – Myślę, ze to dobra inwestycja. Oczywiście, zwycięstwa są wspaniałe, ale jako że dominujemy w dyscyplinie, jesteśmy też najbardziej odpowiedzialni za całą biegową społeczność i mamy środki, które możemy zainwestować - przyznał w rozmowie z portalem aftenbladet.no. W działalność rozwijającą współpracę ma się również zaangażować norweski Olimpiatoppen, czyli ośrodek przygotowujący sportowców do igrzysk, któ®y gwarantuje wsparcie profesjonalnych trenerów odpowiedzialnych za przygotowanie kondycyjne, siłowe czy techniczne.

 

Tak widoczna dominacja Norwegów budzi obawy także w Międzynarodowej Federacji Narciarskiej, zwłaszcza co do napływu młodzieży chcącej uprawiać biegi narciarskie. Na aspekt ten uwagę zwróciła Sarah Lewis, sekretarz generalny FIS, podkreślając, że młodzi ludzie, którzy nie będą widzieli dla siebie perspektyw w biegach, wybiorą inną dyscyplinę sportu jako docelową. Dlatego też uważa, ze sami Norwegowie mają interes w szerzeniu popularności biegów i wiedzy z nimi związanej. Zgadzają się z nią norwescy sportowcy, m.in. Sjur Rothe, dwukrotny medalista mistrzostw świata (brąz i złoto w Val di Fiemme) i mistrz świata juniorów z Tarvisio (2007 r.). – Liczę, ze w najbliższych latach w czołówce pojawi się wiele różnych reprezentacji. Jeśli nie rozszerzymy obszaru zainteresowania, biegi stracą na znaczeniu – zauważa biegacz.

 

Międzynarodowa Federacja Narciarska planuje zorganizowanie w marcu 2016 roku turniejów biegowych w Kanadzie, a rok później także w Korei. Uwagę zwraca się także na popularyzację zmagań biegowych wśród Niemców ze względu na ich dużą liczebność i potencjał. U naszych zachodnich sąsiadów obecnie bardziej popularny jest biatlon, a działacze, także norwescy, chcieliby to zmienić. – Niemcy są ważni, i to nie tylko dla nas jako organizatorów, ale także sponsorów. Z nowym pomysłem wyszedł także Nils Marius Otterstad, prezes Teamu Santander. Norweg chciałby, by narciarskie maratony stały się częścią Pucharu Świata. Choćby dlatego, że dziś organizowane są nie tylko u pionierów i dominatorów dyscypliny, ale także w Czechach, Szwajcarii czy Włoszech. – Marzymy o tym, by biegi stały się sportem międzynarodowym, mogącym konkurować z baseballem, piłką nożną, kolarstwem czy golfem. Liczę, że nasze pomysły spotkają się z przychylnością innych państw i dzięki temu zbudujemy dialog rozwijający dyscyplinę – tłumaczy swoje cele „szef” Justyny Kowalczyk.

 

Wkrótce okaże się, czy działania norweskich i międzynarodowych działaczy przyniosą określone i realne efekty. Jak na razie wydaje się to trudne, zwłąszcza gdy spojrzy się na wyniki poszczególnych biegów, w tym sztafet, w których zazwyczaj reprezentanci z Kraju Wikingów zajmują nie pierwszą lokatę, ale trzy pierwsze lokaty. Z drugiej strony trudno się dziwić, że Norwegowie dominują, skoro w ich kraju bieganie na nartach jest równie popularne, jak w Polsce kopanie piłki. Przyszłość pokaże, czy można zmienić bieg… biegów.

 

FOTO: Paweł Hajda

źrodło: aftenbladet.no / informacja własna

Katarzyna Nowak