fis logo

W biegach narciarskich nadchodzi nowa, bezfluorowa era. Międzynarodowa Federacja Narciarska podjęła decyzję o zakazaniu używania smarów i parafin zawierających związki fluorowe. Szykuje się prawdziwa rewolucja w smarowaniu nart i olbrzymi problem dla teamów serwisowych, które muszą w bardzo krótkim czasie testować nowe smary na jazdę i „nauczyć” się ich używania.

 

Zawodnicy będą musieli przywyknąć do zdecydowanie wolniejszych nart w nadchodzącym sezonie. Jak mówi w wywiadzie dla czech-ski.com szef czeskiego teamu serwisu Martin Blaschke na trasie 10 kilometrów różnica pomiędzy nartami z fluorem, a bez, może wynieść nawet 4 minuty.

 

Jak wygląda sprawa z nowymi bezfluorowymi smarami?

Serwismeni poszczególnych teamów narodowych już w ubiegłym sezonie otrzymali od różnych firm smary, które mają zastąpić smary fluorowe. Oczywiście o pełnych testach nie mogło być mowy, dopiero po zakończeniu sezonu, dla serwis menów zaczął się bardzo gorący czas pracy. Ci, którzy mieli taką możliwośc testowali smarowanie na dalekiej północy, inni podejmują takie próby w tunelach, co jednak nie zastąpi testów na naturalnym (nie sztucznym) śniegu. Podobnie z wiarygodnością testów jest w przypadku lodowców, tam także śnieg różni się od tego, na którym zawodnicy biegają w zawodach Pucharu Świata.

Nowe smary na jazdę (poślizgowe) są wolniejsze od smarów fluorowych – mówi szef czeskiego serwisu – należy pamiętać, że fluor nie tylko „odpycha” wodę, ale łapie też zdecydowanie mniej brudu. Szczególnie to widać na mokrych warunkach, tutaj różnice są bardzo duże – dodaje. Oczywiście przed nadchodzącym sezonem nie zdążymy przetestować wszystkich rozwiązań, jednak robimy co możemy.

 

Jak wygląda sprawa kontroli nart na zawartość fluoru?

Wiem, że FIS współpracuje z niemieckim Instytutem Fraunhofer-Gesellschaft, który we współpracy z kilkoma innymi uczelniami pracuje nad urządzeniem do takich badań. Wg laboratoriów takie urządzenie (miernik) już istnieje i działa, jednak nie jest na razie w masowej produkcji, ta ma zacząć się we wrześniu. Urządzenie wystarczy przyłożyć do ślizgu i wciągu sekundy ma pokazywać, czy na ślizgu narty jest fluor czy nie ma. Podobno nie da się tego oszukać – mówi Martin Blaschke.

 

Pytanie, czy będzie można używać „starych” nart, czy da się je z fluoru wyczyścić?

Z dużym prawdopodobieństwem da się je wyczyścić. Będzie także ustalony limit minimalnej zawartości fluoru, które narty będą mogły mieć. Dodatkowo te limity będą dwa, jeden przed startem, drugi mierzony na mecie. Dlaczego ten drugi, dlatego, że fluor w czasie biegu się uwalnia i „wychodzi” na wierzch ślizgu. Te limity poznamy dopiero we wrześniu i dopiero wtedy będziemy mogli posługując się także wtedy dostarczonym miernikiem i badać poszczególne narty.

 

Bogatsze kraje będą miały lepiej?

Dotychczas bogatsze kraje miały zdecydowaną przewagę w możliwości wyboru nart, oczywiście jeżeli jakiś kraj ma do dyspozycji (testów) około tysiąca par, a ten mniej zasobny, czy też po prostu słabszy narciarsko kilkadziesiąt to już tutaj powstawała ogromna różnica. Jeżeli dodamy jeszcze do tego wygrzewanie nart, struktury i inne szlify to różnica jeszcze się powiększa i mówimy tu o „gołych” niesmarowanych nartach. Smary fluorowe te różnice w jakiś sposób wyrównywały, teraz tego nie będzie.

 

Trzy powody dla których zabroniono smarowania z fluorem – zdrowie, ekologia, finanse.

Cen nowych bez fluorowych smarów na razie nie znamy, jednak wg moich informacji do wyraźnego spadku cen nie dojdzie, może być wręcz drożej. Należy pamiętać, że firmy muszą sporo zainwestować w badania, testy i produkcję nowych grup smarów.

Jeżeli chodzi o zdrowie, to jedynymi narażonym osobami byli serwismeni przygotowujący narty, jednak jeżeli używaliśmy do tego specjalistycznych maseczek to nic nam nie zagrażało. Jednak jeżeli ktoś wgrzewał fluor bez maski, a jeszcze w boksie przebywali w tym czasie zawodnicy to już mogło to wyglądać różnie. Ale to wszystko zasady higieny pracy.

I oczywiście ekologia. To brzmi trochę jak żart, ilość fluoru w całym narciarskim świecie jest niczym w porównaniu z np. produkcją przemysłową. Przecież fluor to nie tylko smary narciarskie. W ogóle uważam to za jakąś rozgrywkę polityczną. Przecież biorąc pod uwagę karawany samochodów jeżdżące po Europie z jednych zawodów na drugie, to to co zostaje na śniegu jest niewarte wspomnienia.

 

Tyle fragmentów wywiadu z szefem czeskiego serwisu Martinem Blaschke dla czech-ski.com.

 

-/-

 

Jak to wszystko będzie wyglądało u nas? Niestety na chwilę obecną Polski Związek Narciarski, nie ma wypracowanego jednoznacznego stanowiska.

Dlaczego? Z bardzo prozaicznego powodu. Jak powiedział w rozmowie z naszym portalem sekretarz generalny PZN Jan Winkiel na razie nikt, nic, do końca nie wie. Pod koniec września, lub początkiem października na spotkaniu teamów serwisowych pod egidą FIS mają być zaprezentowane mierniki fluoru. Jednak i tutaj niespodzianka, ma ich być kilka, może pięć, może sześć. Jak mówi dalej Jan Winkiel - walczymy w FIS o to, żeby móc kupić takie urządzenie, co na razie nie jest możliwe. Staramy się także o otrzymanie takie urządzenia dla związków narciarskich Czech, Słowacji i naszego, żeby móc przebadać narty przed sezonem. Na razie jednak nic z tego nie wyszło, musimy uzbroić się w cierpliwość i poczekać do przełomu września i października. 

Zapytaliśmy także sekretarza generalnego PZN o nową ustawę i jej zastosowanie w Polsce. Tutaj sytuacja jest jednoznaczna, wszystkie zawody organizowane przez PZN, lub też pod jego egidą (regulamin) muszą stosować się do nowych unijnych dyrektyw, czyli obowiązuje w nich zakaz używania smarów fluorowych.

 

 Biorąc jednak pod uwagę, ilość mierników zamówionych przez FIS, możemy chyba spać spokojnie, Polak potrafi…

 Analizując rozwój sytuacji, większość działań związanych z anty fluorową ustawą to jak na razie jeden wielki bałagan. Pozostaje nam poczekać do jesieni, wtedy okaże się jak i czy w ogóle ustawa zakazująca wejdzie w życie.

 

Kuba Cieślar

 

Źródło: czech-ski.com/ wlasne