guziński

Propozycja syna na wspólny wyjazd i szybka decyzja o wyjeździe do Włoszech w trakcie „rehabilitacji” po operacji kręgosłupa stała się faktem. Nie sądziłem, że po 12 latach przerwy oraz problemów związanych z dochodzeniem do zdrowia po operacji kręgosłupa będę w stanie poradzić sobie z wyzwaniem dotyczącym wspólnych zjazdów z trudnych technicznie tras wokół Arraby. A jednak to co wydawało się dosyć trudne do realizacji było łatwiejsze niż przypuszczałem i mogłem czerpać przyjemność ze wspólnych z synem 45km zjazdów na świetnie przygotowanych trasach.

 

Jednak to co szczególnie zmobilizowało mnie do wyjazdu to trening na trasach biegowych Marcialonogi, które zawsze sprawiają mi wielką satysfakcję z kilku powodów. Po pierwsze lubię biegać na szybkich trasach, a po drugie bieganie w pełnym słońcu, na dobrze przygotowanych trach biegowych z niespotykanymi widokami dookoła, sprawiających, że bieganie w takich warunkach  to sama przyjemność…

 

Początek wyprawy do Włoch nie wróżył nic dobrego, gdyż samolot którym miałem wylecieć nie dotarł do Gdańska z powodu awarii, kolejny samolot który w zastępstwie dotarł na miejsce lecz po kilkudziesięciu minutach kołowania po lotnisku ostatecznie nie wyleciał z powodu awarii, co sprawiło, ze mój wyjazd opóźnił się niestety o całą dobę.

Po dotarciu do  miejsca docelowego jakim było Campitelo di Fassa byłem tak zmęczony podróżą, że nie potrafiłem cieszyć się, że po raz kolejny znalazłem się w jednym z moich ulubionych miejsc na świecie.

Wszystko to zmieniło sią dnia następnego kiedy zobaczyłem znane mi prześliczne widoki oraz błękit nieba, który trudno uświadczyć o tej porze roku w innym  miejscu niż Włochy.

 

Godzina 9.00 początek treningu biegowego. Temperatura -15 stopni, trasy przygotowane bardzo bobrze, trenujących niewielu. Na początek trzeba przyzwyczaić się  do wysokości powyżej 1400m n.p.m, co dla astmatyka nie jest wcale takie łatwe. Po kilkunastu minutach organizm zaczyna działać jak należy, dzięki czemu można skupić się nie tylko na treningu, ale również na podziwianiu niepowtarzalnych widoków.

Ponieważ miałem przyjemność ukończyć kultowy bieg narciarski Marcialonga  trzykrotnie, mogłem skupić się na porównaniu tego co doświadczyłem wcześniej ze stanem obecnym jaki panuje na trasach. Wiadomo z komunikatów przekazywanych przez organizatorów tegorocznej Marcialongi, że trasa biegu została skrócona i jej start rozpocznie się nie w miasteczku Moena a w Mazzin.

Moje treningi odbywały się w okolicach pierwszej części zaplanowanej trasy biegu. Mając porównanie z warunkami na trasie jakie były w ubiegłym roku mogę powiedzieć, że trasy przygotowane są podobnie. Jednakże dzięki niskiej temperaturze kondycja tras jest znacznie lepsza. Pomimo braku naturalnego śniegu trasy zostały przygotowane na bazie sztucznego śniegu, który pozwala rozegrać zawody.  Niestety taki śnieg jest bardzo wolny, a temperatura grubo poniżej 10 stopni potęguję jego słabe właściwości ślizgowe.  Po przebiegnięciu 25 km po smarach na moich nartach zostało jedynie wspomnienie. Jeżeli temperatura w następnych dniach utrzyma się na tym samym poziomie, to z pewnością będzie to pewna trudność dla wszystkich planujących ukończyć bieg techniką Double Poling pomimo niezbyt wymagającego profilu trasy aż do 70-ego kilometra.

 

marcialonga

dośnieżanie trasy Marcialongi trwa na okrągło (foto.autor)

 

Miałem okazję sprawdzić kondycję tras od startu aż do Predazzo. Niewielkie odcinki tras są jeszcze w przygotowaniu. Armatki pracują cały czas i śnieg jest gromadzony w bazach rozlokowanych co klika kilometrów, z których jest rozwożony na trasy. Przy utrzymaniu się temperatury się przez kolejny tydzień  warunki biegowe będą znacznie lepsze niż przed rokiem, kiedy to musieliśmy biegać na pozostałościach po śniegu, które bardziej były błotem pośniegowym pomieszanym z ziemią niż śniegiem

Porównując ruch na trasach biegowych do tego co można spotkać w Jakuszycach,  można powiedzieć, że na trasach Marcialongi nic się nie dzieje. Podczas ponad 3 godzinnego treningu spotkałem zaledwie kilkunastu biegaczy. Nie inaczej było dnia następnego, gdzie mimo iż był to dzień weekendowy trenujących na trasach było bardzo niewielu. Ciekawe, bo tuż przed biegiem Marcialonga trasy są oblegane przez trenujących zawodników.

 

Wracając samochodem na lotnisko w Weronie miałem okazję prześledzić prawie całą trasę i moje spostrzeżenia były podobnie jak na pierwszych 20 kilometrach trasy.

Reasumując jestem bardzo zadowolony z możliwości odbycia treningu na ulubionej trasie Marcialongi, którą polecam każdemu pasjonatowi biegówek.

 

Andrzej Guziński

Jeden z jedenastu ludzi na świecie, którzy zaliczyli wszystkie biegi Worldloppet (przyp. redakcji)

Reportaż o Andrzeju możecie przeczytać poniżej, polecamy