Kr%u0119%u017Celok

Trener męskiej kadry w biegach narciarskich nie był zaskoczony przedwczesnym zejściem biało-czerwonych z trasy piątkowych sztafet. - Na tak krótkich pętlach ryzyko było wielkie – przyznał po biegu.

 

Tylko dwóch z czwórki zgłoszonych do sztafety Polaków zobaczyliśmy w piątek na trasach biegowych w Falun. Po drugim okrążeniu sędziowie zdecydowali o wycofaniu Polaków z rywalizacji na skutek zdublowania przez grupę prowadzącą wyścig. Po biegu ze słabego występu tłumaczył się trener męskiej kadry Janusz Krężelok.

 

- Bardzo krótka pętla, na takiej krótkiej jeszcze zawodnicy nie biegali. Po klasyku, jak zawodnicy szli na zmianę łyżwową, to była chyba jeszcze krótsza, bo nie miała nawet 2,5 kilometra i te różnice było bardzo łatwo powiększać i odrabiać w stosunku do ostatnich kończących jeszcze klasyka. Na niekorzyść tej sytuacji zadziałał też fakt, że klasyk był dziś bardzo wolny. Na takich warunkach, że pada śnieg, ciężko się biegnie, łyżwa jest o wiele szybsza – zauważył po biegu trener męskiej reprezentacji Janusz Krężelok. Szkoleniowiec spokojnie odpowiadał na pytania dziennikarzy, choć powodów do radości nie było. - Mam twardą klatę – przyznał.

 

Krężelok: - To nie jest wstyd, ten nasz dzisiejszy występ. Prawdą jest, że na dystansach nie mamy zbyt dobrych zawodników, ale normalnie pętle mają pięć kilometrów i wtedy tego by nie było. A doszło do tego szybciej, niż wszyscy byśmy przypuszczali.

 

Były sprinter potwierdził, że w drużynie przed biegiem rozstawnym nie panowała zbyt dobra atmosfera, bo nie dość, że brak formy jest zauważalny, to jeszcze kiełkowała w głowie myśl o dużym ryzyku dubla. - Ale można było nie wystawić sztafety i pójść na łatwiznę, tylko co by to nam w zasadzie dało? Poddalibyśmy się, rzucili rękawicę przed walką. Nie tędy droga, to są młodzi chłopcy i oni też się muszą przecierać. Na przykład w takim biegu – zaznaczył i dodał, że między sprintem drużynowym i sztafetą jest spora różnica. - To są dwa różne wysiłki, a nie ma co kryć, że nie mamy w tej chwili ludzi do biegania dystansów – przyznał szczerze.

 

Pierwszy polski zwycięzca zawodów Pucharu Świata w biegach ocenił na koniec szanse polskich zawodniczek w rywalizacji na najdłuższym żeńskim dystansie mistrzostw. - Panie będą jutro trzykrotnie wbiegały pod Moerdarbacken, mają połączoną pętlę czerwoną i niebieską. To nie jest łatwy dystans, oczywiście. Wiele zależy od warunków, bo jeśli będzie szybki firn, to będzie nieco luźniej. Ale jak będzie grząsko jak u mężczyzn na 15 kilometrów, zamęczą się dziewczyny okropnie. Ważne będzie smarowanie. Na trasie można raz zmienić narty, więc jak się serwis pomyli, to jest furtka, ale to jest aż raz i tylko raz. Każdy życzy Justynie medalu, ale Stoch pokazał, że medale się same nie zdobywają. Sportowcom trzeba zostawić trochę pustej przestrzeni, żeby oni sobie sami w głowie poukładali sprawy przed startem, nie stresowali się, nie czuli napięcia. Jutro wiele się może zdarzyć, za dużo czynników na to wpływa – ocenił Krężelok.

 

Korespondencja z Falun, Michał Chmielewski