justyna kowalczyk

- Za rok mamy jubileusz, na który zaprosimy oficjalnie polską mistrzynię olimpijską – deklaruje komandor Biegu Piastów, Dariusz Serafin. Po poniedziałkowej informacji o starcie Kowalczyk w słynnym Vasaloppet szanse powodzenia takiego przedsięwzięcia wzrosły.

 

Według informacji, które przekazał w poniedziałek portal Sport.pl, Justyna Kowalczyk diametralnie zmienia swoje tegoroczne plany startowe. Do końca zimy powalczy z czołówką Pucharu Świata jeszcze tylko w norweskim Drammen (11 marca), a także na głównej imprezie sezonu – rozpoczynających się od sprintu techniką klasyczną Mistrzostwach Świata w Falun.

 

- Oczywiście najważniejsze pozostają mistrzostwa świata w Falun, im jest wszystko podporządkowane, z nich będę rozliczana przez związek, bo cele na ten sezon mam postawione w MŚ. Ale po mistrzostwach, jeśli wszystko będzie w porządku z moim zdrowiem, to będę chciała pobiec w Biegu Wazów, bo to zawsze było moje marzenie - powiedziała mistrzyni olimpijska z Soczi na łamach Sport.pl, jednak mimo chęci spełnienia marzenia (a tak wyraża się o udziale w Vasaloppet) przypomina wyraźnie, że najważniejszym długim biegiem w tym sezonie pozostaje 30 km stylem klasycznym w Falun.

 

Pierwsze propozycje biegania dla zawodowego zespołu Russian Marathon Team Kowalczyk usłyszała przed trwającym sezonem, jednak wówczas szybko je odrzuciła. W związku z komplikacjami ze zdrowiem, a także odległą pozycją w klasyfikacji generalnej, zdecydowała jednak o powrocie do idei spróbowania się w maratonach. - W Rybińsku dogadaliśmy wszystkie szczegóły. Będę z nimi na zgrupowaniu przed biegiem, opowiedzą mi, jak się rozkłada siły, jak jeść, pić, co robić. To inne doświadczenie, i na pewno nie wyjdzie mi na złe, zakładając, że chcę biegać dalej – powiedziała Kowalczyk.

 

Informację o chwilowym przebranżowieniu się naszej najlepszej biegaczki szybko podchwyciło polskie środowisko narciarskie. Chociaż nie ma szans na udział Polki w jednym z krajowych wyścigów (Bieg Piastów na 50 km odbędzie się w ostatni dzień lutego), już dziś mówi się o jego następnej, jubileuszowej 40. edycji.

 

- To zaskakująca informacja, bo wcześniej ani razu Justyna nie mówiła nic o chęci biegania tak długich dystansów. Rządzą się one zupełnie innymi prawami, to w zasadzie inny świat – twierdzi komandor największego polskiego biegu narciarskiego Dariusz Serafin, przyznając jednocześnie, że pojawiły się w komitecie organizacyjnym pomysły, by aktualną sytuację wykorzystać w roku 2016, gdy na Polanie Jakuszyckiej odbędzie się wielki jubileusz zainaugurowanej czterdzieści zim wcześniej rywalizacji.

 

Serafin: Wystosujemy do Justyny Kowalczyk oficjalne zaproszenie na 40. edycję Biegu Piastów. Obecność takiej osoby na naszym jubileuszu to byłaby piękna sprawa, a jak się okazało, nie tak niemożliwa do zrealizowania. Oczywiście nie będziemy naciskać, ani nakłaniać do zmiany jej planów, ale na pewno stosowny list zostanie do mistrzyni świata wysłany. I będziemy czekać.

 

Nadchodzące zmagania na Polanie Jakuszyckiej, choć bez najlepszej polskiej narciarki, także w tym roku mogą mieć bardzo dobrą obsadę. Może dojść bowiem do sytuacji, w której niepowołani na Mistrzostwa Świata w Falun narciarze nie będą mieli gdzie wystartować, a polska impreza pokrywa się w czasie z biegiem na 50 km o śnieżynkę FIS. Ewentualna giełda nazwisk otworzy się jednak dopiero po ogłoszeniu powołań do Szwecji.

 

- Zgodnie z regulaminem FIS Marathon Cup mamy przygotowaną tzw. „grupę czerwoną”, w której wystartuje absolutna elita. Na barkach organizatora jest zapewnienie im nagród (pula dla sześciu najlepszych kobiet i mężczyzn to 22 tys. euro), zakwaterowania i wyżywienia, a także pokrycie kosztów przejazdu. Możemy być więc świadkami naprawdę znakomitej obsady, ale póki co lepiej nie zapeszać – kończy komandor Serafin, choć po cichu dodaje: „może być dobrze zwłaszcza dlatego, że Bieg Wazów jest w tym roku w innym terminie”. Czy zobaczymy więc w Szklarskiej Porębie wielkie nazwiska? Na pewno przekonamy się o tym do 28 lutego.

 

Michał Chmielewski