pzn

Powodów, dla których polscy biegacze nie pojechali na międzynarodowy obóz szkoleniowy, jest wiele. Marek Siderek, dyrektor ds. sportowych w Polskim Związku Narciarskim, zdradził ten najważniejszy: „nic o nim nie wiedziałem”.

 

Kilka dni temu – już drugi rok z rzędu – poinformowaliśmy o kuriozalnej naszym zdaniem sytuacji, w której polscy juniorzy nie skorzystali z możliwości wyjazdu na tygodniowy międzynarodowy obóz szkoleniowy. W odbywającym się obecnie w Norwegii zgrupowaniu biorą udział reprezentanci takich krajów jak Wielka Brytania, Estonia, Czechy czy Stany Zjednoczone. Nasi w tym czasie trenują w Raubiczach.

 

 

Norweski Związek Narciarski: zapraszaliśmy

 

Skontaktowaliśmy się w tej sprawie z organizatorami obozu, którymi są: Norweska Federacja Narciarska, koncern Statoil oraz – jako partner – FIS. Mailowo na nasze pytania odpowiedział koordynator projektu, Brit Baldishol. Pierwsze: czy Polska też została zaproszona na obóz?

 

- Tak, Polski Związek Narciarski był zaproszony zarówno rok temu, jak i teraz. Dodatkowo informowaliśmy delegatów o tym obozie na kongresie FIS w Cancun. Nikt nie odpowiedział na zaproszenie – odpisał Baldishol.

 

Drugie pytanie, o zasady przyjazdu oraz kwestię finansowania obozów. Odpowiedź:

 

- Może do nas przyjechać maksymalnie 10 biegaczy z każdego kraju, o ile ich FIS punkty są na poziomie poniżej 200. Przy tej sumie zawodników w składzie powinny być 4 panie. Tego roku ostrzegliśmy krajowe federacje, że być może będą musiały zapłacić drobną sumę za transport, ale nasza organizacja i Statoil pokrywa koszt noclegu i wyżywienia na miejscu.

 

 

Polski Związek Narciarski: nie zapraszali

 

Biorąc pod uwagę, że przelot do Norwegii z Polski to nieduża suma, a resztę PZN miałby z głowy, wysłanie do Oslo i Sjusjøen młodych Polaków to deal idealny. Nauczą się czegoś, złapią motywację, podpatrzą najlepszych, a do tego pozwiedzają. Czyli wszystko tak jak powinno być w sporcie młodzieżowym, w dodatku niemal za darmo. Dochodzimy więc do pytania fundamentalnego, na które odpowiedzi szukało w komentarzach pod poprzednim artykułem wielu: dlaczego nikogo tam nie wysłaliśmy?

 

Wyjaśnienia poszukaliśmy u Marka Siderka, dyrektora ds. sportowych naszego związku:

 

„Do siedziby Polskiego Związku Narciarskiego nie wpłynęło takie pismo. A jeśli nawet wpłynęło, to nikt mi go nie przedstawił. Nie widziałem go, nic o norweskim obozie nie wiedziałem. W działaniu PZN nie było żadnej złej woli, a po prostu brak informacji. Mówili nam o tym w Cancun? Mnie tam nie było, poza tym domyślam się, że w natłoku spraw, który tam był, łatwo zapomnieć o takiej sprawie. Inna sprawa jest taka, że nasi młodzieżowcy mają przygotowany roczny cykl przygotowań, którym idą, więc zmiany mogłyby być bardzo trudne. W tej chwili grupa wraz z ekipą seniorów przebywa na obozie. A to nie jest łatwe – wysłać juniorów do innego kraju. Pytanie, czy z opiekunem, czy bez, na jakich zasadach? Gdybyśmy wcześniej o tym wszystkim wiedzieli, pewnie można byłoby coś podziałać. A to wszystko wypłynęło zdecydowanie za późno.”

 

 

Nie zostawiacie na PZN suchej nitki

 

Wasza reakcja na sytuację była stanowcza i trudno się temu dziwić. Kto zawinił? Czy Norwegowie mieliby powody, by nie napisać nam prawdy? To wątpliwe. Łukasz Partyka na Facebooku zasugerował, że być może kluczem była nieznajomość języka angielskiego wśród naszych działaczy? Robert Patkowski także ironicznie: „Panowie, po co nam szkolenie w Norwegii? Przecież mamy Apollo Tajnera. A to już samo w sobie jest fantastyczne i powinno wystarczyć” – uważa.

 

Głos w sprawie zabrali też gospodarze Ultramaratonu Nartorolkowego: „Sponsorzy. Organizatorzy. Producenci. Dziennikarze i właściciele branżowych portali inwestują swoje ciężko zapracowane pieniądze. Wszyscy z nich inwestują swój czas (niektórzy życie), prują flaki, żeby propagować dyscyplinę. (…) Po co? Po to, by PZN marnował bezpowrotnie szanse, na które ten związek po prostu nie stać? Kogo my tam zatrudniamy? Afera z Andrzejem Pradziadem widać w PZN nikogo i niczego nie nauczyła.” Propozycję przedstawia Agnieszka Wanżewicz-Uznańska, sugerując, że gdyby biegi narciarskie oddzieliły się, tworząc nowy związek sportowy, finansowanie i zasady działania byłyby klarowne. Szef naszej redakcji był entuzjastyczny. Rzucił w odpowiedzi: jestem za!

 

Tymczasem pod artykułem odwrotną opinię przedstawia użytkowniczka „anka”. Pisze o tym, że zawodnicy i trenerzy też nie popisali się czujnością. „Ja nie rozumiem trenerów tych młodych zdolnych juniorów, że nie pilnują tego tematu sami. Doskonale wiedząc, że PZN zleje temat, od kwietnia mogli deptać ścieżki i uzyskać zgłoszenie. (…) Wszyscy jedziemy po PZN, ale też czekamy jak wszystko zostanie nam podane na tacy. (…) Jestem wierną czytelniczką Skipola i z roku na rok co raz mniej emocji wzbudzają we mnie te narzekania, pojedyncze zrywy powstańcze... i cisza. Do kolejnego sezonu.”

 

A jakie jest wasze zdanie?

 

Michał Chmielewski