kadra

Biało-czerwoni mają za sobą pięć zgrupowań. Sprawdziliśmy jaką prezentują formę i jakie mają plany na kolejne tygodnie.

 

Zaczęli 30 maja w Spale, potem pojechali do Zakopanego, gdzie – o czym już pisaliśmy – stracili liderkę żeńskiej ekipy, Sylwię Jaśkowiec. Następnie był Zieleniec, białoruskie Raubicze, a teraz sprawdzony m.in. rok temu przez Miroslava Petraska czeski Boży Dar, skąd Polacy prowadzeni przez Janusza Krężeloka i Wiesława Cempę wrócili w sobotę.

 

 

Przygotowania mężczyzn relacjonuje Janusz Krężelok:

 

Oba zgrupowania zagraniczne były udane. Korzystaliśmy z dobrej infrastruktury, przeprowadziliśmy solidne treningi. Mieliśmy super pogodę, bo cały czas świeciło słońce, wieczory były z kolei chłodne na dobry sen. Słowem – nie było nic, co przeszkadzałoby w treningu. Trwa czas najcięższej pracy w całym lecie, ale powoli będziemy z niej wychodzili. Jest sporo siły i biegania na nartorolkach, na które jeździliśmy do niemieckiego Oberwiesenthal, ale też korzystaliśmy z lokalnych drogach, bo były świetne. Nowy asfalt i mały ruch. Trochę jak w Zieleńcu, ale jeszcze bardziej urozmaiconych tak pod względem tras, jak i ukształtowania terenu.

 

W tej chwili można powiedzieć, że wyróżniają się Janek Antolec i Dominik Bury. Widać, że ich praca daje pożądane efekty i idzie to wszystko w dobrym kierunku. Wiadomo, sport jest nieobliczalny i czasami w listopadzie może zdarzyć się coś, przez co zima będzie stracona. Ale odpukać. Niech ich wysiłek przełoży się na wyniki. Najważniejsze, że moim zawodnikom dopisuje zdrowie.

 

Co dalej? Najpierw dokończymy cykle, potem czekają nas starty w Pucharze Polski w Istebnej i Bystrej, po czym 21 września udamy się na pierwszy śnieg do tunelu w Oberhofie, gdzie zostaniemy do końca miesiąca. Tam będzie luźniej, trochę na zasadzie przygotowania przed Ramsau, dokąd wyjeżdżamy 10 października i potrenujemy aż do listopada. Tyle dni jest nam potrzebne do tego, by zdążyć zaadaptować się na wysokości, uzyskać dobry efekt przewyższeniowy. Bo trzy tygodnie dają szansę zrealizować inne, szersze cele. Nie tylko morfologia, ale i obeznanie ze śniegiem, który – miejmy nadzieję – w tym czasie nie będzie już mokry.

 

W listopadzie zacznie się skandynawska część przygotowań. Na tydzień przed Pucharem Świata zaplanowany jest udział w zawodach FIS w Gallivare, gdzie wyklarują się składy na starty w poszczególnych cyklach.

 

 

Przygotowania kobiet relacjonuje Wiesław Cempa:

 

Trzy z sześciu zawodniczek od początku przygotowań realizują program w stu procentach. Na każdym obozie jest Martyna Galewicz i Ula Łętocha, a Paulina Maciuszek trenuje indywidualnie w domu w Polsce. Kornelia Kubińska po urodzeniu dziecka przygotowywała się sama, ale sześć tygodni później – od Zieleńca – też zaczęła pracę z kadrą. Dobra informacja jest taka, że za chwilę do treningu wróci prawdopodobnie Ewelina Marcisz. Sytuacja Sylwii Jaśkowiec będzie się rozwijać, wszystko zależy od tego jak szybko będzie mogła realizować normalny trening.

 

W związku z tymi różnicami wydaje się, że Ewelina, Kola i Sylwia zaczną starty od Alpen Cup. To na tyle ambitne zawodniczki, że nie zadowoli ich start w Pucharze Świata, ale odgrywanie tam jakiejś roli. Będą spokojnie przygotowywane do Lahti. Niczego nie będziemy poganiać.

 

Przed nami starty na nartorolkach w Polsce. Wystąpią w nich Ula i Martyna, które później pojadą z Januszem na lodowiec. Reszcie dziewczyn pierwszy śnieg nie jest teraz potrzebny, to jeszcze nie ten etap. My – zamiast do Oberhofu i tunelu – zostajemy w Zakopanem, gdzie od 20 zaczynamy zgrupowanie. Sądzę, że testy, które chciałbym tam przeprowadzić, dadzą sporo odpowiedzi na przykład na pytanie o formę Pauliny. Listopadowy wyjazd do Skandynawii będzie wspólny, tam – podobnie jak Janusz – ustalę składy na Puchar Świata i pozostałe zawody.

 

Notował Michał Chmielewski

fot. Maciej Staręga/Facebook