tomek hucał

Dziś wreszcie znalazłem czas, by rozpocząć pisanie mojego bloga zatytułowanego „Radny na biegówkach". Skąd taka nazwa – wyjaśnię na końcu. A teraz chciałem stanąć w obronie Norwegów, który atakuje cały świat narciarstwa klasycznego. Przecież nie wolno ich winić za to, że biegówki to ich duma narodowa.

 

Od kilku dni czytamy, że Norwegowie zdominowali początek sezonu w narciarstwie biegowym i jak tak dalej pójdzie, to przez lata nikt ich nie dogoni.
Prawda! Mają najbardziej rozbudowane zaplecze ludzkie, techniczne, świetne trasy, ogromną wiedzę o smarowaniu, treningu i nowoczesne technologie zaprzęgnięte w służbę człowieka.
Ale, jak to mówią, kto bogatemu zabroni...

 

Przecież inne nacje robią to z innymi dyscyplinami. Dajmy na to Holendrzy. Nie próbują być mocni w każdym sporcie zimowym. Postawili na łyżwiarstwo szybkie i zdominowali je dokumentnie. Dopiero od kilku miesięcy zaczęli wyklinać Polaków, którzy bez ani jednego sztucznego toru do treningów, zaczęli ich okładać na światowych imprezach. Choć jak powiedziała ostatnio jednak z naszych panczenistek, po sukcesie na zawodach Pucharu Świata w Belinie „Holenderki to ciągle kosmitki".
Skąd my to znamy? Przecież o Bjoergen, Johaug i spółce też mówi się kosmitki, żeby nie przytaczać posądzeń o niedozwolone wspomaganie...

 

Ale przecież Norweżki i ich koledzy z kadry mają wszystko, czego dusza zapragnie, a na dodatek z dziada, pradziada kochają biegówki. Czy mamy ich za to winić?
Niestety, my Polacy już taka mamy, że gdy na horyzoncie pojawi się gwiazda naszego sportu, to za chwilę wszyscy stajemy się specjalistami w tej dziedzinie i żądamy wręcz natychmiastowego rozwoju tej dyscypliny na poziom, co najmniej złotego medalu mistrzostw świata i to najlepiej nie jednego.

 

Wszyscy zapomnieliśmy, że Justyna Kowalczyk jest tylko jedna (bez urazy dla reszty zawodników z naszej reprezentacji). Owszem, na jej sukcesach mogą wychować się kolejne pokolenia, ale na to trzeba lat.
Popatrzcie na skoczków. Adam Małysz na początku też był sam... Ale kilka lat i mamy sukcesy. Tu też czas pracuje na naszą korzyść i może już tej zimy Polacy regularnie będą meldowali się w pucharowej trzydziestce.

 

Ale, żebyśmy mogli mówić o narciarstwie biegowym na wysokim poziomie w Polsce, musimy pamiętać także i przede wszystkim o:

  • budowie ośrodków narciarstwa biegowego z prawdziwego zdarzenia, ze sztucznym naśnieżaniem i oświetleniem tras (nie tylko 400-metrowych pętelek, ale tras z homologacją FIS).
  • wsparciu finansowym i organizacyjnym szkolenia młodzieży.
  • większym zaangażowaniu PZN i Ministerstwa Sportu w narciarstwo biegowe na każdym poziomie. Np. programy promocyjne i edukacyjne w szkołach, zawody dla dzieciaków w całej Polsce, nie tylko na południu. Pieniądze na rozwój infrastruktury, zawodów itd.
  • zmiany polskiej mentalności. Walką ze zwolnieniami z wf-u, zmianą podejścia nauczycieli w szkołach i rodziców w domach.

 

Na dziś mamy w Polsce kilka klubów, w których można trenować narciarstwo biegowe. Każdy z tych klubów ma problemy ze sprzętem, trasami, wyjazdami na zgrupowania i zawody.
I my na takim zapleczu chcemy zbudować potęgę?
Co mają powiedzieć Szwedzi, Finowie, Rosjanie, czy Francuzi lub Niemcy, którzy wydają majątek na narciarstwo klasyczne, a Norwegowie i tak im uciekają.

 

I wracając na koniec do wspomnianych Norwegów... Pojawiły się zarzuty, że w ten sposób zniszczą tę dyscyplinę sportu. Ale co oni mają zrobić? Oddać swoje narty, trenerów i serwisantów do innych krajów?
Czy Barcelona lub Chelsea widząc, że ucieka rywalom, sprzedaje im swoich zawodników?

 

Radny na biegówkach
Tomasz Hucał

 

PS. Dlaczego Radny na biegówkach? A bo tak się złożyło w listopadzie tego roku, że mieszkańcy wybrali mnie Radnym Powiatu Żagańskiego. A dlaczego na biegówkach? Bo kocham ten sport!