TVP

Ze względu na wczesną porę udało mi się w niedzielę obejrzeć spory fragment relacji z Marcialongi w TVP Sport. Szybko jednak zmieniłem kanał na Rai Sport. Włoskiego nie znam, ale przynajmniej fajnie brzmi ten język. A polskiego duetu komentatorskiego nie da się słuchać...

 

Nie jestem ani trenerem ani byłym zawodnikiem. Na nartach biegam może osiem, może dziewięć lat. Ale od kilku lat biegówki to moje życie i choćby ze względu na to chłonę wszelką wiedzę na ten temat, by móc rozmawiać o narciarstwie biegowym i przekazywać swoją wiedzę dalej.

 

Zaznaczę - przekazywać ją znacznie mniejszej liczbie osób, niż robią to komentatorzy TVP Sport. A robią to w sposób słaby, jeżeli chodzi o kwestie merytoryczne. Szanuję pana Marka i lubię go słuchać, gdy mówi o lekkiej atletyce, bo w tej dziedzinie jest niekwestionowanym telewizyjnym autorytetem. Nabiegał się w swoim życiu na płotkach i to na wysokim poziomie, więc wie co gada. Ale w narciarstwie biegowym jest już gorzej. Pan Marek mówi to co zasłyszy, a czasami zasłyszy źle...

 

Wracając do wczorajszej Marcialongi. Już początek mnie zabił, gdy słyszałem opowieść pani Bernadety o rodzinie Michoniów. Że jest taka Dorota Dziadkowiec-Michoń, co to kiedyś nieźle biegała i nawet była w kadrze. Że jest jej mąż „pan Michoń, przepraszam imienia nie pamiętam". I że mają syna, który biegnie.

 

Duet komentatorski mógł się chociaż przygotować, wiedząc że będą komentowali biegi Visma Ski Classic. Mogli odrobić lekcje i powiedzieć, że Dorota to najlepsza polska zawodniczka w historii narciarskich maratonów, że gdy innych nie wypuszczali z kraju, to ona biegała na całym świecie i do dziś w narciarskich krajach cieszy się ogromnym szacunkiem. Mogli powiedzieć, że była trzecia na Marcialondze i do dziś jest najlepszą Polką w historii tego słynnego biegu. Mogli też dodać, że jej mąż i trener – Stanisław (pani sobie zapisze imię, pani Bernadeto) to szkoleniowiec spod ręki, którego wyszło wielu dobrych zawodników, który pracuje do dziś i wychowuje kolejne pokolenie biegaczy...

 

A potem do akcji wkroczył pan Marek i zaczął reformować narciarskie maratony, proponując, by organizatorzy je utrudnili, dodając ostre podbiegi, bo ile można oglądać pchanie. Wiele to pewnie pan Marek nie widział, komentował przecież płaską Diagonelę, Sgambedę i Marcialongę. Owszem, na innych też pchają, ale... I tu plus dla koleżanki pana Marka, za to że przypomniała mu, że te zawody są przede wszystkim dla amatorów i że odbywają się na tradycyjnych od lat trasach, jak np. Marcialonga, która przebiega przez urocze miasteczka.

 

Dla pana Marka w tych maratonach istnieją tylko trzy pierwsze panie na mecie, pod warunkiem, że startuje Justyna Kowalczyk. Jak pokazują nagle rywalizację panów, to on się najwyżej wkurza, czemu już nie ma pań na ekranie... Szkoda też, że nie za bardzo wspominają o Biegu Piastów, naszej największej imprezie biegowej. Znanej w całym świecie narciarskim. Będącej w tej samej lidze, co Marcialonga i Bieg Wazów. Imprezie, która w tym roku ma 40. urodziny i odbędzie się już za kilka tygodni.

 

Apeluję do szefów redakcji sportowej TVP – w Polsce jest mnóstwo ludzi, którzy znają się na narciarstwie biegowym, potrafią mówić i mają doświadczenie z mikrofonem i dziennikarstwem. Dajcie im szansę występować na antenie i mówić o biegach narciarskich, tak jak powinno się to robić. Jeżeli już nikogo nie znajdziecie, to za zwrot za bilet kolejowy drugiej klasy mogę bardzo chętnie do Was przyjeżdżać i komentować biegi. W końcu 17 lat zawodowo byłem dziennikarzem, a obecnie spikeruję ponad 30 biegów rocznie. I coś tam o tej robocie wiem.

 

Tomasz Hucał, redaktor naczelny